''Najważniejsze pozostaje utrzymanie'' (OPINIA EKSPERTA)
fot.: Paweł Kot
Śląsk Wrocław po bezbramkowym remisie z Lechią Gdańsk podejmie w Wielki Czwartek będącego w zwyżkowej formie Piasta Gliwice. Czy nowy trener odmienił oblicze zespołu? Kto wykreowany został na cichego bohatera wiosny? Czy gliwiczanie mogą powalczyć o coś więcej niż tylko utrzymanie? O tym wszystkim porozmawialiśmy z Tadeuszem Musiołem, dziennikarzem Radia Katowice.
Piast w ostatnich tygodniach jest jedną z lepszych ekip w ekstraklasie. Zgromadził 13 z 15 możliwych do zdobycia punktów w pięciu ostatnich meczach i wydaje się, że po tym niemrawym początku po przejęciu zespołu przez Aleksandara Vukovicia, drużyna złapała formę…
Gliwiczanie mają serię sześciu meczów z rzędu bez porażki, chociaż trudno mówić, żeby grali jakoś rewelacyjnie. Są do bólu skuteczni, bo nie mają bardzo dużej liczby sytuacji podbramkowych. Nie ma też zbyt widowiskowej gry, a tym samym otwartych spotkań, które emocjonowałyby publiczność. Piast jest niezwykle konsekwentny z tyłu i to jest ważne, że nie popełnia błędów w defensywie. Ważny jest natomiast fakt, że piłkarze zaczęli strzelać gole. Nie ma tutaj jednego lidera, tak jak było to jesienią w przypadku Kamila Wilczka. Włączył się w te strzelanie na wiosnę Grzegorz Tomasiewicz oraz inni, np. Michał Chrapek. Pojawiło się więc grono piłkarzy, którzy mają inklinacje ofensywne i potrafią wykańczać sytuacje. Myślę, że to może być też efekt tego, że rywale skupiają się za bardzo na Wilczku, odpuszczając innych. Można nazwać to stabilizacją, bo Piast nie złapał jeszcze optymalnej dyspozycji, chociaż mamy koniec sezonu, ale zaczął w końcu punktować, co w Gliwicach jest najważniejsze. Może nie być widowiskowej gry, ale mają być punkty, które oddalą Piasta od strefy spadkowej, a na razie to się udaje.
Patrząc po najważniejszych postaciach w drużynie, to zawsze w cieniu Wilczka czy Damiana Kądziora pozostawał Tomasiewicz, natomiast na wiosnę były gracz Stali Mielec zaliczył dwa golę i asystę. Czy można powiedzieć więc, że w jakiś sposób zbudował go trener Vuković?
Zdecydowanie tak. Tomasiewicz zaliczył największy postęp pod ręką serbskiego szkoleniowca. Wiosną jest to wiodąca postać w drużynie Piasta. Wiadomo, nie możemy zapominać też o wspomnianych już Kądziorze i Wilczku, ale także o Patryku Dziczku, który jest jednym z liderów. Wprawdzie on musiał w poprzednim meczu pauzować i drużyna poradziła sobie z Górnikiem Zabrze (1:0), ale widać, że większość akcji przechodzi jednak przez niego. Tomasiewicz nie góruje wzrostem, ale jest zwrotny i szybki oraz ma dobrze ułożoną nogę. Piłka go szuka. Jeśli mamy powiedzieć o graczach, którzy wybijają się ponad pozostałych, to właśnie on zrobił krok do przodu, który pozwala mu myśleć o tym, że ma pewne miejsce w pierwszym składzie. A jeśli tak jest, to piłkarz czuje się inaczej i wydaje się, że ta pewność siebie przełożyła się na dobrą postawę Tomasiewicza.
Nie wiem, jak to logicznie wytłumaczyć, ale Piast zawsze lepiej gra na wiosnę. Czy to jeszcze pod wodzą Waldemara Fornalika czy teraz trenera Vukovicia, druga część sezonu jest zawsze lepsza. Patrząc w tabele na koniec czterech ostatnich sezonów, można spostrzec, że drużyna zawsze finiszowała w TOP6. Wiadomo, że tabela ekstraklasy jest dosyć płaska, ale czy Piast może zakręcić się jeszcze w okolicach tej pierwszej szóstki?
Myślę, że nie. Dla Piasta priorytetem było to, żeby utrzymać się w lidze po tym niezbyt dobrym starcie sezonu. Pół żartem, pół serio, można stwierdzić, że to nie jest zasługa trenera, tylko piłkarzy, bo jak robi się cieplej, to drużyna zaczyna prezentować się lepiej. Wydaje mi się, że gliwiczanie nie będą już spoglądali w stronę czołówki. Jeśli zdobywaliby komplety do końca sezonu, to w zasięgu byłoby nawet piąte miejsce, ale tutaj nadrzędnym celem pozostaje oddalenie się od strefy spadkowej. To się na razie udaje, jest spokój w Gliwicach, dzięki któremu mogą już budować drużynę na kolejny sezon. Vuković dostał duży kredyt zaufania i nie wiem, na ile jest to już jego zasługa, ale potrafił poukładać zespół w taki sposób, że Piast „zatrybił”. Te punkty z ekipami, które są za jego plecami, będą zdecydowanie ważniejsze niż walka o wyższe miejsca. Raczej żadnych słów o podboju Europy nie będzie, ale najważniejsze, żeby uplasować się jak najwyżej. Czołowa szóstka czy ósemka byłaby znakomitym scenariuszem, ale nawet jak to będzie 14. lub 15. miejsce dające utrzymanie, to wszyscy przyjmą to z ulgą i zadowoleniem.
Przechodząc już do czwartkowej konfrontacji we Wrocławiu, Piastowi dobrze grało się ostatnio ze Śląskiem, bo nie przegrał czterech ostatnich meczów z tym zespołem. Zastanawiam się, jak może potoczyć się te spotkanie, zważając na bezbarwny występ wrocławian przeciwko Lechii (0:0) i całkiem niezły mecz w wykonaniu gliwiczan w derbach Górnego Śląska. Czy w pana głowie rysują się jakieś wizje czwartkowego wieczoru?
Myślę, że to będą wyrównane zawody, bo nie patrzyłbym na to, co działo się w poprzednich meczach. Wiadomo, że obecna aura i murawa też mają znaczenie. Rzeczywiście, Śląsk Piastowi leży, a ostatnią porażkę z tą drużyną gliwiczanie zaliczyli w 2020 roku, więc już jakiś czas temu. Jeżeli powiedzieć, że Śląsk ostatnio nie był zbyt porywającym zespołem, to gliwiczanie też nie. Oczywiście, zwycięstwo w derbach buduje i otoczka też się zrobiła bardzo pozytywna po tym meczu, ale myślę, że szanse są rozlokowane 50 na 50. W ostatnim czasie jedni i drudzy mają wahania formy jeśli chodzi o grę. Może te wyniki Piast ma ciut lepsze, ale absolutnie nie odbierałbym szans gospodarzom na to, żeby wywalczyć komplet punktów. Wynik będzie oscylował wokół remisu. W tym starciu nie ma faworyta.