Plusy i minusy meczu z Lechem

Plusy i minusy meczu z Lechem

fot.:

Śląsk wreszcie wygrał i ma na swoim koncie już cztery punkty. Co trzeba uznać za minus, a co za plus tego spotkania? Zapraszamy na kolejną odsłonę naszego cyklu, w którym podsumowujemy najważniejsze wydarzenia z meczu Śląska Wrocław.



 

Fantastyczny Erik Exposito.

Jeśli zaczynamy mówić o meczu Śląsk - Lech (3:1) to wypada, a nawet powinno się zacząć od lidera i kapitana, czyli Erika Exposito. Hiszpan w spotkaniu z Kolejorzem pokazał najlepszą wersje samego siebie i sukces, jakim jest zwycięstwo, zostało zdobyte na jego plecach. 27-latek od początku tego sezonu był spragniony gry i po nieudanym transferze chciał pokazać, że jest świetnym piłkarzem. Wszystko zaczęło się w starciu z Zagłębiem (1:2), kiedy zdobył bramkę po uderzeniu z rzutu karnego i był pewnym punktem zespołu. Później w starciu ze Stalą (1:3) był aktywny, pracowity, głody gry i wywalczył. Efektem tych dwóch meczów okazały się dwie bramki na koncie Hiszpana. W starciu z Lechem widzieliśmy najlepszą wersję napastnika WKS-u. Erik dryblował, wygrywał pojedynki fizyczne, był w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie, emanował pewnością siebie, co motywowało drużynę. Exposito zakończył to spotkanie z dwoma bramkami i asystą na koncie. Pierwsze trafienie to uderznie głową po centrze Patryka Janasika. Drugi gol to wykorzystane dośrodkowanie z rzutu rożnego Dennisa Jastrzembskiego. Z kolei asysta to czysty majstersztyk, najpierw Erik poradził sobie z trójką faulujących go zawodników Lecha, a później dograł do niekrytego Szwedzika. Hiszpan z Kolejorzem był wprost fantastyczny i może powalczyć o MVP kolejki ekstraklasy. 

 

Decyzje Jacka Magiery.

Trener Śląska w tym spotkaniu dokonywał ważnych i potrzebnych korekt. Najpierw zaczęło się od wpuszczenia na boisko Aleksandra Paluszka za Petera Pokornego, co za skutkowało zmianą formacji na 3-4-3. Szkoleniowiec WKS-u na konferencji po meczu mówił, że był to trenowany manewr zmiany ustawienia. Wyszło bardzo dobrze, bo Lech nie potrafił w drugiej części meczu stworzyć dogodnych okazji. Dodatkowo Jacek Magiera wprowadził jeszcze na boisko Dennisa Jastrzembsiego, Michała Rzuchowskiego, Patryka Szwedzika oraz Yegora Matsenkę. Wszystkie zmiany trenera były trafione i przyniosły pożądany rezulat. Jastrzembski konsekwentnie męczył i sprawdzał dyspozycję Alana Czerwińskiego, szukał małej gry z Exposito i dodał Śląskowi pozytywnego impulsu. Michał Rzuchowski poukładał grę w środkowej strefie zastępując Patricka Olsena. Szwedzik wszedł w buty Mateusza Żukowskiego i w sytuacji sam na sam z Bartoszem Mrozkiem się nie zawahał i pamiętał o wytycznych do trenera Macieja Sikorskiego, czyli uderzył piłkę nad blokiem, który stworzył golkiper Lecha. Z kolei Matsenko dodał energii zespołowi, był agresywny, konkretny i wykonał zadania taktyczne niczym typowy zadaniowiec. 

Solidny blok defensywny.

Warto jeszcze pochwalić grę bloku defensywnego WKS-u, który w tym spotkaniu spisał się bardzo dobrze. Początkowo dwójka, a później trójka środkowych obrońców spacyfikowała Szymczaka oraz Ishaka. Wszystkie dośrodkowania Kolejorza były pewnie wybijane. Każdy wiedział, co ma robić, kogo kryć, nikt nie gubił ustawienia oraz koncentracji. WKS po prostu kontrolował to, co robi Lech w ataku pozycyjnym. Oczywiście było kilka chaotycznych wejść w pole karne, ale nie zagroziły one bramce Rafała Leszczyńskiego. Warto dodać, że Lech w kierunku bramki WKS-u celnie uderzył tylko dwukrotnie. Jeden strzał to gol po rzucie karnym, a drugi to uderzenie Ba Loua obronione przez bramkarza Trójkolorowych. 

Głupia strata bramki i prowadzenia.

Druga połowa dla Śląska mimo wszystko nie była taka dobra, bowiem WKS szybko stracił pozyskane w pierwszej części prowadzenie. W polu karnym przy rzucie rożnym Mateusz Żukowski faulował piłkarza Lecha łapiąc go ręką. Było to bardzo niepotrzebne zagranie, przez które wrocławianie stracili prowadzenie i było już 1:1, bo jedenastkę na bramkę zamienił Velde.

Debiut Pokornego, który mógł się zakończyć grą w 10. 

W meczu z Lechem dużo było debiutów, bowiem w pierwszym składzie pojawił się Peter Pokorny, z ławki wszedł także Aleksander Paluszek, a na końcówkę na boisku zameldował się Matsenko. My zatrzymamy się przy tym pierwszym, czyli nowym pomocniku WKS-u. Peter Pokorny już od początku meczu był elektryczny, nerwowy, niepewny, a jego dryblingi w środkowej strefie powodowały straty. Widać było, że byłemu zawodnikowi Realu Sociedad brakuje rytmu meczowego. Dodatkowo jego debiut zakończył się po pierwszej połowie, bowiem w przerwie został zmieniony. Peter dostał w 14. minucie także żółtą kartkę, która solidnie utrudniała mu ten mecz. Później przyszedł faul niedaleko pola karnego Śląska i gdyby nie łaskawość sędzia Szymon Marciniak to WKS grałby już w pierwszej części meczu w dziesiątkę.

Ponad 20 tysięcy osób na trybunach.

Wreszcie we Wrocławiu na meczu Śląska zasiadło ponad 20 tysięcy kibiców. Ludzie w klubie przeprowadzili kilka akcji, w które zaangażowano piłkarzy. Najpierw zawodnicy męskiej i żeńskiej sekcji Śląska wsiedli do tramwaju, który ruszył spod Oporowskiej i rozdawali bilety na mecz z Lechem. Później w dzień meczowy pod siedzibą klubu pojawił się Matias Nahuel Leiva, który rozdawał darmowe wejściówki na niedzielne starcie z Kolejorzem. Przy okazji klub zaprezentował jeszcze trzeci, czerwony komplet strojów. Nowe trykoty można było nabyć podczas meczu z Lechem, bowiem wtedy została otwarta sprzedaż stacjonarna. To wszystko za skutkowało dobrą frekwencją i świetną atmosferą piłkarskiego święta na trybunach. 

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.