Plusy i minusy po meczu z ŁKS-em
fot.: Paweł Kot
Śląsk Wrocław wygrał na wyjeździe z ŁKS-em Łódź 2:1. Wrocławianie obudzili się po straconej bramce i reakcja okazała się wystarczająca do wywiezienia trzech punktów z Łodzi. Jakie są plusy i minusy tego meczu? Zapraszamy na kolejną odsłonę naszego cyklu, w którym podsumowujemy najważniejsze wydarzenia ze starcia Trójkolorowych.
Trafione zmiany.
Świetne korekty wykonał trener Jacek Magiera, wpuszczając na boisko Piotra Samca-Talara i Jakuba Jezierskiego. Właśnie ten duet dał Śląskowi drugą bramkę (22-latek strzelał, a młodzieżowiec asystował), która w końcowym rozrachunku dała Trójkolorowym trzy punkty. Zarówno jeden, jak i drugi zawodnik ożywił grę ofensywną wrocławian, bo przez większość tego meczu przyjezdni nie imponowali kreatywnością w ataku. Cieszy reakcja sztabu szkoleniowego na wydarzenia boiskowe.
ŚLĄSK PROWADZI W ŁODZI! Najpierw do wyrównania doprowadził Yehor Matsenko, a kilka minut później Piotr Samiec-Talar dał gościom prowadzenie!
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) May 4, 2024
Transmisja meczu w CANAL+ SPORT3 i CANAL+ online: https://t.co/Dacm2GZGSl pic.twitter.com/9g1MC03I97
Defensywny monolit.
Solidne zawody rozegrał Łukasz Bejger, który występował na lewej obronie, świetną zmianę za zawieszonego Aleksa Petkowa dał Aleksander Paluszek. Mogliśmy mówić o perfekcyjnym występie Jehora Macenki, gdyby nie czerwona kartka na kilka minut przed zakończeniem spotkania. Tak występ Ukraińca trzeba ocenić jako bardzo dobry. Jak zawsze walczył i dołożył do tego trafienie w drugim meczu z rzędu. Rzut karny sprokurował Simeon Petrow i nie licząc tego wykroczenia, Bułgar rozegrał bardzo solidne zawody.
Przełamanie niemocy.
Cieszy fakt, że wrocławianie w końcu zdobywają bramkę po wrzutce ze stojącej piłki. Wreszcie dośrodkowanie Petra Schwarza dotarło na głowę Macenki i dało to bardzo ważną zdobycz bramkową w tym meczu. Długo czekaliśmy, żeby rzut rożny przyniósł korzyści pod bramką przeciwników. Od kilku tygodni trwały spekulacje dotyczące tego, że nie ma jakości po wznowieniach z stałych fragmentów, pozostało mieć nadzieję, że w końcówce sezonu to okaże się kluczem do sukcesu.
Zbyt pasywnie.
Śląsk znów do momentu straty gola, był bardzo cofnięty i nie chciał utrzymywać się przy piłce. Dopiero bramka ŁKS-u zmotywowała do odważniejszej gry z przodu przyjezdnych. W pierwszej połowie liczyli na kontrataki, ale z kilku okazji tylko jedna okazała się skuteczna. Jednak po analizie VAR sędzia główny tego spotkania uznał, że bramka została zdobyta po kontrowersyjnym faulu Łukasza Bejgera. Kolejny mecz, w którym podopieczni trenera Magiery potrzebowali „zimnego prysznica” do przebudzenia.
Niewidoczni Żukowski i Leiva.
Słabe zawody rozegrali Matias Nahuel Leiva i Mateusz Żukowski, który drugi raz z rzędu rozpoczął zawody od pierwszej minuty. Zarówno jeden, jak i drugi razili niedokładnością. Dużo strat, niecelnych podań i brak wsparcia dla osamotnionego z przodu Erika Exposito. Żukowski opuścił boisko w drugiej połowie, nie wykorzystując swojej kolejnej szansy i to właśnie w jego miejsce wszedł joker w talii Jacka Magiery, czyli Piotr Samiec-Talar. Może też martwić zjazd formy hiszpańskiego skrzydłowego w ostatnich tygodniach. Za wiele akcji chce rozwiązywać indywidualnie i nie dzieli się piłką z kolegami z drużyny.
Powrót na drugie miejsce.
Po cennym zwycięstwie w Łodzi, Trójkolorowi wrócili na drugie miejsce w tabeli i odzyskali szanse nawet na mistrzostwo Polski. Wszystkie zespoły znajdujące się w tabeli przed tą kolejką nad Śląskiem przegrały swoje spotkania i w ten sposób wrocławianie tracą do Jagiellonii (porażka 2:3 z Stalą) tylko dwa punkty. Pojawia się co raz więcej podobieństw do mistrzowskiego sezonu 2011/12. Można powiedzieć, że wszystko jest w nogach i głowach piłkarzy, bo w tej kampanii wszystko jest możliwe.
