Plusy i minusy meczu z Ruchem Wysokie Mazowieckie

Plusy i minusy meczu z Ruchem Wysokie Mazowieckie

fot.: Krystyna Pączkowska/slaskwroclaw.pl

Kto zasługuje na pochwałę, a kto na krytykę po środowym spotkaniu 1/32 finału Pucharu Polski z Ruchem Wysokie Mazowieckie (4:0)? Zapraszamy na kolejną odsłonę naszego cyklu, w którym podsumowujemy najważniejsze wydarzenia z meczu Śląska Wrocław.



 

PLUSY MECZU

Erik Exposito

Śląsk potrzebuje skutecznego Hiszpana, a ten w ostatnich dniach zaczął dawać nadzieję, że wszystko, co najtrudniejsze w tej rundzie, jest już za nim. Exposito po wykorzystanym rzucie karnym przeciwko Rakowowi (1:4), w Wysokiem Mazowieckiem poszedł za ciosem, co napawa optymizmem, bo w poprzednich sezonach lubił przecież strzelać seriami. Erik zablokował się jeszcze przed końcem minionych rozgrywek, kiedy 7 maja trafił do bramki Pogoni Szczecin we Wrocławiu (1:1), zatem jego trafienia są pierwszymi, od kiedy na ławce Śląska siedzi Ivan Djurdjević. Serbski szkoleniowiec nie ukrywa, że stracił cierpliwość względem Caye Quintany (ten w środę pauzował za czerwoną kartkę w PP), tym bardziej może więc teraz budować swój optymizm na powracającej skuteczności Exposito. Przed najlepszym strzelcem wrocławian z poprzedniego sezonu teraz kolejny cel – w trzech dotychczasowych meczach przeciwko sobotniemu rywalowi, czyli Stali Mielec, nie trafił do siatki jeszcze ani razu.

Sebastian Bergier

„Tylko” z czwartoligowcem i „tylko” w Pucharze Polski, jednak komu jak komu, ale Bergierowi taki gol z pewnością się przyda. Dla 22-letniego napastnika Śląska środowe trafienie było premierowym w barwach pierwszego zespołu z Oporowskiej, wcześniej mógł się pochwalić tylko asystą w przegranym meczu z Legią (1:4) na początku… 2018 roku. Kolejne miesiące we Wrocławiu upływały pod znakiem skuteczności Bergiera w rezerwach i nieśmiałych próbach wkomponowania go do pierwszego zespołu, te jednak za każdym razem okazywały się bezskuteczne. Trener Djurdjević w Wysokiem Mazowieckiem wpuścił go na plac gry w przerwie, a ten odwdzięczył się trafieniem już w pierwszej akcji drugiej połowy, przez co zwraca na siebie uwagę kibiców. Jeśli będzie dostawał kolejne poważne szanse, być może nie jest zbyt późno, by uratować go dla Śląska.

Patryk Janasik na lewej obronie

Wobec solidnej postawy Martina Konczkowskiego na prawej stronie defensywy, trener Djurdjević ściągając po 45 minutach Victora Garcię, niespodziewanie zdecydował się na ustawienie Patryka Janasika po lewej stronie. Wyszło zupełnie przyzwoicie, bo nie dość, że tak skomponowany Śląsk również w drugiej połowie zagrał na zero z tyłu, to Janasik chętnie podłączał się do ofensywy, co przyniosło mu bramkę na początku drugiego kwadransa. Pytany przez nas na pomeczowej konferencji prasowej trener Djurdjević podkreślił, że pucharowy mecz był dla niego ważną częścią mikrocyklu, a takie wypróbowanie Janasika może mieć swoje odzwierciedlenie również w meczach ligowych. To pewnie byłoby za proste, żeby od razu w sobotę w Mielcu, jednak w perspektywie dalszej części sezonu, to z pewnością jest opcja, o której warto pamiętać.

MINUS MECZU

Dopiero z przewagą

Końcowy wynik środowego meczu wskazuje, że Śląsk w Wysokiem Mazowieckiem nie miał żadnych kłopotów, zagłębienie się w szczegóły podsuwa jednak pewien powód do niepokoju. Wrocławianie wszystkie bramki zdobyli dopiero, gdy zawodnik Ruchu Jakub Mikołajczyk został ukarany czerwoną kartką za faul taktyczny, a wcześniej spotkanie wcale nie było jednostronne. Owszem, to zespół trenera Djurdjevicia stwarzał sobie lepsze sytuacje, jednak pierwsze symptomy rozgrywania „meczu życia” zaczynał zdradzać bramkarz gospodarzy Rafał Rakowiecki, a i czwartoligowiec potrafił groźnie się odgryzać. Z przewagą zawodnika oraz dzięki bramce na 1:0 zdobytej jeszcze przed przerwą, gra Śląska wreszcie zaczęła się układać, jednak ciężko oprzeć się wrażeniu, że przyszło to zbyt dużym trudem. Strach pomyśleć, co by było, gdyby nie obecność systemu wideoweryfikacji na tym meczu (dopiero sędziowie siedzący na wozie podpowiedzieli Łukaszowi Kuźmie prawidłową decyzję). Skoro zepsuła się transmisja telewizyjna, mógł się też wyłączyć VAR…

WYDARZENIE MECZU

Przełamana klątwa

Trzy edycje niemocy i wystarczy! Po zawstydzających odpadnięciach z Widzewem, ŁKS i Bruk-Betem, Śląsk po raz pierwszy od 2018 roku awansował do drugiej rundy Pucharu Polski, dzięki czemu ciągle może celować w najkrótszą drogę do europejskich pucharów. Kiedy po raz ostatni mieliśmy okazję cieszyć się z wywalczenia miejsca w 1/16 finału, trenerem wrocławian był Tadeusz Pawłowski, a pokonaną przeszkodą Olimpia Elbląg (3:0). W sezonie 2018/2019 zielono-biało-czerwoni wyeliminowali jeszcze Bytovię Bytów (3:0), a ich problemy pojawiły się dopiero przy okazji powrotu na własny stadion i rywalizacji z Miedzią Legnica o ćwierćfinał (0:1). Wynik sprzed czterech lat pozostaje celem minimum również na tę edycję, a kolejnego rywala zespół trenera Djurdjevicia pozna już podczas piątkowego losowania w siedzibie PZPN.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.