REZERWY: Plusy, minusy i moment sezonu (REDAKCJA OCENIA)
fot.: Krystyna Pączkowska/slaskwroclaw.pl
Nasz trzydniowy cykl podsumowań sezonu rezerw kończymy pewną zabawą. Redaktorzy ŚLĄSKnetu wypowiedzieli się o minionych rozgrywkach w trzech kategoriach: plus sezonu, minus sezonu oraz moment sezonu. Do tej oceny poczynań młodych wrocławian zachęcamy również i was - dajcie nam znać w komentarzach, jak wyglądałoby wasze zestawienie.
1. Plus sezonu
Adrian Dana: Sebastian Bergier - 20 bramek w sezonie i drugie miejsce wśród najlepszych strzelców.
Mateusz Włosek: Zdecydowanie największym beneficjentem tego sezonu w zespole rezerw był Sebastian Bergier, który został z 20 golami wicekrólem strzelców rozgrywek. Jeśli utrzyma swój snajperski instynkt, to być może będzie w większym wymiarze czasowym szykowany na Ekstraklasę.
Kacper Rudzik: Przejście na formację z 3 obrońców. Dzięki takiemu ustawieniu zawodnicy mogli doświadczyć gry w nietypowej jak na Polskie standardy formacji. Też to było z korzyścią dla nich, gdy zjawił się Jacek Magiera. Myślę, że znajomość tej taktyki pomogła w odnalezieniu się w 1 zespole kilku piłkarzy.
Karol Bugajski: Trenerzy Piotr Jawny i Marcin Dymkowski - działali w niezwykle trudnych warunkach, w których nie mieli kontroli nad kształtem swojej kadry meczowej. Nie szukali jednak wymówek, wykreowali gwiazdy II ligi (Bergier, Łyszczarz) oraz piłkarzy, którzy z marszu byli w stanie wejść do ekstraklasy (Lewkot, Poprawa), a jednocześnie wywalczyli fenomenalnie wysokie miejsce na koniec sezonu.
Konrad Omieljaniuk: Widzę wiele plusów tego sezonu. Na pierwszy plan wysuwają się Ci, którzy dobrymi występami na boiskach drugiej ligi zapracowali sobie na grę w ekstraklasie – Poprawa i Lewkot. Dalej mamy tych, którzy mocno zapracowali na dostanie kolejnej szansy w pierwszej drużynie – strzelec 20 bramek Sebastian Bergier oraz notujący znakomitą wiosnę Adrian Łyszczarz. Plusy również dla Calińskiego oraz Krocza, którzy przez cały sezon prezentowali równą, dobrą formę i byli gwarancją solidności w tej jakże zmiennej kadrze.
Kuba Luberda: Dla mnie największym plusem tego sezonu był fakt, że Piotrowi Jawnemu i Marcinowi Dymkowskiemu udało się stworzyć drużynę z prawdziwego zdarzenia. Na boisku widzieliśmy zespół, który był żywym przykładem powiedzenia “jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”. Na przestrzeni 38 kolejek widzieliśmy wielu liderów - nikt nie bał się brać na siebie odpowiedzialności. W pierwszej części sezonu był to Marcin Szpakowski, Piotr Samiec-Talar, Szymon Lewkot, Konrad Poprawa. W drugiej z kolei na pierwszy plan wyszedł Adrian Łyszczarz, Sebastian Bergier, Patryk Caliński oraz Adrian Bukowski. Co jakiś czas fenomenalne zawody rozgrywał Bartosz Boruń z Szymonem Kroczem, a końcówka sezonu należała do Przemysława Bargiela.
2. Minus sezonu
Adrian Dana: Gra na własnym boisku na poziomie trzech spadkowiczów.
Mateusz Włosek: Nie będę oryginalny, jeśli powiem, że porażki przy Oporowskiej były największą wadą w tym sezonie. Aż 9 przegranych na własnym boisku to zdecydowanie za dużo w skali całego sezonu.
Kacper Rudzik: Niezależne trochę od samego Śląska. Ale na minus to te wszystkie kontuzje, które komplikowały sytuację zespołu wiosną. Też można się zastanawiać, czy nie było warto wdrożyć dodatkowego obrońcy wiosną, gdy wiedzieliśmy, że odchodzi Paweł Kucharczyk. Choć też nikt się nie spodziewał, że z czasem 2 potencjalnych stoperów odpadnie przez promocję do 1 zespołu.
Karol Bugajski: Baraże przegrane meczami u siebie - to porażające, że tak udane rozgrywki nie przyniosły pełnej satysfakcji przez słabą formę na samym finiszu przy Oporowskiej. Wystarczył zaledwie punkt w trzech majowych meczach z Lechem II (0:1), Pogonią (1:2) i Zniczem (0:1), a byłyby baraże.
Konrad Omieljaniuk: Na minus spotkania domowe, w których rezerwy Śląska punktowały słabo. Kilka punktów drużyna Piotra Jawnego straciła również przez proste błędy bramkarzy, więc drobny minus również przy tym fakcie.
Kuba Luberda: Postawa Macieja Pałaszewskiego - gdy Maciek został przesunięty do gry na poziomie II ligi, miałem nadzieję, że pokaże nam coś ekstra. W końcu jest to zawodnik z dużym doświadczeniem na wyższych szczeblach rozgrywkowych. Niestety, w swoich występach nie błyszczał. Miewał lepsze mecze, lecz notował również sporą ilość głupich strat i błędów. Oczywiście, to nie jest tak, że Pałaszewski grał źle, lecz mam wrażenie, że nie spełnił pokładanych w nim oczekiwań, które przecież mogły a nawet powinny być duże.
3. Moment sezonu
Adrian Dana: Porażka ze Zniczem Pruszków na trzy kolejki przed końcem sezonu. Remis w starciu z drużyną broniącą się przed spadkiem pozwoliłby na grę w barażach o I ligę.
Mateusz Włosek: Myślę, że bolesna porażka w Chojnicach (0:6), gdzie doszły do tego jeszcze kłopoty zdrowotne zawodników. Po tej klęsce rezerwy Śląska nie wygrały kolejnych 3 spotkań, przez co miejsce pozwalające na walkę w barażach zaczęło się znacznie oddalać.
Kacper Rudzik: Bramka Młynarczyka na 3:2. Przy takim obrocie spraw w meczu z Bytovią, gdyby był to mecz przy kibicach to jest to swoista bomba emocjonalna. A miałem okazję to oglądać na miejscu, dlatego zapadło to w pamięć.
Karol Bugajski: Porażka ze Stalą Rzeszów. Na przełomie marca i kwietnia Śląsk II serią meczów bez porażki na dobre włączył się do walki o baraże wskakując nawet na 6. miejsce. W 27. kolejce co prawda odebrał lanie w Chojnicach (0:6), ale już cztery dni później podejmował bezpośredniego rywala do walki o baraże Stal Rzeszów. Po meczu pełnym zwrotów akcji przegrał 3:4, chociaż prowadził do 89. minuty. Rezerwy wrocławian straciły kontakt z czołową szóstką, a później trudno już było im ustabilizować formę na wcześniejszym poziomie.
Konrad Omieljaniuk: Ważnym momentem była końcówka roku 2020, gdy Śląsk w ostatnich pięciu meczach przed przerwą zimową zdobył 13 punktów i oddalił się od strefy spadkowej na bezpieczną odległość. Początek sezonu był dla rezerw trudny, drużyna balansowała raczej w dolnej części tabeli. Wspomnianą serią wywalczyli sobie spokój oraz uwierzyli, że wcale nie są w tej lidze skazani jedynie na heroiczną walkę o utrzymanie.
Kuba Luberda: Mecz z Bytovią. Pamiętam to, jakby zdarzyło się wczoraj. Razem z redaktorem Rudzikiem komentowaliśmy to spotkanie. Śląsk grał bardzo przyzwoicie - w swoim stylu dominował w posiadaniu piłki i kreował sobie sytuacje bramkowe. W doliczonym czasie Bytovia strzeliła jednak gola na 2:2. Wrocławianie ustawili piłkę w kole środkowym i już w dosłownie kolejnej akcji wyszli na ponowne prowadzenie. I to w jakim stylu! Potężnym strzałem z okolic 25 metrów popisał się Mateusz Młynarczyk. Piłka wpadła prosto w okienko, a dziennikarze, w tym my, zaczęli głośno wiwatować. Dało się poczuć wówczas atmosferę zwykłego meczu z kibicami, taki powiew normalności.