Śląsk II - Znicz 1:3. Wypuszczona przewaga (RELACJA)
fot.: Rafał Sawicki
Po dwóch wyjazdowych przegranych, Śląsk II Wrocław nie dostarczył kibicom powodów do zadowolenia przy Oporowskiej. Podopieczni trenera Krzysztofa Wołczka prowadzili ze Zniczem Pruszków, jednak zanotowali kolejny mecz bez punktów.
Śląsk II Wrocław przystępując do sobotniego meczu przy Oporowskiej liczył na zdecydowanie lepsze wejście w nowy miesiąc niż poprzedni. We wrześniu podopieczni trenera Krzysztofa Wołczka przegrali trzy z czterech spotkań, których stawką były ligowe punkty, jednak warto zwrócić uwagę, że z pustymi rękami za każdym razem pozostawali na wyjazdach (0:3 w Kaliszu oraz 0:1 w Olsztynie i Jastrzębiu Zdroju). W jedynym wrześniowym występie przed własną publicznością Śląsk II pokonał Pogoń Siedlce 1:0 po golu Sebastiana Bergiera z rzutu karnego w samej końcówce regulaminowego czasu gry, a domowa zdobycz była dla niego miłą odmianą po wcześniejszych tygodniach przy Oporowskiej. Znicz w minionym miesiącu potknął się tylko raz, ale za to w poprzedniej kolejce w Pruszkowie ze Stomilem (0:2). Gdyby nie to, podopieczni trenera Mariusza Misiury 13. kolejkę II ligi rozpoczęliby na najniższym stopniu podium, jednak utrzymywana lokata w strefie barażowej i tak stanowiła niespodziankę względem poprzednich sezonów.
PROBLEM NA WŁASNEJ POŁOWIE
Pierwszą groźną okazję w sobotnie popołudnie stworzyli sobie gospodarze. W 9. minucie mocnym strzałem do interwencji Piotra Misztala zmusił Bergier, jednak jak się miało okazać, były to miłe niezbyt interesującego początki w wykonaniu wrocławian. W kolejnych fragmentach premierowej odsłony przy Oporowskiej więcej do powiedzenia mieli jednak goście, a ich sytuacje stwarzały coraz większe niebezpieczeństwo dla rezerw Śląska. Prym na skrzydle Znicza wiódł Paweł Moskwik, który najpierw w 23. minucie dorzucił piłkę na głowę Macieja Firleja, a ten uderzył minimalnie niecelnie, zaś chwilę później obsłużył kolejnego z partnerów, jednak i ten posłał uderzenie obok słupka. W ostatnim kwadransie pierwszej części przewaga Znicza była już bardzo wyraźna, przez co podopieczni trenera Wołczka mieli problemy nawet z samym wydostaniem się z własnej połowy. Przyjezdni raz po raz niebezpiecznie zbliżali się pod pole karne Śląska II, jednak tym, co zgadzało się w wykonaniu wrocławian niewątpliwie była defensywa, dzięki czemu oba zespoły do szatni udały się z bezbramkowym remisem.
SPRYT KUROWSKIEGO
Od początku drugiej części gry zawodnicy Znicza chcieli kontynuować grę z ostatnich minut przed przerwą. W 52. minucie pierwszą szansę na otworzenie wyniku miał Tymon Proczek, do którego piłkę kolejny raz dostarczył niezmordowany Moskwik, jednak Mielcarz nie musiał interweniować, bo strzał okazał się niecelny. W odpowiedzi wrocławianie w szybki sposób rozegrali rzut wolny, jednak z próbą Oliviera Wyparta po prostopadłym zagraniu od Miłosza Kurowskiego poradzili sobie blokujący uderzenie obrońcy Znicza. To nie był jednak koniec zagrożenia dla podopiecznych trenera Misiury, bo chwilę później Śląsk II wznowił grę z kornera, a sprytnym uderzeniem po ziemi przy słupku nieskoncentrowanego golkipera pruszkowian zaskoczył Miłosz Kurowski. Podrażniony zespół z Mazowsza chciał szybko ruszyć do odrabiania strat, jednak rezerwy zielono-biało-czerwonych przetrwały newralgiczny moment, w czym dużą rolę miał Mielcarz, który odbił piłkę po uderzeniu Shumy Nagamatsu z szesnastu metrów.
POCZĄTEK KŁOPOTÓW
Chwilę później bramkarz Śląska II również jednak nie ustrzegł się błędu. W 63. minucie podanie w pole karne posłał występujący w przeszłości w innym wrocławskim klubie Ślęzy Firlej, a Mielcarz nie potrafił wygarnąć piłki spod nóg 27-letniego Japończyka, który trafił do pustej bramki. Zabawa przy Oporowskiej rozpoczęła się od nowa, a kibice wrocławian wiedzieli już, że tym razem wspomnienia z rywalizacji przeciwko Zniczowi nie będą tak dobre, jak w poprzednim sezonie. Wówczas ekipa z Pruszkowa nie strzeliła wrocławianom nawet jednego gola (przegrywała 0:3 przy Oporowskiej i 0:1 u siebie), w sobotę trafienie Nagamatsu było jednak dopiero początkiem kłopotów wrocławian. Ten w 70. minucie kolejny raz odegrał bowiem ważną rolę w akcji bramkowej swojego zespołu – tym razem sprawdził się jako asystent, a sytuację w polu karnym Mielcarza z zimną krwią wykończył Mateusz Cegiełka. Trzy minuty później mogło być już 3:1 dla Znicza, jednak Firlej, po ograniu Patryka Calińskiego, w sytuacji sam na sam z bramkarzem uderzył obok słupka.
Śląsk II tego dnia przekonał się jednak, że co się odwlecze, to nie uciecze. W 81. minucie precyzyjnym strzałem od słupka trzecią bramkę dla zespołu trenera Misiury dołożył Krystian Pomorski i stało się jasne, że zawodnicy trenera Wołczka nie doczekają się przełamania. Wrocławianie przegrali trzeci ligowy mecz z rzędu, przez co również przed przyszłotygodniowym wyjazdem na stadion Lecha II Poznań będzie balansował nad strefą spadkową, Znicz natomiast w momencie końcowego gwizdka przy Oporowskiej zrównał się punktami z wiceliderem Polonią Warszawa, ich strata do prowadzącej Kotwicy to sześć oczek.
Śląsk II Wrocław - Znicz Pruszków 1:3 (0:0)
Kurowski 59' - Nagamatsu 64', Cegiełka 71', Pomorski 82'
Śląsk II Wrocław: Mielcarz - Gerstenstein, Pawelec (72' Matsenko), Caliński, Wypart, Szmigiel - Samiec-Talar (46' Kurowski), Pisarczuk, Gryglak (65' Młynarczyk), Zylla (65' Radkowski) - Bergier (46' Krocz)
Znicz Pruszków: Misztal - Barnowski, Bogusławski (90' Wingralek), Juchymowycz, Grudziński, Moskwik - Proczek, Pomorski, Cegiełka (89' Możdżeń) - Firlej (87' Czarnowski), Nagamatsu (90' Skórecki)
Żółte kartki: Pawelec, Kurowski