''Okres przygotowawczy zadecyduje'' (OPINIA EKSPERTA)

12.01.2022 (06:00) | Mateusz Włosek
uploads/images/2021/10/wks_6159b71d6af27.png

fot.: Paweł Kot

Podsumowań rundy jesiennej nie ma końca, a tym razem postanowiliśmy spytać o opinię eksperta. Kto był największym rozczarowaniem minionej części rozgrywek? Co dalej z transferami? Jakie przewidywania przed nadchodzącą wiosną? O tym wszystkim porozmawialiśmy z dziennikarzem Gazety Wrocławskiej, Piotrem Janasem.



 

 

Dla Śląska ta runda jesienna to była słodko-gorzka przygoda. Wracając do początków pracy z trenerem Jackiem Magierą, który dosyć niespodziewanie wprowadził Śląsk do eliminacji do Ligi Konferencji Europy, możemy czuć się nieco skonfundowani, widząc dołek, w jaki wpadł zespół pod koniec roku. Jaki jest Pana werdykt, jeśli chodzi o tę rundę Śląska?

Piotr Janas: Mam wrażenie, że jesień zweryfikowała Śląsk. Cały czas stałem na stanowisku, że europejskie puchary to był wynik ponad stan. Końcówka sezonu była taka, że praktycznie nikt nie chciał grać w tych eliminacjach, oczywiście patrząc na wyniki. Śląsk w ostatniej kolejce grał z walczącą o utrzymanie Stalą Mielec, z którą ostatecznie nie wygrał, a i tak zajął miejsce premiowane grą w Europie. Mimo wszystko trener Jacek Magiera dał dużo pozytywnych rzeczy zespołowi. Jego dotychczasową kadencję oceniam bardzo pozytywnie. Z drużyny Vitezslava Lavicki, na którą ciężko się patrzyło, zrobił zespół, który oglądało się z przyjemnością. Wydawało się to niemożliwie, patrząc na potencjał kadrowy. Zrobił świetny wynik, dający eliminacje do pucharów, w których też nie było wstydu. Śląskowi nie wyszedł tak naprawdę jeden mecz, ten w Petach Tikwie (0:4 z Hapoelem Beer Szewa - przyp.red.), ale to nie była przygoda w stylu: "kolejna kompromitacja polskich drużyn w pucharach".

W lidze jednak czas prysł...

W ekstraklasie dopadła nas szara rzeczywistość. Te wyniki, które były na styku, przestały "wchodzić". Trudno powiedzieć, czy jest to wina trenera, choć w jakimś stopniu pewnie tak. Mając na uwadze ilość sytuacji w niektórych przegranych czy zremisowanych meczach tych zwycięstw powinno być więcej. Jeśli chodzi o całościową ocenę trenera Magiery, to oceniam go pozytywnie. Natomiast jeśli chodzi o rundę jesienną, to była to po prostu przykra weryfikacja jego zespołu. Moim zdaniem Śląsk - zakładając zostanie Erika Exposito - ma lepszą kadrę, niż wskazywałoby na to miejsce w tabeli. To jest drużyna na 5.-6. miejsce, z pewnością nie na 10. Coś zimą musiałoby się wydarzyć, żeby tchnąć nowego ducha w tę drużynę.

Warto zestawić Vitezslava Lavickę z Jackiem Magierą. Ja zrobiłem to pod względem wrażeń wizualnych. Schyłkowy styl gry drużyny pod batutą czeskiego szkoleniowca to była monotonia, nuda, natomiast tej jesieni mieliśmy kilka rollercoasterów, jak np. 3:4 w Niecieczy, 5:0 z Wisłą Kraków czy 2:2 z Wartą i Jagiellonią. W tabeli wygląda to tak, że mecze z udziałem Śląska są najbardziej atrakcyjne w lidze (60 goli łącznie). Pojawia się pytanie: dalej grać widowiskowo, iść na wymiany "cios za cios" czy skupić się na bardziej zachowawczej grze i kompletowaniu punktów?

Jestem zwolennikiem takiej gry, jaką obecnie preferuje Śląsk Magiery. Może czasami za mocno cierpi na tym defensywa, następuje rozluźnienie szyków i "hurraofensywa", ale to chcą oglądać kibice. W końcu są emocje, bo wszyscy we Wrocławiu byli już zmęczeni futbolem Lavicki, który jednak punktowo źle nie wypadał, W wywiadzie, jakiego udzielili "Gazecie Wrocławskiej" Piotr Waśniewski i Dariusz Sztylka, prezes WKS-u powiedział, że wyniki nie były głównym powodem zwolnienia Czecha. Jakbyśmy spojrzeli na jego średnią punktową na tle poprzedników, to faktycznie nie wyglądało to źle. Problem polegał na tym, że nie wdrażał młodych zawodników i nie dawał im szansy do rozwoju. W związku z tym nie można było ich sprzedawać i zarabiać, co przecież prowadzi do rozwoju całego klubu. Lavicka nie był skłonny do zmian, mimo że np. dyrektor sportowy często z nim o tym rozmawiał. Wierzył, że to co robi, przyniesie efekt. Być może tak by było, ale władze nie chciały dłużej czekać i postawiły na trenera z innym spojrzeniem na futbol.

Przed startem tego sezonu mówił o tym Bartosz Gleń w rozmowie z nami, stwierdzając, że trener Magiera to powiew świeżości...

Przede wszystkim Jacek Magiera stawia na młodych piłkarzy. Fakt, zespół traci przy tym wiele bramek, ale to jest wkalkulowane ryzyko. To, co powinno się zmienić, to nie styl gry Śląska, ale zestawienie defensywy. Jeśli miałbym proponować konkretne rozwiązania, to przestałbym wystawiać w obronie Szymona Lewkota. Przynajmniej na jakiś czas. Poszukałbym porządnego lewonożnego stopera, bo Mark Tamas ma problemy zdrowotne i nie wiadomo kiedy wróci, ani w jakiej będzie formie. Poszukałbym także klucza do Wojciecha Golli, który jesienią prezentował się znacznie poniżej oczekiwań. Od takiego piłkarza trzeba wymagać więcej. Konieczne jest ustabilizowanie gry obronnej, bo Śląsk wiele bramek tracił po błędach indywidualnych. Jeśli uda się je wyeliminować, przy zachowaniu gry ofensywnej na obecnym poziomie, to sytuacja w tabeli znacznie się poprawi.

Trudno nie mieć wrażenia, że kłopoty Śląska wynikały z błędów indywidualnych. Chciałem, żebyśmy stworzyli mały ranking tej rundy jesiennej. Oczywiście największym wygranym "z miejsca" zostaje Erik Exposito, ale jakby miał Pan wskazać pozytywne zaskoczenie z grona zawodników, którzy w teorii nie dawali podstaw do tego, by dać Śląskowi dużo dobrego oraz największe rozczarowanie minionej części rozgrywek?

To jest dosyć skomplikowane pytanie, bo gra Śląska była nierówna i nieregularna na przestrzeni ostatniego półrocza. Gdybyś zadał mi to pytanie we wrześniu, bez wahania wskazałbym na Roberta Picha, ale Słowak ciągle "jedzie" na tym, co strzelił na początku sezonu w lidze i w pucharach. Na pewno nie można uznać go za rozczarowanie, bo jest wysoko w klasyfikacji kanadyjskiej, jeśli chodzi o Śląsk. Bez wątpienia minusem jest w dalszym ciągu Waldemar Sobota. To był piłkarz, od którego oczekiwalibyśmy czegoś więcej. Pokazywał na początku jakość, którą szybko stracił w niewyjaśnionych okolicznościach. Dosyć ciężko przeszedł zakażenie koronawirusem, być może to też się odbiło na jego dyspozycji. Natomiast nie mogę zrozumieć, dlaczego piłkarz po tylu sezonach w 2. Bundeslidze, gdzie był wyróżniającą się postacią na swojej pozycji, w ekstraklasie, która w mojej opinii jest słabszą ligą niż zaplecze Bundesligi, po prostu zawodzi. W naszej lidze nie tacy zawodnicy dawali sobie radę.

To chyba jeszcze nie koniec rozdawania rózg, prawda?

Jako drugi minus musi się pojawić Szymon Lewkot. Kiedy robiłem z nim wywiad jakiś czas temu, wręcz biła od niego pewność siebie i spokój. Wydawało się, że to piłkarz, który będzie w stanie szybko zrobić krok do przodu. Mówił to z resztą trener, który mocno "pompował" Szymona na konferencjach prasowych, nazywał go jednym z największych talentów w klubie. Zdaniem Jacka Magiery Lewkot ma potencjał na duże granie i ja mam podobną opinię, ale widzę go w roli środkowego pomocnika, nie obrońcy. Regularność, z jaką zawodził przywodzi na myśl wspomnienia wyczynów Igorsa Tarasovsa. Trudno mi wyobrazić sobie dalsze występowanie Lewkota na środku defensywy, chociaż trener Magiera jest zaskakująco konsekwentny w tym - w moim przekonaniu złym - wyborze i dalej go tam widzi. Ja wiem, że Lewkot ma atuty: wyprowadzenie piłki, wysoko uniesiona głowa przy rozegraniu itd. Jednak błędy w obronie przysłaniają wszystko. Gdyby dzisiaj przeanalizować gole tracone przez Śląsk, to wiele z nich padło właśnie po jego błędach lub akcjach, w które był zamieszany.

Jakieś pozytywy jednak muszą się znaleźć...

Jeśli chodzi o pozytywy obok Erika, to wskazałbym Mateusza Praszelika. Podoba mi się jego ciąg na bramkę, lekkość, z jaką wchodzi w drybling i jaki ma pomysł na rozegranie akcji. Do tego wreszcie zaczęły się pojawiać u niego liczby, szkoda tylko tej kontuzji po faulu Puerto. Praszelik to piłkarz, na którym Śląsk będzie mógł sporo zarobić, jeśli nadal będzie się sukcesywnie rozwijał.

Trochę poruszyliśmy już wątek trenera Jacka Magiery, ale mam wrażenie, że jego wizerunek zmieniał się wraz z czasem. Dla nas jako dziennikarzy jego konferencje to miód dla uszu, natomiast zdarzały się już w tym sezonie parokrotnie dosadne opinie na temat sędziowania czy po prostu te same powtarzane slogany. Mam wrażenie, że gdy Śląsk dobrze zaprezentuje się w pierwszym po powrocie ligowym meczu w Gdańsku to te konferencje się nieco "odświeżą". Czy to wynikało po prostu ze zwyczajnego zmęczenia tą jesienią częstochowskiego szkoleniowca?

Z pewnością Jacek Magiera mógł być zmęczony rundą jesienną - to słuszny wniosek. Sam czasem nie zgadzałem się z opiniami trenera na temat niektórych decyzji sędziowskich. To jest całkowicie normalne, bo to człowiek bardzo zaangażowany w swoją pracę. Nie szedłbym jednak w narrację, że konferencje stały się nudniejsze czy nieprzyjemne. Gdy sobie przypomnę jego poprzednika, albo kilku wcześniejszych szkoleniowców WKS-u, to wtedy mieliśmy na co narzekać. Jednym oderwaniem od tej szarzyzny konferencji był Jan Urban. Generalnie lubię styl wypowiedzi trenera Magiery, choć po przegranych meczach widać, że pojawia się trochę zgorzknienia. To jednak nic nadzwyczajnego. Wydaje mi się, że masz taki odbiór przez to, że wyniki się znacznie pogorszyły. Czego byś nie robił, na końcu i tak wszystko determinuje wynik - taki jest sport. Dalej uważam, że to jest świetny trener, którego trzeba się trzymać. Gdy widzę te wszystkie wpisy kibiców w mediach społecznościowych, żądające odejścia trenera, to łapię się za głowę. Ludzie, trzeba się obudzić. Śląsk kadrowo to nie jest drużyna na pierwszą trójkę, zwłaszcza jeśli odjedzie Exposito, a strata do miejsca 5. czy 6. jest stosunkowo nieduża. Wiemy już, że za Hiszpana nie przyjdzie strzelba, która zastąpi go w skali 1:1.

Chciałem poruszyć także wątek wyjazdowego Śląska, bo wrocławianie na obcych boiskach zdobyli aż 18 bramek (najwięcej w całej lidze), ale stracili aż 19. Na początku wydawało się, że trener Magiera odczarował nielubiane przez czeskiego szkoleniowca mecze wyjazdowe, ale w ostatnim czasie drużyna wpadła w duży dołek, przegrywając 4 kolejne spotkania poza Wrocławiem. Jakie jest podłoże tego problemu? Znowu wracamy do tej wyjazdowej klątwy czy to raczej pokłosie tego, że Śląskowi mówiąc kolokwialnie nie "żarło" pod koniec roku?

Ja bym został jednak przy tym, że Śląskowi zwyczajnie nie szło pod koniec rundy jesiennej. Nie widziałem, żeby znowu działy się jakieś cuda. Zrzuciłbym to na karb ogólnej obniżki formy drużyny. Poza tym meczem w Krakowie, o którym wspomniałeś, nie znajdziemy drugiego tak dobrego meczu w tej rundzie. Był widoczny wyraźny spadek dyspozycji środkowych pomocników, przez co ta strefa przestała funkcjonować jak należy. Poniekąd był to zapewne efekt dużej rotacji w składzie, ale nie powiedziałbym, że wróciła klątwa wyjazdowych meczów. Był mały kryzys, który do tego doprowadził. Wiadomo, że przy swoich kibicach gra się lepiej, ale na ten moment trzeba odbudować dobrą formę i lepiej prezentować się na wiosnę i u siebie i na wyjazdach.

Śląsk po porażce 0:2 z Cracovią w ostatnim meczu zeszłego roku spadł do dolnej części tabeli. Jestem ciekawy, jakie są Pana przewidywania na dalszą część sezonu. Czy to będzie próba doskoczenia do czołówki, czy kolokwialnie mówiąc "zjazd do bazy" Śląska?

Mam wrażenie, że mimo wszystko wrocławianie pójdą w górę tabeli. Liczę na to, że obóz przygotowawczy pozwoli odbudować kilku piłkarzy, takich jak np. Caye Quintana, na którym ma opierać się ofensywa po ewentualnym odejściu Exposito. Rozpoczynający się okres będzie absolutnie kluczowy w kontekście reszty sezonu. Dla Quintany to będzie moment prawdy. Przekonamy się, czy rzeczywiście potrafi zdobywać bramki, czy będzie z tym problem i trzeba będzie korzystać z pomocy kogoś z zewnątrz. Na ten moment nie widzę zawodnika, który mógłby zająć miejsce Erika. Sebastian Bergier to gracz, który odbudowuje się w rezerwach po kontuzji, strzelając gole. On ma w sobie coś z Marcina Przybylskiego, wychowanka Śląska, którego kiedyś mocno "spompował" na Twitterze Mateusz Borek. Przybylski ma za sobą debiut w ekstraklasie, ale generalnie to był wieczny król III ligi, gdy rezerwy grały na tamtym poziomie rozgrywkowym. Nigdy nie nie potrafił przenieść tego na poziom ekstraklasy i zaczynam się obawiać, czy Bergier idzie jego śladami. Mam nadzieję, że u niego to się odwróci i Magiera zrobi z niego piłkarza na ten poziom. Tak czy inaczej, kluczem będzie znalezienie rozwiązania po odejściu Exposito. Mimo wszystko wierzę w Quintanę, ale też liczę na kogoś z zewnątrz do poważnej rywalizacji. Plotki transferowe z dnia na dzień przybierają na sile... Giełda nazwisk jest spora, ale zobaczymy, co realnie z tego wyniknie. Na pewno nie będzie nowego napastnika, jeśli Erik nie odjedzie. De facto zatrzymanie Hiszpana w klubie być może będzie na rękę wszystkim. Ma teraz długi kontrakt, więc teoretycznie można go sprzedać latem, być może nawet za większe pieniądze, jeśli utrzyma skuteczność.

Oby te przygotowania przyniosły ożywienie w szeregach wrocławian. Chociaż nie najlepsza wieść spłynęła do nas już przed pierwszym treningiem.

No właśnie, wiemy, że nie trenował Exposito, który powtórnie zaraził się koronawirusem. Pamiętamy, że on był w gronie tych piłkarzy, którzy jako pierwsi w Śląsku przechodzili Covid-19. Robi się ciekawie, bo przecież może się okazać, że stanie się to przeszkodą w sprzedaniu hiszpańskiego napastnika. Nie wiemy, jak będzie przechodził drugi raz tę chorobę. Jeśli miałby teraz np. lecieć na testy medyczne, to jest to wykluczone. Może paradoksalnie pozwoli mu to zostać we Wrocławiu. Venezia się już nim nie interesuje, ale rynek jest taki, że wszystko się może zdarzyć. Nie spodziewałbym się spektakularnych ruchów do klubu, nawet w przypadku odejścia Hiszpana. Szczerze - wołałbym solidnego lewonożnego obrońcę, niż jakiegoś napastnika do odbudowy, który kiedyś strzelał, a teraz jest jedną wielką niewiadomą. Zapowiada się interesujące okienko transferowe i okres przygotowawczy. Trzeba odbudować pewność siebie tej drużyny, ale też dodać jej wigoru, który pozwoli pójść w górę tabeli.

ZOBACZ też: PNK: Maszyna się zacięła