''Nie można wykluczyć, że wejdą na wyższy poziom'' (OPINIA EKSPERTA)

''Nie można wykluczyć, że wejdą na wyższy poziom'' (OPINIA EKSPERTA)

fot.:

Śląsk Wrocław w sobotnim meczu 6. kolejki ekstraklasy podejmie Cracovię. O nierównej formie na starcie rozgrywek, nadziejach na miejsce w czołówce i rewelacyjnym duecie młodzieżowców rozmawiamy z Grzegorzem Wojtowiczem, dziennikarzem krakowskiego oddziału Polskiej Agencji Prasowej.



 

Cracovia przyjedzie do Wrocławia po dwóch kolejnych porażkach – 0:2 ze Stalą i 0:1 z Piastem, a trener Jacek Zieliński ocenił, że o ile ta w Mielcu była zasłużona, tak brak punktów z ubiegłego weekendu boli. Można się zgodzić z takim postawieniem sprawy?

Trochę tak i trochę nie. Pasy przeciwko Piastowi zagrały trochę lepiej niż na stadionie Stali, natomiast to też nie był jakiś dobry występ. Myślę, że te słowa trenera Zielińskiego można odbierać na takiej zasadzie, że w Mielcu to gospodarze zagrali świetny mecz i po prostu byli lepsi, szczególnie w pierwszej połowie, a w poprzednią sobotę to Piast dopasował się do poziomu Cracovii. Nic wielkiego nie pokazał, stworzył sobie dwie czy trzy sytuacje, jedną z nich wykorzystał, a Pasy tego nie zrobiły. Można to podsumować tak, że zespół trenera Zielińskiego przy Solskiego przegrał zasłużenie, natomiast w poprzedniej kolejce powinien zremisować. To był mecz na remis.

W pierwszych trzech kolejkach Cracovia zanotowała natomiast trzy zwycięstwa z bilansem bramkowym 7:0. Jaka jest prawda o tym zespole, bo przed meczem ze Śląskiem chyba trudno przewidzieć, w którą stronę to będzie szło?

Właśnie spotkanie we Wrocławiu da na to odpowiedź. Trzeba sobie powiedzieć, że ten start sezonu był trochę na wyrost, jednak ostatnie porażki nie dają pełnego obrazu możliwości zespołu, myślę, że prawda leży po środku. Uważam, że Cracovię stać na taką grę jak w pierwszych trzech meczach, zwłaszcza z Legią (3:0) czy Koroną (2:0) to były świetne występy, ale nie należy oczekiwać takiej formy co tydzień. To nie jest drużyna, która miałaby taką regularność, co zresztą jest problemem wszystkich polskich zespołów – łapią formę na trzy albo cztery kolejki, potem wpadają w kryzys, a następnie znowu jest odbicie. Uśredniona pozycja Cracovii, którą widzimy teraz, po starcie ponad stan i ostatnich meczach poniżej jej możliwości, oddaje realną siłę ekipy trenera Zielińskiego.

Rozumiem, że wobec tego Pasy nie są dla pana kandydatem do miejsca w czołówce na koniec sezonu? Biorąc pod uwagę letnie zmiany w Lechu, Legii albo Pogoni, niektórzy właśnie krakowian wskazywali jako faworyta do roli czarnego konia rozgrywek.

Takie oczekiwania były i są dalej przy Kałuży. Kibice marzą, że to będzie wreszcie sezon, w którym ta drużyna wywalczy podium, co nie wydarzyło się od momentu przejęcia klubu przez profesora Janusza Filipiaka w 2004 roku. Przed startem ligi faktycznie były przesłanki, by liczyć na taki obrót spraw – drużyna w poprzednim sezonie grała nieźle, dało się odnotować pewien postęp. Latem nie tyle się osłabiła, ale jednak straciła dwa bardzo ważne ogniwa w postaciach Pelle van Amersfoorta oraz Sergiu Hanki. Natomiast trzon drużyny został zachowany i łącznie za milion euro sprowadzono trzech nowych zawodników – Patryka Makucha, Fina Benjamina Kallmana oraz Japończyka Takuto Oshimę. Nie można zatem powiedzieć, że było to okienko, do którego Cracovia się nie przyłożyła, jednak większość klubów ekstraklasy nie może sobie pozwolić na taki wydatek przed nową rundą. Poza tym cały czas mówi się, że będą kolejne jakościowe ruchy, które mogą wzmocnić drużynę. Klub podobno jest przygotowany na jeszcze jeden dobry transferowy strzał, gdyby to się udało, nie można wykluczyć, że Pasy wejdą na troszeczkę wyższy poziom.

Wspomniał pan o Makuchu, który przenosił się do Krakowa ze statusem gwiazdy Miedzi Legnica na boiskach I ligi (14 goli i 7 asyst w poprzednim sezonie). 23-latek dotychczas zdobył tylko jedną bramkę i to z rzutu karnego w rywalizacji z Legią, jednak w każdej z pięciu kolejek wybiegał w podstawowym składzie. To napastnik, którego szukał trener Zieliński?

Na to wygląda. Myślę, że Cracovia w przypadku Makucha chciała powtórzyć historię z Krzysztofem Piątkiem, którego w 2016 roku również sprowadzała z Dolnego Śląska, wtedy z Zagłębia Lubin i wiemy, jak dalej potoczyła się jego kariera. Szkoleniowiec krakowian za każdym razem, kiedy tylko ktoś zapyta o Makucha, go chwali, podkreśla swoją wiarę w tego zawodnika. Napastnik Pasów nie ma liczb, ale trudno też powiedzieć, żeby był specjalnie nieskuteczny, bo nie przypominam sobie sytuacji, które by marnował. W dotychczasowych meczach on wykonywał jednak pożyteczną pracę dla drużyny, to nie było tak, że grał słabo. Makuch swoje robił, był też przydatny podczas walki w pressingu i tak dalej, tutaj nie można było mieć większych zastrzeżeń. Nigdy nie był jednak specjalnie widoczny w fazie wykańczania akcji, kiedy można było zmusić bramkarza rywala do interwencji czy asystować. Ostatnie spotkanie z Piastem w jego wykonaniu było już słabsze, jednak wydaje mi się, że nadal będzie wychodził w podstawowym składzie i cieszył się kredytem zaufania od trenera Zielińskiego, chociaż musi uważać. Kallman gra trochę cofniętego napastnika, ale może zostać ustawiony na dziewiątce, jest też Słowak Filip Balaj, który wykazywał się skutecznością w letnich sparingach. Niewykluczone, że kiedyś nadejdzie moment, w którym szkoleniowiec Cracovii będzie chciał sprawdzić kogoś innego zamiast Makucha.

Cztery z siedmiu dotychczasowych trafień krakowian wypracował duet niesamowitych młodzieżowców Michał Rakoczy – Jakub Myszor. Chyba nie może być tak, że tylko jeden z nich jest w formie, albo rozumieją się doskonale, albo nic im nie wychodzi.

Tak, tak, rzeczywiście. Generalnie Cracovia gra takim ustawieniem, że jest ten jeden środkowy napastnik, dziewiątka, a za nim dwie dziesiątki, właśnie wspomniani młodzieżowcy. To charakterystyczne, bo nominalnie, w innym ustawieniu graliby na skrzydłach, natomiast trener Zieliński znalazł takie rozwiązanie i to właśnie w tych pierwszych trzech meczach znakomicie funkcjonowało. W dwóch ostatnich spotkaniach Rakoczy oraz Myszor trochę spuścili z tonu i od razu widzimy, jakie to miało odzwierciedlenie w ofensywnej grze, a także wynikach osiąganych przez Cracovię.

Od tych dwóch młodych chłopaków bardzo dużo zależy, w słabszych dla nich meczach ze Stalą i Piastem nawet niespecjalnie widać było kandydatów na ich zastępców. Trener Zieliński w teorii ma kogo wprowadzić, tu znowu można przywołać nazwisko Kallmana, ale także Jewhena Konoplanki, który przeciwko gliwiczanom zagrał dopiero pierwszy raz w tym sezonie, wrócił po kontuzji. Ukrainiec w poprzednią sobotę wszedł na murawę na kwadrans przed końcem regulaminowego czasu gry i poza symulkami praktycznie nic nie pokazał.

Klub pewnie dalej będzie stawiał na Myszora oraz Rakoczego, należy więc liczyć, że wrócą do swojej optymalnej dyspozycji. Bez tego, jak widać, Cracovii jest trudno, natomiast z drugiej strony trzeba się liczyć z tym, że w ich wieku (obaj są z rocznika 2002 – przyp. red.) pewne wahania formy są normalną rzeczą. Będą grali raz lepiej, raz gorzej, byle to nie był jakiś katastrofalny spadek formy.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.