Plusy i minusy po meczu z Jagiellonią
fot.: Marta Lipnicka
Po zwycięstwie przed własną publicznością w 23. kolejce (2:1), Śląsk pojechał do Białegostoku, gdzie przegrał z Jagiellonią 1:3. Wrocławianie nie potrafili odwócić szali zwycięstwa na swoją stronę po trzech golach strzelonych przez białostoczan. Jakie są plusy i minusy tego meczu? Zapraszamy na kolejną odsłonę naszego cyklu, w którym podsumowujemy najważniejsze wydarzenia ze starcia Trójkolorowych.
Aktywny Piotr Samiec-Talar.
Po porażce z Jagiellonią 1:3 trudno jest szukać plusów meczu, bowiem w większości zawodnicy z Wrocławia zagrali poniżej oczekiwań, jednak warto zauważyć rosnącą z kolejki na kolejkę dyspozycję Piotra Samca-Talar. Polak w starciu z Widzewem (2:1) był jednym z najlepszych zawodników na boisku, ale oprócz dryblingów i prostopadłych podań skrzydłowy błyszczał również nieskutecznością. W starciu z Jagiellonią 22-latek zdobył bramkę oraz był aktywny, zaangażowany i waleczny, ale nie dało to Śląskowi nawet jednego oczka.
Przespana pierwsza połowa i zbyt duża bierność w defensywie.
Śląsk w pierwszej połowie stracił, aż trzy gole, co w tym sezonie zbyt często się nie zdarzało. Wrocławianie źle weszli w piątkowe spotkanie i już w 5. minucie zostali ukąszeni po błędzie Matiasa Nahuela Leivy przy kryciu Dominika Marczuka. Skrzydłowy był spóźniony i nie zdołał wybić futbolówki spod nóg młodzieżowca Jagi. WKS nie był w stanie odgryźć się białostoczanom, którzy trafili po raz drugi, a potem trzeci. Ekipa Jacka Magiery była na łopatkach, a Jaga pokazała skuteczność. Dodatkowo ofensywni zawodnicy z Białegostoku z łatwością radzili sobie z defensorami Wojskowych.
Słaba gra bocznych obrońców.
Jednym z minusów meczu z Jagiellonią jest słaba dyspozycja Martina Konczkowskiego oraz Patryka Janasika. Polscy obrońcy nie potrafili poradzić sobie z szybkimi i zwinnymi skrzydłowymi drużyny z Podlasia. Konczkowski niejednokrotnie gubił zupełnie z radaru Hansena i gdyby 29-latek był bardziej skuteczny, to na pewno miałby na swoim koncie chociaż jedno trafienie. Z kolei Janasik nie radził sobie ze strzelcem dwóch goli, czyli Marczukiem. Skrzydłowy Dumy Podlasia mijał często byłego gracza Odry Opole i powodował zagrożenie pod bramką Rafała Leszczyńskiego.
Zawiódł kolektyw.
Trudno jest wyróżnić konkretne aspekty gry WKS-u, które przeważyły w starciu z Jagiellonią, bowiem gospodarze byli w piątek po prostu lepsi. Okazali swoją wyższość i nawet kiedy dali Śląskowi w drugiej połowie więcej swobody, to wrocławianie nie potrafili tego wykorzystać. Niezbyt dobrze wyglądała gra pomocników, którzy byli ustawieni bardzo szeroko i tworzyli duże fragmenty wolnej przestrzeni dla ekipy Adriana Siemieńca. Trójkolorowym nie pomogły nawet zmiany Jacka Magiery. Wydaje się, że w Białymstoku zawiódł cały zespół z małymi wyjątkami w postaci, chociażby Piotra Samca-Talara.
Strata trzech bramek przez najlepszą defensywę w lidze.
Śląsk w tym sezonie słynie z solidnej defensywy, która stanowi problemy najlepszym ofensywą Ekstraklasy, jednak w piątek Wojskowi dali sobie strzelić trzy gole. Taka sytuacja powtórzyła się w tej kampanii tylko raz — w starciu ze Stalą Mielec (1:3). Wrocławianie zagrali wtedy słabo, a za głównego winowajcę owej porażki uznawano Kacpra Trelowskiego, który nie pokazał się ze zbyt dobrej strony. Ważnym aspektem po spotkaniu z Jagiellonią dla Śląska jest strata pozycji lidera, obecnie białostoczanie mają tyle samo punktów (45), co Trójkolorowi, jednak różni ich bilans bramkowy na korzyść Dumy Podlasia.