Plusy i minusy po meczu z Ruchem
fot.: Dawid Kokolski
Śląsk przegrał w sobotę z Ruchem (2:3). Wrocławianie razili nieskutecznością oraz niefrasobliwością w defensywie, a gonitwę za punktami rozpoczęli dopiero na cztery minuty przed końcem regulaminowego czasu gry. Jakie są plusy i minusy tego meczu? Zapraszamy na kolejną odsłonę naszego cyklu, w którym podsumowujemy najważniejsze wydarzenia ze starcia Trójkolorowych.
Gonitwa, ale rozpoczęta zbyt późno.
Z pewnością po takim meczu jak ten z Ruchem trudno jest szukać pozytywów. WKS zagrał źle i był bliski porażki z ostatnią drużyną w tabeli różnicą trzech goli. Dopiero w 86. minucie wrocławianie się obudzili i zaczęli nadrabiać straty, jednak było znacznie za późno. Ekipa Jacka Magiery była, co prawda bliska remisu "rzutem na taśmę", ale Patryk Klimala koncertowo zmarnował stuprocentową sytuację pod bramką drużyny z Chorzowa. Za dwie zdobyte bramki w końcowym fragmencie sobotniego spotkania trzeba podziękować Erikowi Exposito. Hiszpan przez cały mecz był aktywny i zaangażowany, jednak na nic zdały się jego starania. Kapitan WKS-u najpierw strzelił gola na 1:3 po asyście i dobrym rajdzie Patryka Klimali, a później wspaniale dograł piłkę wprost na głowę Jehora Macenko. Wrocławianie za późno się przebudzili i przez to trzy punkty pojechały do Chorzowa.
Niefrasobliwość bloku obronnego.
Wszystko, co niedobre dla Śląska w starciu z Ruchem zaczęło się od złej gry obrońców. Przy bramce na 1:0 dla chorzowian w bocznym sektorze łatwo Miłoszowi Kozakowi dał się ograć Martin Konczkowski, a po centrze skrzydłowego Niebieskich Patryk Janasik przegrał pojedynek powietrzny z Somą Novothnym i drużyna trenera Janusza Niedźwiedzia objęła prowadzenie. W pierwszej połowie meczu strzelanie na jednej bramce się nie skończyło, bowiem w 27. minucie beniaminek znowu umieścił piłkę w siatce gospodarzy. Ruch wykorzystał niefrasobliwość obrońców Śląska i zamieszanie pod bramką Trójkolorowych. Najpierw Aleks Petkow źle wybił futbolówkę, a później Matias Nahuel Leiva zgubił z radaru Tomasza Wójtowicza, który powiększył prowadzenie przyjezdnych. Trzeciego gola trzeba zapisać na konto Jehora Macenki, który nie upilnował Michała Feliksa, co zakończyło się trafieniem na 3:0 dla Niebieskich. Blok defensywny Śląska w starciu z Ruchem był dziurawy, a główną winę za bramki stracone trzeba obarczyć zawodników grających na bokach boiska.
Słaba dyspozycja środkowej strefy.
Oprócz słabej gry w defensywie w starciu z drużyną z Chorzowa można było odczuć nie najlepszą formę środkowych pomocników. Patrick Olsen oraz Petr Schwarz, bo głównie o nich mowa, nie pokazali się ze zbyt dobrej strony. Czech często decydował się na zagrania do obrońców i rzadko rozpędzał ataki WKS-u, zaś Duńczyk po prostu myśli za wolno. 30-latek potrzebuje długiego czasu, zanim podejmie decyzje o strzale lub podaniu, zdecydowanie zawodzi u niego decyzyjność. Pewnym standardem staje się to, że na tle swoich gorzej dysponowanych kolegów dobrze prezentuje się Peter Pokorny, a w starciu z Ruchem nie było inaczej. Słowak po raz kolejny w tym sezonie zagrał solidnie i starał się z całych sił pomóc Śląskowi w uzyskaniu korzystnego wyniku.
Nieustanna nieskuteczność.
Śląsk od początku 2024 roku zmagał się z problemem nieskuteczności. Wydawało się, że wrocławianie już uporali się ze swoją udręką, jednak w starciu z Ruchem, okazało się, że to tylko pozory. WKS miał w starciu z drużyną Janusza Niedźwiedzia trzy stuprocentowe sytuacje na zdobycie bramki i po żadnej z tych akcji futbolówka nie wpadła do siatki Niebieskich. W pierwszej połowie znakomitą okazję zmarnował Mateusz Żukowski. Po zmianie stron Jehor Macenko nie trafił z najbliżej odległości nawet w światło bramki Dante Stipicy, jednak najlepszą szansę na strzelenie gola miał Patryk Klimala. Napastnik nie trafił z niewielkiej odległości na niemal pustą bramkę i tym samym odebrał WKS-owi możliwość na zdobycie jednego oczka.
Spadek z drugiego miejsca.
Porażka z Ruchem jest z pewnością dla fanów Trójkolorowych szczególnie bolesna, bowiem Śląsk spadł na trzecie miejsce w tabeli. Dodatkowo w tej kolejce grać będzie jeszcze Lech, który jest w stanie przeskoczyć WKS oraz zepchnąć wrocławian ze strefy pucharowej.