Plusy i minusy meczu z Widzewem
fot.: Mateusz Porzucek
Kto zasługuje na pochwałę, a kto na krytykę po sobotnim spotkaniu z Widzewem Łódź (0:0)? Zapraszamy na kolejną odsłonę naszego cyklu, w którym podsumowujemy najważniejsze wydarzenia z meczu Śląska Wrocław.
PLUSY MECZU
Michał Szromnik
Bramkarz Śląska po trzech golach wpuszczonych w Kielcach potrzebował konkretu i sobotni wieczór okazał się bohaterem gospodarzy. Szromnik w końcówce pierwszej połowy doskonale wyczuł intencje Bartłomieja Pawłowskiego, czym uchronił wrocławian przed stratą gola z rzutu karnego, co akurat nie musiało być szczególnie trudne, bo to przecież jego niedawny kolega z zespołu. Zagrożenie dla kapitana zielono-biało-czerwonych przed rozpoczęciem gry wydawało się poważne, bo trener Widzewa Janusz Niedźwiedź po raz pierwszy postawił na bardziej ofensywne ustawienie z Bartłomiejem Pawłowskim i Jordi Sanchezem. We Wrocławiu okazało się jednak, że nie taki ten beniaminek straszny, a niewykorzystana jedenastka wcale nie była zwiastunem mocniejszego postawienia na ofensywę w drugiej połowie. Rywal Szromnika do gry Rafał Leszczyński dzień później zadebiutował w rezerwach Śląska, bo na szansę w ekstraklasie zdecydowanie się nie zanosi.
Czyste konto
Dzięki temu, że Szromnik stanął na wysokości zadania, kibice we Wrocławiu mieli okazję zobaczyć pierwszy mecz bez straconego gola w wykonaniu gospodarzy od 13 marca. O tym, jak dużo czasu minęło od tamtego czystego konta, najlepiej świadczy fakt, że mówimy o debiucie Piotra Tworka (0:0 z Radomiakiem), a w kolejnych występach niczym zaskakującym nie były nawet mecze z czterema wpuszczonymi golami (0:4 z Bruk-Betem i 3:4 z Górnikiem Zabrze). Nowy sezon ma być jednak nowym otwarciem, a warto pamiętać, że to już drugi mecz na zero z tyłu pod wodzą Ivana Djurdjevicia. Na pierwsze czyste konto w roli gościa Śląsk czekał jeszcze dłużej, bo od połowy października, jednak tę niemoc przerwał już na inaugurację, gdy zremisował 0:0 w derbach na stadionie Zagłębia Lubin. Nie wiadomo jak duży wpływ na to ma boiskowe doświadczenie Djurdjevicia w roli obrońcy, szybka poprawa gry w defensywie jest jednak widoczna.
MINUSY MECZU
Caye Quintana
Hiszpan w czwartym meczu sezonu po raz czwarty z rzędu wyszedł w wyjściowej jedenastce (w minionych rozgrywkach maksymalnie miał sześć takich występów), jednak kolejny raz nie przekonał. W sobotę trener Djurdjević wyposażył Quintanę we wsparcie Erika Exposito, który niedługo wcześniej przebywał Hiszpanii ze względów osobistych, to jednak wcale nie przekładało się na większe zagrożenie pod polem karnym Widzewa. Caye jest sporym rozczarowaniem początku sezonu, tym bardziej, że z bardzo udanej strony pokazał się podczas letniego zgrupowania w Słowenii. Po starcie ekstraklasy wypracował sobie jednak zaskakującą umiejętność wtapiania się w boiskowy tłum, a jego ciekawe akcje można byłoby pewnie policzyć na palcach jednej ręki. Można się zastanawiać, dlaczego w sobotę Adrian Łyszczarz zastąpił go na placu gry dopiero w 81. minucie.
O zwycięstwa ciągle trudno
Chociaż w kontekście niewykorzystanego rzutu karnego, sobotni punkt zdecydowanie warto szanować, nie ulega wątpliwości, że Śląsk w nowym sezonie ciągle nie wypracował sobie patentu na wygrywanie. Wymaganie większej liczby zwycięstw od zmieniającego się zespołu nie powinno być niczym zaskakującym, pytanie jednak czy obecna faza budowy w wykonaniu trenera Djurdjevicia pozwala już teraz oczekiwać lepszej rundy niż traumatyczna wiosna. Wrocławianie niewątpliwie obrali interesujący kierunek, to jednak nie pozwala jeszcze na punktowanie, które byłoby miłą odmianą po pierwszej części roku. Mecz przeciwko Widzewowi był już dziewiętnastym w wykonaniu zielono-biało-czerwonych w 2022 – w tym czasie z kompletu punktów cieszyli się raptem dwukrotnie, najmniej spośród zespołów, które nieprzerwanie grały w tym czasie w ekstraklasie.
WYDARZENIE MECZU
Problematyczni beniaminkowie
Punkcik ugrany przez Śląsk w dwumeczu z Koroną i Widzewem nie stanowi najlepszego świadectwa, warto jednak pamiętać, że w minionych rozgrywkach pod tym względem było akurat całkiem podobnie. Wrocławianie w poprzednim sezonie nie doczekali się kompletu punktów w żadnym z sześciu starć z ligowymi nowicjuszami, a ich wyniki niepokojąco układały się nawet jeszcze za dobrych czasów Jacka Magiery (0:0 i 1:1 z Górnikiem Łęczna, 3:4 i 0:4 z Bruk-Betem, 1:1 i 0:0 z Radomiakiem). Śląsk właśnie w takich konfrontacjach tracił mnóstwo cennych punktów, przegrywał też dwumecze z bezpośrednimi rywalami w walce o utrzymanie, co na koniec grania odgrywało istotne znaczenie. Pierwsze spotkania z beniaminkami w nowym sezonie kolejny raz poobijały zespół z Oporowskiej, całe szczęście, że na kolejne poczekamy do 16. kolejki (wyjazd do Legnicy w pierwszy weekend listopada).