Myśliwiec: W stu procentach skupiam się na piłce nożnej
fot.: Adam Mokrzycki
Trener Widzewa Łódź Daniel Myśliwiec odpowiedział na pytania dziennikarzy na pomeczowej konferencji prasowej po porażce swojej drużyny ze Śląskiem Wrocław. Oto co miał do powiedzenia opiekun łodzian.
Daniel Myśliwiec: Obiecałem sobie, że powiem krótko, ale nie wiem, czy wyjdzie. Jeżeli chodzi o kwestię meczu, to nie lubię takich spotkań, po których nie masz poczucia, że zasłużyłeś na negatywny wynik. Patrząc przez pryzmat przygotowania, to jestem pod wrażeniem, jak konsekwentni byliśmy w pierwszej połowie, dzięki czemu nie dopuściliśmy rywala do sytuacji bramkowych. Sami mieliśmy trzy naprawdę dobre momenty, co jest niezłym wynikiem, jak na tak grającego przeciwnika. Futbol to jednak właśnie momenty, a jeśli ich nie wykorzystamy, to może stać się coś niespodziewanego. Nic nie zwiastowało, że możemy stracić bramkę i nad tym ubolewam, ale taka jest piłka. Gratuluję rywalowi zwycięstwa.
Chciałbym, żeby wszyscy mieli świadomość, jak podchodzę do pracy moich piłkarzy. Nie mieliśmy okazji spojrzeć na szerszą perspektywę, bo mieliśmy ciągle mecz, regenerację i znowu mecz. Ten rok zaczęliśmy od potyczki z rewelacją ligi – Jagiellonią. Teraz graliśmy z najlepszą drużyną w Ekstraklasie w bieżącym roku, wcześniej z Górnikiem, który miał najlepszy bilans ostatnich dziesięciu kolejek. Do tego derby po czterech porażkach z rzędu oraz specyficzne zakończenie spotkania z Wisłą. Rywalizowaliśmy z trzema najlepszymi zespołami w Ekstraklasie i nie było widać, że byliśmy słabsi.
Oczywiście, nie jesteśmy zadowoleni z wyników, bo mamy sześć punktów na dwanaście możliwych. To, na co chcę zwrócić uwagę, to praca moich piłkarzy, która napawa mnie dużym optymizmem. Mam nadzieję, że zawodnicy będą to dalej robić z taką samą energią. Muszę doprowadzić do tego, żebyśmy w kluczowych momentach byli w stanie przechylać szalę na swoją korzyść. A poprawimy to dzięki konsekwencji. Wierzę w pracę, która da nam progres. Teraz on musi być jeszcze bardziej widoczny w tabeli.
Czy według pana da się coś zmienić w zachowaniu Jordiego Sancheza?
Powiem tak – jest takie pojęcie heurystyka dostępności, czyli w momencie, kiedy coś się wydarzy, coś sobie zakodujemy, to sobie przypominamy, że on taki jest, i Jordi zawsze taki będzie. I przez to, że dostał żółte kartki za machanie rękami, zawsze będzie machał, a zapominamy, że na przestrzeni ostatnich siedmiu meczów wykonał tytaniczną pracę dla zespołu i oprócz ważnych bramek i tego, jakie ma podejście, ja mu dokładam odpowiedzialności, ponieważ widać w nim ogromny potencjał na lidera, ale w momencie, kiedy w sześć dni grasz trzy mecze, w których pragniesz wygrać, a on jest osobą ambitną i kiedy widzi, że przegrywamy, mu też kolokwialnie czasem popali styki. Ja tego nie pochwalam i podkreślam, że Jordi nie powinien tego robić, ale musimy pamiętać, że to jest tylko człowiek i musimy pracować, żeby mógł być w stu procentach skupiony na piłce.
Jak ocenia pan wypowiedź swojego zawodnika Bartłomieja Pawłowskiego, który w sposób bardzo wulgarny skrytykował pracę sędziów w ostatnich dwóch meczach?
W momencie, kiedy dzieje się coś niezgodnie z naszą myślą, bo to nie jest zgodne, kiedy w ostatniej minucie w Pucharze Polski, dostajemy bramkę. Tutaj też nie do końca mieliśmy poczucie, że zasłużyliśmy, żeby stracić bramkę po tym karnym. Zmierzam do tego, że jeśli będziemy się skupiać i tracić energię na pozasportowe i zastanawianie się, czy zostaliśmy oszukani, to nie będziemy mieli tej energii na pracę. Moją pracą jest skoncentrowanie się na tym, żeby wygrać następny mecz i tylko o tym będę myślał. Moi piłkarze są dorośli, są ambitni i czują, że nie dostają tej nagrody, na którą pracują. A to, że ktoś odniesie się emocjonalnie, to nie będę charakteryzował jego działalności.
Czy jest pan zwolennikiem powtórzenia meczu z Wisłą?
Jeśli my, wszyscy ludzie, tworzący piłkę nożną będziemy na konferencji 40 minut się zastanawiać o tym, co ktoś napisał na Twitterze i czy decyzja była słuszna, czy nie, ja wszystkie oficjalne stanowiska zabieram na konferencje, i ja skupiam się w stu procentach na piłce nożnej. Ja mogę porozmawiać o tym, jaki mieliśmy pomysł na Śląsk i myślę, że na tym powinniśmy spożytkować energię na konferencjach. Jeśli pan pozwoli, chcę skupić się na piłce. Ja jestem od piłki i skupiam się na piłce.
Rafał Gikiewicz powiedział, że to skandal, że graliście w sobotę, a nie np. niedzielę. Czy według pana terminarz miał wpływ na wynik tego pojedynku?
Piłka nożna to nie przygotowanie fizyczne. I dlatego przygotowanie się do tego meczu było utrudnione, nie w sensie fizycznym. Trochę się uczyłem fizjologii na studiach i wiem, że po takim ciężkim wysiłku, a bardzo ciężki wysiłek to jest mecz piłki nożnej. Bartek Pawłowski przebiegł 15 km. Takiego wyniku ciężko się doszukać u kogokolwiek. Zmierzam do tego, że moi piłkarze są w stanie dużo biegać i intensywnie biegać, ale takiego meczu, jak ze Śląskiem nie da się wybiegać. Oni byli w stanie pressować Jordiego, który nie był świeżutki. Jesteśmy w stanie, ale to nie zawsze da punkty, bo brakło czasu, żeby nauczyć zawodników schematów, jak grać. Przykład jest taki, że przeciwnik, mający dzień więcej ma go nie na bieganie, a na merytoryczną pracę.
Co się dzieje z Sebastianem Kerkiem? Kiedy możemy się go spodziewać na boisku? Co z pozostałymi zawodnikami niedostępnymi do gry z powodów zdrowotnych. Co z Franem Alvarezem, który z powodów osobistych opuścił spotkanie?
Z Franem są to kwestie osobiste, których nie chcę poruszać na konferencji. Od wtorku na niemal 100% już powinien być z nami. Jeżeli chodzi o Sebastiana, to on oficjalnie nie może rozgrywać meczów, póki nie zakończy leczenia, a taka procedura nie wystąpiła. Jeżeli chodzi o Juana Ibize, Pawła Zielińskiego, Cinę, Marka, to są piłkarze, którzy mają kontrolę we wtorek, po których mogą dostać zgodę na powrót, ale nie jest to dla nas teraz najważniejsze.