Plusy i minusy po meczu z Ruchem
fot.: Paweł Kot
Wrocławianie na inaugurację walki o ligowe punkty w 2026 roku zremisowali 2:2 z Ruchem Chorzów. Jakie są plusy i minusy po niedzielnym spotkaniu na Stadionie Śląskim?
Nowy rok, stary Banaszak!
Największym plusem tego spotkania jest nadal dobra dyspozycja Przemysława Banaszaka. Snajper Trójkolorowych po raz dziewiąty w tym sezonie wpisał się na listę strzelców I Ligi. Ponadto rozegrał bardzo solidne zawody, w których potrafił dochodzić do sytuacji bramkowych. Forma byłego zawodnika Górnika Łęczna nadal jest wysoka i to zdecydowanie może cieszyć kibiców po niedzielnym meczu z Ruchem Chorzów. Pozostaje więc wierzyć, że utrzyma ją, aż do końca sezonu na zapleczu Ekstraklasy.
Debiut? Na plus, czekamy na więcej!
Pozytywnie wypada ocenić debiut nowego obrońcy Śląska Wrocław - Lamina Ba. Dało się odczuć, że nowy stoper WKS-u, ma w sobie cechy prawdziwego lidera i takim właśnie może się stać w stolicy Dolnego Śląska. Oczywiście, były też momenty, w których mógł się zachować dużo lepiej, jak chociażby sytuacja z końcówki, gdy po dobrym odbiorze w prosty sposób dał sobie zabrać piłkę i tylko szczęście uchroniło Wrocławian od straty gola. Ostatecznie można śmiało stwierdzić, że kogoś takiego nie było w formacji defensywnej Trójkolorowych i na przekroju całej rundy wiosennej, jego osoba może okazać się brakującym elementem układanki Ante Simundzy.
Taki plan, czy brak alternatyw?
Śląsk w Chorzowie zagrał ustawieniem, które testował w grach kontrolnych. Prawdziwy sprawdzian jednak przyszedł na Stadionie Śląskim. Patrząc na problemy WKS-u w niedzielne popołudnie łatwo zauważyć, że zabrakło zawodników, którzy wchodząc z ławki, wnieśliby świeżość do gry WKS-u, grającego daną formacją. Po meczu, gdy na spokojnie analizowało się poczynania Trójkolorowych i zmiany, jakie przeprowadził sztab szkoleniowy śmiało, można powiedzieć, że brakuje alternatyw dla niektórych piłkarzy na danych pozycjach. Wstawiamy to jako minus, ze względu na to, że liga ruszyła i wkomponowanie potencjalnego, nowego transferu, będzie wiązało się z mniejszą, lub większą ilością czasu. Szerzej ten temat, wraz z naszymi słuchaczami, poruszyliśmy w poniedziałkowym podcaście, link do niego poniżej.
Znów sami robili sobie krzywdę.
Błędy, błędy i jeszcze raz błędy. Tak można podsumować większość okazji, które miał Ruch Chorzów w niedzielnym meczu. Oczywiście mowa o błędach Wrocławian. Obie bramki stracone po słusznie podyktowanych rzutach karnych dla Chorzowian. Przy pierwszym z nich, fatalne i całkowicie niepotrzebne zachowanie Marko Dijakowicia, który bezmyślnie sfaulował napastnika Niebieskich. Z kolei przy drugiej sytuacji Piotr Samiec-Talar totalnie niefrasobliwie zagrywający ręka we własnym polu karnym. Tych pomyłek w szeregach Wojskowych było zdecydowanie więcej, ale dobra postawa między słupkami Michała Szromnika i nieskuteczność gospodarzy spowodowała, że skończyło się tylko na dwóch straconych golach.
Należy szanować ten punkt.
Bez względu na wszystko, ale jak spojrzymy na przebieg spotkania, czy chociażby statystyki z tego meczu, to trzeba docenić ten punkt wywieziony ze Stadionu Śląskiego. Oczywiście Wrocławianie też mieli okazje, by przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść, ale to Niebiescy mieli ich zdecydowanie więcej. Trzeba też wierzyć, że Śląsk potraktuje ten mecz w roli „zimnego prysznica” i przy najbliższej okazji ujrzymy już zdecydowanie lepszą grę podopiecznych Ante Simundzy. Puentując, to Ruch może czuć większy zawód z końcowego rezultatu.
