Plusy i minusy po meczu z Widzewem

Plusy i minusy po meczu z Widzewem

fot.:

Śląsk po słabym rozpoczęciu roku wreszcie zwyciężył. W sobotę WKS pokonał 2:1 Widzew po dwóch golach Matiasa Nahuela Leivy. Jakie są plusy i minusy tego meczu? Zapraszamy na kolejną odsłonę naszego cyklu, w którym podsumowujemy najważniejsze wydarzenia ze starcia Trójkolorowych.



 

Duet skrzydłowych wrócił na odpowiednie tory. 

W starciu z Widzewem (2:1) ważną rolę odegrali boczni pomocnicy. Matias Nahuel Leiva zdobył dwie bramki, a Piotr Samiec-Talar asystował przy drugim golu Hiszpana. Dodatkowo Polak miał niejednokrotnie szansę na wpisanie się na listę strzelców. W drugiej połowie to właśnie akcje w bocznych sektorach boiska powodowały największe zagrożenie pod bramką Rafała Gikiewicza. Często skrzydłowi WKS-u schodzili z futbolówką do środka i tam szukali dla siebie miejsca. Niewątpliwym MVP sobotniego starcia jest Matias Nahuel Leiva. 27-latek zdobył dwie bramki, był aktywny, podejmował dobre decyzje oraz wyglądał jak lider drużyny z Wrocławia. Były zawodnik Villarealu wziął na siebie odpowiedzialność i podszedł do rzutu karnego, a jego uderzenie z jedenastego metra było precyzyjne. Przy drugim trafieniu Leiva idealnie wyszedł do podania Samca-Talara i zachował zimną głowę mijając Gikiewicza. Oprócz kapitalnej dyspozycji Nahuela warto docenić postawę drugiego skrzydłowego. Piotr Samiec-Talar był nieskuteczny, jednak stwarzał duże zagrożenie pod bramką Widzewa i mijał z ogromną łatwością obrońców z Łodzi oraz często uruchamiał swoich kolegów otwierającymi podaniami. Tak prezentują się statystyki duetu skrzydłowych (zaczerpnięte z aplikacji SofaScore):

Debiut Alena Mustaficia. 

W wyjściowym składzie Śląska w porównaniu do starcia z Lechem zobaczyliśmy trzy zmiany. W pierwszej jedenastce zameldowali się Michał Rzuchowski, Alen Mustafić oraz Patryk Klimala. Dwójka pomocników zastąpiła zawieszonych za nadmiar żółtych kartek Petra Schwarza i Petera Pokornego. W pierwszej połowie środkową strefę zdominował Widzew, jednak w drugiej odsłonie tego widowiska, to WKS zaczął przeważać i stwarzać sobie większą ilość sytuacji. Podczas oglądania sobotniego meczu można było dostrzec solidną dyspozycję nowego nabytku Śląska, czyli Alena Mustaficia, dla którego spotkanie z łodzianami było debiutem od pierwszej minuty. Bośniak w pierwszej połowie był nerwowy i często tracił piłkę, jednak po zmianie stron wyglądał lepiej. 24-latek był aktywny w ofensywie, częściej odbierał futbolówkę zawodnikom z Łodzi i dynamizował akcję wrocławian. Jego występ może napawać optymizmem, bowiem Śląskowi w pierwszej części sezonu potrzebny był jeszcze jeden pomocnik, który byłby w stanie rywalizować na równi z tercetem Olsen, Pokorny, Schwarz.  

Słaba pierwsza połowa. 

Pierwsze 45 minut nie zwiastowało tego, co wydarzy się po zmianie stron. Na początku meczu dominował Widzew, a Śląsk nie potrafił wyjść z własnej połowy. Wrocławianie bardzo rzadko pojawiali się pod bramką Rafała Gikiewicza. Drużyna Jacka Magiery broniła się w niskim pressingu i czekała na błędy łodzian, które się nie pojawiały i pierwsza część sobotniego spotkania przyprawiała o znudzenie. Tak prezentowały się statystyki pierwszej połowy tego starcia (zdjęcie pochodzi z aplikacji FlashScore):

Powrót na ligowy tron. 

Śląsk w starciu z Widzewem przełamał dwie niechlubne serie, a w zamian wrócił na fotel lidera Ekstraklasy. Wrocławianie zmagali się z passą bez zdobytej bramki (trzy mecze) oraz bez zwycięstwa (trzy mecze). Wojskowym udało się wygrać po raz pierwszy w 2024 roku i dzięki zdobyciu trzech oczek przeskoczyli Jagiellonię, która straciła punkty. Obecnie Śląsk ma na swoim koncie 45 oczek (o trzy więcej od drugiej Jagi), co zwiastuje prawdziwy hit w piątek, ponieważ wrocławianie pojadą do Białegostoku, gdzie zmierzą się z Dumą Podlasia.

 

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.