Plusy i minusy po meczu z Rakowem
fot.: Michał Stawarz
Wrocławianie w niesamowitych okolicznościach odwrócili losy meczu z Rakowem i ostatecznie zwyciężyli 2:1. Jakie są plusy i minusy po tym spotkaniu?
Reakcja po straconym golu i piorunująca końcówka.
Trójkolorowi do 60. minuty oddali inicjatywę zespołowi z Częstochowy i szukali potencjalnych zagrożeń w kontrataku. Plan był realizowany nie najgorzej, aż do fatalnego błędu, do którego przejdziemy później. Strata gola okazała się jednak momentem kulminacyjnym. Śląsk nie spanikował i rzucił się do odrabiania start, całkowicie przy tym spychając rywala do głębokiej defensywy. Gdy wydawać się mogło, że zabraknie czasu na odwrócenie losów spotkania, to przyszła 86. minuta i wyrównujące trafienie Marjanaca. Wojskowi jednak nie zadowolili się wynikiem dającym podział punktów i ku uciesze swoich fanów „poszli” po więcej. Niespełna pięć minut później Piotr Samiec-Talar zdobył bramkę na wagę pierwszego kompletu punktów, po powrocie do elity. Szczególnie docenić trzeba wolę walki, której Wojskowym zdecydowanie nie można odmówić, a końcowy rezultat to idealna laurka dla zespołu Ante Simundzy za wysiłek i trud włożony w odwrócenie losów niedzielnej potyczki.
Kapitan przez duże K i nieoczywisty bohater.
Piotr Samiec-Talar - czyli kapitan, lider i niekwestionowany motor napędowy ataków Śląska. Mecz z Rakowem to kolejny dowód na to, jak kluczową postacią jest pomocnik, w talii słoweńskiego szkoleniowca. Nie tylko akcje bramkowe „przechodziły” przez jego osobę. Brał odpowiedzialność za grę i często szukał ryzykownych rozwiązań, a to w samej końcówce spotkania wróciło ze zdwojoną siłą. Mógł być bohaterem już w Zabrzu, ale tam kapitalna interwencja Golkipera Górnika w samej końcówce nie pozwoliła na świętowanie. Odrobił sobie to w następnej kolejce, dając upragniony komplet oczek.
W zespole Trójkolorowych kilku zawodników zasłużyło na wyróżnienie po ostatniej batalii, ale my zdecydowaliśmy się wspomnieć o Grzegorzu Tomasiewiczu. Dla środkowego pomocnika był to debiut w wyjściowej jedenastce i zdecydowanie może zaliczyć go do udanych. Przewija się w pomeczowych wypowiedziach, artykułach i nie tylko, kluczowe słowo, jakim jest walka. Właśnie były zawodnik Piasta Gliwice jest idealną wizytówką wspomnianej walki. Przez pełne 90. minut nie było dla niego straconych piłek, był w każdym sektorze boiska, produktywny zarówno w defensywie, jak i ofensywie. Zdecydowanie przyjął rolę „walczaka”, który Śląskowi będzie niezwykle potrzebny w najwyższej klasie rozgrywkowej.
Napracował się Pan Grzegorz 🫡#ŚLĄRCZ pic.twitter.com/eS0Y91Teet
— Śląsk Wrocław (@SlaskWroclawPl) 3 sierpnia 2026
Tym razem zmiany okazały się kluczowe.
Po meczu w Zabrzu wiele mówiło się o tym, że zabrakło „świeżości” od rezerwowych. W meczu z Rakowem roszady okazały się kluczowe. Rezerwowi wyraźnie ożywili grę i odgrywali pierwszoplanowe role w odwracaniu losów spotkania. Malaly Dembele w pierwszej akcji bramkowej tracił piłkę zagrywaną przez Piotra Samca-Talara, musiał po tym zagraniu interweniować Trelowski, a wszystko dobił Marjanac. Przy trafieniu na 2:1 zaliczył asystę drugiego stopnia, z kolei ostatnie podanie w tej sytuacji należało do innego zmiennika - Michała Mokrzyckiego. Jego brak w wyjściowej jedenastce był dla wielu kibiców, jak i ekspertów zaskoczeniem, ale niedzielnym pojawieniem się na placu z ławki rezerwowych, raczej zrobił ogromny krok w kierunku powrotu do podstawowego składu.
Gol stracony, przez błąd obrony.
W dwóch pierwszych kolejkach Wojskowi tylko w taki sposób tracą bramki. Nie są to wykwintne akcje rywali, a błędy w defensywie Trójkolorowych. Z Górnikiem trafienie samobójcze i błąd w kryciu przy stałym fragmencie. Z Rakowem natomiast całkowite nieporozumienie i brak dobrej komunikacji na linii bramkarz - obrońca i kolejna kapitulacja. Próba wyeliminowania takich błędów do absolutnego minimum na przestrzeni całego sezonu jest konieczna, jeśli chce się myśleć o pozostaniu w Ekstraklasie. To na pewno czynnik, nad którym w najbliższym czasie Ante Simundza wraz ze swoim sztabem powinien się skupić najbardziej.
Ekstraklasa wróciła do Wrocławia!
Lepszego powrotu do Ekstraklasy sympatycy Śląska Wrocław nie mogli sobie wyobrazić. Głośny doping przez całe spotkanie, emocje nie do opisania na murawie i upragnione zwycięstwo ich ulubieńców nad Rakowem. Scenariusz idealny, spotkania i triumfy odniesione w takich okolicznościach, będą nie tylko napędzać fanów, ale i cały zespół. Jasno trzeba zaznaczyć, że w pierwszych kolejkach nowego sezonu, Wrocławianie pokazują wyraźnie, że ich miejsce jest w krajowej elicie. Nie tylko pod względem kibicowskim, ale przede wszystkim sportowym. Pozostaje więc wierzyć, że gra Wojskowych nadal będzie powodowała, że będziemy mogli tak kończyć każdą odsłonę naszego działu.
