Simundza: Nie wiem, co jeszcze możemy zrobić
fot.: Mateusz Porzucek
Śląsk Wrocław prowadził z Odrą Opole niemal do ostatniego gwizdka, ale ostatecznie przegrał 1:2 po dogrywce i odpadł z Pucharu Polski. Na pomeczowej konferencji prasowej trener Ante Simundza nie ukrywał rozczarowania, przeprosił kibiców i odniósł się do powtarzających się błędów swoich zawodników. Szkoleniowiec odpowiedział również na pytania dotyczące decyzji personalnych i sytuacji zdrowotnej piłkarzy.
Jak podsumuje pan spotkanie z Odrą Opole?
Przede wszystkim chciałbym powiedzieć, że jestem bardzo rozczarowany. Chcę również przeprosić naszych kibiców, którzy przyjechali nas tutaj wspierać.
Patrząc na przebieg spotkania, uważam, że zasłużyliśmy na awans do kolejnej rundy. Byliśmy lepszym zespołem, ale przy takich indywidualnych błędach bardzo trudno jest osiągnąć korzystny rezultat. Rywale wykorzystali nasze pomyłki i strzelili dwa gole. Strata bramki na 30 sekund przed końcem meczu, po tak prostej sytuacji, jest dla mnie czymś niezrozumiałym, szczególnie na poziomie Ekstraklasy.
W dogrywce stworzyliśmy sobie kilka okazji, ale nie potrafiliśmy ich wykorzystać. Ostatecznie to przeciwnik strzelił dwa gole i awansował do kolejnej rundy.
Nie potrafię zrozumieć, dlaczego takie sytuacje wciąż się powtarzają. Trenujemy, pokazujemy zawodnikom konkretne zachowania, analizujemy błędy i rozmawiamy z nimi. Nie wiem, co jeszcze możemy zrobić, żeby wyeliminować ten problem. Co istotne, te błędy popełniają różni zawodnicy, a nie ciągle te same osoby.
Jeżeli mamy piłkę w ostatnich sekundach spotkania, powinniśmy zagrać ją w środek boiska, w kierunku naszych najwyższych zawodników, którzy mogą o nią powalczyć. Powtarzamy to na treningach wielokrotnie, a mimo wszystko podobne sytuacje nadal się zdarzają.
To już szóste spotkanie, w którym tracimy gola w samej końcówce. Pracujemy nad tym ciągle, a w ostatnich dwóch miesiącach poświęcaliśmy temu jeszcze więcej uwagi. Cały czas staramy się poprawić koncentrację i zachowanie zespołu w ostatnich minutach. Zastanawiam się jednak, ile jeszcze razy musimy to ćwiczyć, żeby wreszcie przyniosło to oczekiwany efekt. To bardzo trudna sytuacja.
Jak w tak krótkim czasie podnieść zespół przed niezwykle ważnym spotkaniem z Radomiakiem Radom? Szczególnie że dogrywka była chyba najgorszym scenariuszem, jaki mógł się wam przytrafić.
W tej chwili bardzo trudno jest mi odpowiedzieć na to pytanie. Jestem rozczarowany tym, co się wydarzyło. Myślę, że jutro, kiedy emocje już opadną i będę miał spokojniejszą głowę, spróbuję znaleźć odpowiednie rozwiązanie.
Chciałbym zapytać o decyzje personalne. Moim zdaniem Marc Llinares rozegrał bardzo słabe spotkanie. Dlaczego zdecydował się pan zdjąć z boiska Jana Jurceca, a nie właśnie Hiszpana?
Ta decyzja wynikała przede wszystkim z przygotowania fizycznego zawodników. Jan Jurcec rozegrał pełne 90 minut w poprzednim spotkaniu z Wieczystą Kraków, dlatego znajdował się w nieco innej sytuacji pod względem obciążenia fizycznego.
Trzeba również pamiętać, że Marc Llinares doszedł w tym meczu do dwóch dogodnych sytuacji. Podjąłem taką decyzję i gdybym znalazł się ponownie w identycznej sytuacji, postąpiłbym tak samo. Uważam, że byliśmy lepszym zespołem.
Chciałbym również zapytać o sytuację zdrowotną zawodników. Z powodu problemów zdrowotnych boisko opuścił Jehor Macenko, a urazu doznał także Piotr Samiec-Talar. Czy wiadomo już coś więcej o ich stanie zdrowia?
Na ten moment nie mam jeszcze szczegółowych informacji. Czekam na wiadomości od sztabu medycznego dotyczące obu zawodników.
Bardzo dobrze w bramce zaprezentował się Michał Szromnik, który kilkukrotnie uratował zespół przed utratą gola. Gdyby nie bramka stracona w ostatnich sekundach regulaminowego czasu gry, można byłoby powiedzieć, że w dużej mierze zapewnił Śląskowi awans. Jak ocenia pan jego występ?
Oczywiście znamy jakość Michała Szromnika. Rozegrał bardzo dobre spotkanie i wielokrotnie nam pomógł. Niestety ostatecznie przegraliśmy ten mecz.
W drugiej połowie dogrywki bardzo dobrze zaprezentował się Karol Borys. Był aktywny i wniósł sporo ożywienia do gry ofensywnej. Dlaczego zdecydował się pan wprowadzić go dopiero w tym momencie?
Zdecydowaliśmy, że Karol pojawi się na boisku dopiero po zakończeniu pierwszej części dogrywki. Stąd taki moment przeprowadzenia zmiany.
Chodziło mi jednak bardziej o to, czy nie rozważał pan wprowadzenia Karola Borysa już w drugiej połowie regulaminowego czasu gry?
Zdecydowaliśmy się wcześniej na inne rozwiązania. Próbowaliśmy znaleźć odpowiedni sposób na poprawę naszej gry ofensywnej. Po stracie drugiego gola chcieliśmy być jeszcze bardziej aktywni w ataku i stworzyć sobie więcej okazji.
Trzeba też pamiętać, że Karol nie jest z nami zbyt długo. Wcześniej miał dłuższy okres, w którym nie występował regularnie w spotkaniach. Wierzę jednak, że z każdym kolejnym meczem będzie prezentował się coraz lepiej.
