Plusy i minusy meczu z Cracovią

Plusy i minusy meczu z Cracovią

fot.:

Kto zasługuje na pochwałę, a kto na krytykę po niedzielnym remisie 1:1 (1:0) z Cracovią? Zapraszamy na kolejną odsłonę naszego cyklu, w którym podsumowujemy najważniejsze wydarzenia z meczu Śląska Wrocław.



 

Konrad Poprawa

Po niedzielnym meczu z pewnością większości ofensywnych zawodników Pasów mógł śnić się Konrad Poprawa, który rozgrywał jeden ze swoich lepszych meczów w 2023 roku. Lider formacji defensywnej był niemal wszędzie, a Patryk Makuch nie mógł się go pozbyć nawet na chwilę, co obrazuje kompletna bezradność byłego napastnika Miedzi Legnica szczególnie w pierwszej połowie spotkania. Oczywiście, idealnym dopełnieniem bardzo dobrego występu 24-latka w dawnej stolicy Polski byłoby z pewnością czyste konto, ale plan ten runął tuż na początku drugiej połowy, gdy nieuwaga Śląska została skarcona przez zdobywającego swoją debiutancką bramkę na ekstraklasowych boiskach Mateusza Bochnaka. Poprawa wykonywał typowo brudną piłkarską robotę – często grał w odbiorze, wykonywał ważne wślizgi w tempo, które hamowały rozpędzające się ataki gospodarzy, a przede wszystkim dobrze się ustawiał. Jego gra w niedzielę mogła spokojnie w wielu fragmentów spotkania posłużyć jako przykład modelowego zachowania obrońcy w różnych boiskowych sytuacjach. Nieprzypadkowo został on nazwany przez nas podczas transmisji tego meczu miłościwie panującym księciem Konradem I Poprawą…

Szybko zdobyta bramka

Wydawało się, że już po upływie dziesięciu minutach meczu przeciwko Cracovii Śląsk chociaż częściowo weźmie się za usuwanie plamy, która pojawiła się na jego wizerunku po środowym meczu Pucharu Polski w Kaliszu (0:3). Wrocławianie przetrwali początkowy napór podopiecznych trenera Jacka Zielińskiego, którzy koniecznie chcieli jako pierwsi zadać swojemu rywalowi cios. To się jednak nie udało, a kartka odwróciła się niczym w Tarocie, chociaż w tej magicznej praktyce zabieg ten ma jednak negatywne konotacje. O przełamanie klątwy zadbał Łukasz Bejger ustawiony na niecodziennej pozycji, który swoim dobrym ustawieniem skorzystał ze złego podania Virgila Ghity i pewnym strzałem pokonał Karola Niemczyckiego. Była to druga bramka młodzieżowca w tym sezonie, a pierwszą zdobył jeszcze w październikowym meczu z Górnikiem Zabrze (4:1), kiedy pojawił się na boisku pierwszy raz w obecnym sezonie. Co ciekawe, gol strzelony przy Kałuży był dopiero drugim skalpem Śląska w pierwszym kwadransie gry. Po raz pierwszy bramka przeciwko rywalowi w inaugurującym kwadransie padła właśnie we wspomnianym starciu z zabrzanami, gdy w 11. minucie wynik meczu otworzył Nahuel Leiva. W  tej perspektywie aż szkoda tak bardzo przespanego początku drugiej części spotkania w grodzie Kraka.

Erik Exposito

Nietrudno było kryć wrażenia, że Erik Exposito przeciwko rosłym defensorom Cracovii będzie miał ręce pełne roboty. Dosłownie, od rozpychania się łokciami między silnymi jak dęby defensorami w biało – czerwonych pasach mogły rozboleć Hiszpana łokcie. Ostatecznie obrona Cracovii wyszła z tego bez szwanku, a Exposito zaliczył bezbarwny występ, którego ukoronowaniem jest akcja z 35. minuty, gdy wrocławianie w kontrataku wychodzili czterech na jednego. 29-latek za bardzo uwierzył w swoje umiejętności i oddał bardzo niecelny strzał sprzed pola karnego, a w tej akcji aż prosiło się o zagranie do wbiegających flankami Johna Yeboaha lub Nahuela Leivy. Zastępujący na pomeczowej konferencji trenera Ivana Djurdjevicia asystent Maciej Stachowiak tłumaczył, że dwóch wymienionych graczy nie ułatwiło wyboru Hiszpanowi, bowiem wbiegli niemal w tą samą uliczkę. Mimo tego, Śląsk powinien wycisnąć z tej akcji więcej (chociaż celny strzał), a niewyobrażalny byłby komfort dwubramkowego prowadzenia jeszcze przed upływem pierwszych 45 minut. Exposito w Krakowie wygrał zaledwie jeden na dziewięć podjętych pojedynków główkowych i jest to statystyka, która wyraźnie zarysowuje, jak niewygodnym przeciwnikiem były w niedzielny wieczór Pasy.

Wykartkowani liderzy formacji

Przy tak agresywnym meczu, w którym sędzia Piotr Lasyk pokazał sześć żółtych kartek, trudno mieć pretensje do zawodników Śląska o podjęcie rękawicy i bezpardonową grę. Jednak ma to głębszy kontekst, jakim jest nadchodzące spotkanie z liderem tabeli Rakowem Częstochowa (piątek 10 marca, godzina 20:30), w którym nie ujrzymy na boisku lidera defensywny Konrada Poprawy, który był jednym z najjaśniejszych punktów WKS-u w Krakowie oraz Patricka Olsena, który tej wiosny nie pokazuje się z najlepszej strony, ale wciąż jest mentalnym liderem środka pola, dzierżącym opaskę kapitańską. Los chciał, że akurat tych dwóch zawodników zostało ukaranych napomnieniami. Olsen ratował błąd przy podaniu Nahuela i musiał przerywać awaryjnie kontratak Pasów i oczywiście nie można mieć do niego żadnych pretensji, podobnie jak do Poprawy, w którego zachowaniu przy faulu na żółtą kartkę nie było specjalnej agresji. W drużynie trenera Djurdjevicia niemal z meczu na mecz wypadają jakieś ogniwa: z Lechem (2:1) nie zagrał pauzujący Diogo Verdasca, przeciwko Cracovii (1:1) nie wystąpił Victor Garcia (dwie żółte kartki z Lechem), a pod Jasną Górą Śląsk będzie musiał sobie radzić bez Poprawy i Olsena. Cóż, doskonale pamiętamy, jaką degrengoladą zakończył się mecz ze Stalą (0:2), w którym nie zobaczyliśmy wykartkowanego Duńczyka. Oby tym razem udało się serbskiemu szkoleniowcowi uszyć coś z materiału, który pozostał mu do dyspozycji.

Łukasz Bejger na lewym wahadle

Na takie rozwiązanie mógł zdecydować się tylko trener Djurdjević, który w tym sezonie próbował już różnych zawodników na niekoniecznie ich nominalnych pozycjach (Petr Schwarz na wahadle w pucharowym meczu z Lechem czy Caye Quintana na skrzydle w starciu z Pogonią). Media przed meczem spekulowały, jak może wyglądać linia defensywna wrocławian po tym jak czerwoną kartkę w konsekwencji dwóch żółtych otrzymał w meczu z mistrzem Polski Garcia. Bejger do tej pory występował głównie na prawej stronie obrony lub na środku, ale w Krakowie rozpoczął spotkanie na przeciwnej flance. Trzeba przyznać, że pomysł serbskiego szkoleniowca wypalił, pomimo że młody obrońca czasem miał problemy z ustawianiem się w defensywie (groźna akcja krakowian na początku meczu). Wygrał sześć na osiem pojedynków na ziemi, a także zanotował trzy skuteczne dryblingi. Przed kamerami stacji Canal+ 21-latek mówił, że na lewej stronie grał tylko incydentalnie w akademii Manchesteru United i jak na tak krótki staż na tej pozycji, obronił się z nawiązką. Takich uniwersalnych żołnierzy w obliczu kryzysu potrzebuje wrocławski zespół.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.