Plusy i minusy meczu z Wisłą
fot.: Paweł Kot
Kto zasługuje na pochwałę, a kto na krytykę po sobotnim zwycięstwie 3:1 (1:1) z Wisłą Płock? Zapraszamy na kolejną odsłonę naszego cyklu, w którym podsumowujemy najważniejsze wydarzenia z meczu Śląska Wrocław.
Erik Exposito
Pierwsza anomalia sobotniego zwycięstwa w wykonaniu Śląska Wrocław to z pewnością Erik Exposito w nietypowej dla siebie roli asystenta przy wszystkich trzech golach gospodarzy. Brakowało ostatnio w grze wrocławskiego zespołu tego elementu błysku geniuszu ze strony hiszpańskiego zawodnika, który nawet jak nie trafia do siatki, to inteligentnymi podaniami potrafi otworzyć swoim partnerom drogę do bramki. Pierwsze trafienie to łatwe podanie do Nahuela Leivy, ale drugie i trzecie zagranie zakończone golem to już maestria. Najpierw dokładne zgranie głową do Johna Yeboaha, a później świetne podanie uruchamiające na lewej flance Dennisa Jastrzembskiego. Zielono-biało-czerwoni potrzebują takiego Erika, który co prawda ostatnią bramkę w lidze zdobył jeszcze w marcowym meczu ze Stalą Mielec (1:1), ale przeciwko Wiśle koncertowo popracował dla drużyny. 26-latek cały czas ma na swojej ręce opatrunek będący efektem złamanych palców, ale widać, że ten uraz kompletnie nie wpłynął na jego formę sportową, co do której były w ostatnich tygodniach obawy.
Nahuel Leiva
„Nahuel Leiva on fire” – chciałoby się rzecz, patrząc na postawę Hiszpana w meczu z Nafciarzami. Rówieśnik Exposito był tym elementem, który wlał w serca zawodników Śląska nadzieję, gdy wydawało się, że sytuacja robi się dramatyczna. Piękny strzał Leivy był zdecydowanie ozdobą sobotniego popołudnia na stadionie w stolicy Dolnego Śląska, a utalentowany gracz rodem z Argentyny w końcu przypomniał o tym, że nie na darmo nazywano go jednym z największych talentów przychodzących do klubu. Podobną opinię ma na jego temat trener Jacek Magiera, który przecież potrafi budować zawodników i rozwijać ich najlepsze cechy. W przypadku Nahuela doświadczony szkoleniowiec użył na pomeczowej konferencji słowa „przekozak”. We Wrocławiu niestety wiemy, jak takie brzemię może wpłynąć na zawodnika. Niegdyś został przecież podobnie nazwany Szymon Lewkot, który w przyszłości miał być „kozakiem”. Czy Nahuel przerwie tę klątwę?
Brak postawionego stempla
Gdyby Śląsk wykorzystał wszystkie sytuacje, jakie stworzył sobie przed upływem pierwszych dwóch kwadransów w starciu z Wisłą Płock, grałoby mu się zdecydowanie swobodniej. Nafciarze jednak zagrali chytrze, dając wyszumieć się gospodarzom i wykorzystując ich błąd tuż po pół godzinie grania. Mógł szczególnie dziwić obraz traconej bramki, bowiem piłka najpierw niefortunnie odbiła się od słupka, a później jeszcze po rykoszecie od Martina Konczkowskiego wpadła do bramki. Śmiało można stwierdzić, że wrocławianom na początku meczu z Wisłą zabrakło chytrości i większej pazerności, by wynik otworzyć, ale jeszcze ważniejszy jest fakt, że nie złożyli oni broni, tylko z jeszcze większym animuszem dążyli do wyrównania. Ta zmiana mentalu u zawodników okazała się momentem przełomowym, który ułożył dalszy los tego meczu. Efekt? Śląsk dopiero po raz drugi w tym sezonie wygrał mecz, w którym początkowo przegrywał (ostatnio 2:1 z Lechią Gdańsk).
W końcu wygrana
Kibice WKS-u musieli długo się naczekać, by zobaczyć kolejne zwycięstwo w swoim wrocławskim domu. Musiały minąć mrozy, by skruszony został marazm trawiący wrocławską ekipę, która w sobotę wygrała po raz pierwszy od 26 lutego i meczu z Lechem Poznań (2:1). Trener Magiera na konferencji zaznaczył jednak, że do utrzymania konieczne jest wypracowanie serii zwycięstw, na którą najlepsza okazja nadarza się właśnie w nadchodzącej kolejce, gdy Śląsk rozegra drugi domowy mecz z rzędu, tym razem z pozbawioną szans na uratowanie ekstraklasy Miedzią (niedziela, 21 maja, 12:30). A kto ma tego dokonać, jeśli nie trener, który po raz ostatni wygrał dwa mecze z rzędu na wrocławskiej ławce, pokonując na przełomie sierpnia i września 2021 roku Zagłębie Lubin (3:1) i Legię Warszawa (1:0)? Szable w dłoń…