Piasecki: Udało nam się odbudować psychicznie po Pradze
fot.: Paweł Kot
Przy okazji meczu Śląska z Rakowem, na stadion we Wrocławiu powrócił sprzedany tego lata do Częstochowy Fabian Piasecki. Niestety dla WKS-u, ten powrót był bardzo udany, bo 27-latek okrasił go golem i zwycięstwem. Co miał po spotkaniu do powiedzenia były napastnik wrocławian?
Jakie są twoje odczucia po powrocie na stadion?
Fajnie było tutaj wrócić. Bardzo cieszę się, że udało się strzelić. Zwłaszcza iż na tym stadionie za wiele mi nie wpadało, dla Śląska trafiałem głównie na wyjeździe. Ale przede wszystkim jestem zadowolony, że udało nam się szybko odbudować psychicznie po porażce w Pradze, dzięki czemu daliśmy dzisiaj radę na boisku.
Byliście wkurzeni tym co się tam stało? Od początku dziś wyszliście na boisko bardzo naładowani.
My co mecz mamy plan aby szybko przejąć kontrolę i zdobyć gola. Ale na pewno byliśmy dzisiaj wciąż źli na ten mecz w Pradze. Było tam bardzo blisko rzutów karnych, w których mielibyśmy szanse powalczyć. Tymczasem taka bramka w samej końcówce zawsze boli najbardziej.
Twój pierwszy mecz w wyjściowym składzie od dłuższego czasu. Jak obecnie może wyglądać hierarchia napastników w Rakowie?
Myślę że u nas nie ma czegoś takiego na zasadzie kto jest numerem jeden, a kto numerem dwa. Ostatnio grał Sebastian Musiolik, wcześniej z Jagiellonią ja, a jeszcze wcześniej byłem na boisku razem z Gutkovskisem. Mamy więc dużą rotację na pozycji numer 9 i każdy z nas dobrze wie, że musi dawać z siebie maksimum w każdym meczu, bo rywalizacja jest mocna.
Czułeś że obrońcy Śląska zostawiali ci dzisiaj dużo miejsca w polu karnym?
Raków ma w tym systemie wszystko dopracowane do perfekcji. Ode mnie tylko zależy czy będę realizował polecenia i schematy trenera. Nas jest z przodu bardzo dużo, dzięki czemu to miejsce zawsze się gdzieś znajdzie.
Trener Papszun wymaga od ciebie także rozegrania piłki? Bo widać dziś było rozwój pod tym kątem, kilka ładnych „klepek” z kolegami.
Nie wiem czy nazwałbym to rozwojem, bo w Stali Mielec też tak grałem. W Śląsku mieliśmy nastawienie na długą piłkę i nie było tak wielu możliwości, aby stosować tą grę kombinacyjną. Natomiast prawdą jest, że trener Papszun od dziewiątki wymaga, abym brał grę na siebie, obracał się, rozgrywał, a ja taki styl bardzo lubię, co pokazywałem już we wspomnianym Mielcu.
Poświęcacie dużo czasu na stałe fragmenty gry? Dzisiaj co rzut rożny czy wolny, to jakoś zaskakiwaliście zespół Śląska.
Samych treningów tak dużo nie ma, zdecydowanie więcej mamy na ten temat odpraw wideo przed meczami. Każdy rywal broni nieco inaczej i tam sobie to analizujemy. Natomiast na samym boisku to już tylko od nas zależy, czy zrealizujemy ustalone założenia.
Prezes Lecha Poznań Piotr Rutkowski powiedział ostatnio, że jesteście faworytem do mistrzostwa Polski. Czujecie się tak mocni?
Czuć w szatni, iż zespół jest naprawdę mocny, dzięki czemu możemy zawalczyć o tytuł mistrzowski. Taki też zresztą stawiamy sobie cel. Nie udało nam się awansować do fazy grupowej w europejskich pucharach, więc teraz jesteśmy w pełni skoncentrowani na ekstraklasie i Pucharze Polski.