Plusy i minusy meczu z Lechią
fot.: Paweł Kot
Kto zasługuje na pochwałę, a kto na krytykę po sobotnim bezbramkowym remisie z Lechią Gdańsk? Zapraszamy na kolejną odsłonę naszego cyklu, w którym podsumowujemy najważniejsze wydarzenia z meczu Śląska Wrocław.
Dennis Jastrzembski
Na kogo mieli liczyć w Gdańsku fani Śląska Wrocław pod nieobecność dwóch największych armat w ofensywie, jak nie na szybkiego jak wiatr Dennisa Jastrzembskiego? Niemiecki skrzydłowy ożywił działania ofensywne wrocławian pod koniec pierwszej połowy, kiedy pognał w indywidualnym rajdzie na bramkę Dusana Kuciaka i oddał mocny strzał z dalszej odległości. Jeszcze wcześniej szarżujący 23-latek spowodował żółtą kartkę na koncie nieporadnego Mario Malocy, który kompletnie nie potrafił poradzić sobie z ponadnormatywną prędkością zawodnika WKS-u. Jastrzembski sobotnim występem nawiązał do swojego debiutu w ekstraklasie właśnie na stadionie w Gdańsku, gdy szkoleniowcem Śląska był jeszcze Jacek Magiera, a popularny „DJ” raz po raz popisywał się efektownymi rajdami i odważnymi wejściami na flance. Co ciekawe, z tego przegranego 0:2 spotkania z Lechią w lutym 2022 roku ostało się w pierwszym składzie oprócz Dennisa tylko dwóch piłkarzy – Patryk Janasik i Łukasz Bejger. To stawia kolejne pytania, gdzie pod względem personaliów zmierza projekt Ivana Djurdjevicia, który „kraje, jak mu materii staje”. W obliczu problemów finansowych klubu najbliższe okienko transferowe powinno być kluczowym w dalszym zdeterminowaniu celów drużyny i jej ambicji. W stolicy Dolnego Śląska drugi z rzędu sezon przejściowy nie zostanie odebrany pozytywnie przez środowisko.
Nieistniejąca ofensywa
Nie podążę śladami Krzysztofa Kolumba, jeśli stwierdzę, że Śląsk pod bramką rywala nie istnieje bez swoich dwóch największych ogniw, czyli Erika Exposito i Johna Yeboaha. Niespodziewany był jednak aż tak duży rozdźwięk między nieobecnością a zastępstwami, które były znikome. Oprócz próbującego grać do przodu Jastrzembskiego próbował swoich sił Caye Quintana. Poza jednym efektownym wycofaniem piętką do Schwarza tuż przed końcem pierwszej połowy, gdy Czech wykopał piłkę w najwyższy rząd trybun, Caye znów był niewidoczny. Należy pogodzić się już z myślą, że piłkarz ten w żaden sposób nie przyda się Śląskowi, a w jego miejsce więcej szans powinien otrzymywać perspektywiczny Patryk Szwedzik. On właśnie pojawił się w miejsce Hiszpana i stanął przed szansą pokonania Kuciaka w pojedynku oko w oku. Wojny psychologicznej nie wytrzymał, gdy nieudanie próbował lobować doświadczonego golkipera, ale dla byłego gracza GKS-u Katowice każdy kolejny mecz będzie poligonem doświadczalnym i wielką lekcją na przyszłość. Przechodząc do meritum – ogromnie martwią tylko dwa celne strzały oddane przez podopiecznych Ivana Djurdjevicia. Zważając na fakt, z jakimi problemami zmagała się w ostatnim czasie Lechia, która ze Śląskiem nie wystąpiła w optymalnym składzie defensywy i straciła najwięcej bramek w lidze, może to przerażać przed nadchodzącymi ośmioma finałami sezonu.
Festiwal nudy i ziewania
Prawie osiem tysięcy widzów zbratanych ze sobą klubów spotkało się na gdańskiej Letnicy, by po przymusowym poście od ekstraklasy spowodowanym przerwą na kadrę, dostać danie główne soboty z ekstraklasą. Przez 22 kuchcików na boisku został im zaserwowany jednak niezjadliwy zakalec, który jedyne co mógł zrobić, to zrazić do dalszej konsumpcji futbolu. Lechia i Śląsk zagrały jak w prawdziwym meczu o sześć punktów, biorąc sobie do serca radę, zgodnie z którą kto traci, ten przegrywa. Brak jakiegokolwiek wychylenia się zza swoich zasieków, niepodejmowanie ryzyka, niskie tempo rozgrywania spotkania i próba wprowadzania do zespołu gospodarzy hiszpańskiej tiki-taki spowodowały, że o meczu przyjaźni z pierwszego dnia kwietnia 2023 roku każdy będzie chciał zapomnieć. Zawodnicy świetnie dostosowali się do okoliczności dnia. Prima aprilisowy żart? Proszę bardzo – wystarczy włączyć telewizor.