Śląsk - Raków 1:4. Poczciwy WKS nie psuł gościom zabawy (RELACJA)
fot.: Marcin Folmer
Jeśli sam sobie nie pomożesz, nie licz że rywale to zrobią, nawet jeśli próbują. Śląsk Wrocław dostał dziś gola w prezencie, ale sam rozdawał je na prawo i lewo, przez co został kompletnie rozbity przez Raków Częstochowa 1:4. To druga porażka wrocławian w tym sezonie.
Mecz brązowym medalistą zeszłego sezonu Pogonią Szczecin i wygrana 2:1. Kilka kolejek później pojedynek z mistrzem Polski Lechem Poznań i triumf 1:0. Śląsk Wrocław ewidentnie znalazł sposób na Top 3 minionych rozgrywek, a teraz nadszedł czas by ów metodę wypróbować po raz trzeci. Zwłaszcza że te dwie wygrane z „pucharowiczami” to jedyne wiktorie jakie odnieśli jak dotąd w tym sezonie, przez co mimo tylko jednej porażki, przed kolejką byli na miejscu siódmym w ligowej tabeli.
Do Wrocławia przyjechał Raków Częstochowa „na świeżo” po odpadnięciu z IV rundy eliminacji Ligi Konferencji Europy. RKS stoczył w rewanżu ze Slavią Praga piekielny bój rozstrzygnięty dopiero po dogrywce. Niestety na niekorzyść polskiego zespołu i to w dramatycznych okolicznościach, bo Czesi zdobyli decydującego gola w 121 minucie meczu. Było to bardzo wyczerpujące dla obu stron starcie, dlatego można się było zastanawiać w jakiej dyspozycji fizycznej częstochowianie przybędą na stadion Śląska i w jakim składzie.
Skoro zaś o składach mowa, trener Ivan Djurdjević nie zdecydował się na żadne zmiany w wyjściowej jedenastce względem spotkania z Cracovią. Jedyna roszada w wyjściowej jedenastce godna odnotowania to powrót Nahuela, którego przeciwko krakowianom zabrakło z uwagi na problemy prywatne. Za to w zespole Rakowa zgodnie z przewidywaniami na ławce zasiadło kilku podstawowych graczy, a przede wszystkim największa gwiazda, Hiszpan Ivi Lopez.
DEFENSYWNY KLUB ELEKTRYKA
Bardzo niewiele zabrakło, a mecz rozpocząłby się absolutnie koszmarnie dla Śląska. Już w 3 minucie Raków kompletnie rozmontował defensywę wrocławian, a Bartosz Nowak trafił do siatki. Ale gospodarzy uratował minimalny spalony na jakim był asystujący mu Fran Tudor, gdy sam otrzymał piłkę. Niemniej pierwsze ostrzeżenie poszło i to bardzo poważne. Jednakże Patrick Olsen musiał wówczas na chwilę przysnąć. W 9. minucie stracił bowiem w absurdalny sposób piłkę na własnej połowie i miał WKS szczęście, że przejął ją Fabian Piasecki, który szczególnie szybki nie jest, przez co udało się go dogonić i powstrzymać. Niestety Olsen w tym wszystkim otrzymał czwartą żółtą kartkę w sezonie, czym wyeliminował się z meczu ze Stalą Mielec za tydzień.
Niestety dla WKS-u, szczęścia w końcu zabrakło. W 14. minucie Raków wykorzystał dziurę na lewej stronie defensywy i o ile ze strzałem Vladyslava Kochergina poradził sobie Michał Szromnik, tak przy dobitce Piaseckiego był bez szans. Śląsk poniósł zasłużoną karę za niezwykle nerwowe i elektryczne bronienie, a Piasecki skarcił były klub (warto podkreślić, iż nie celebrował tego gola).
NAWIEDZONY STADION
Po utracie gola Śląsk nieco odepchnął rywali od własnego pola karnego. Nie znaczyło to jednak, iż uspokoiła się defensywa. Raków dalej mógł z łatwością ich rozklepać, co zresztą ponownie zrobili Piasecki z Kocherginem, ale Ukrainiec przyłożył w poprzeczkę. Co zaś z konkretami w ataku WKS-u? Niewiele. Ale ile może być, jeśli grasz praktycznie bez napastnika? Można powiedzieć, że w pierwszej połowie stadion we Wrocławiu był nawiedzony, bowiem Erik Exposito nadal był tylko duchem zawodnika z zeszłego sezonu. Po 40 minutach miał ponoć 13 kontaktów z piłką, ale trudno było którykolwiek jakoś bardziej dostrzec. Dorzućmy do tego bardzo słabego Samca-Talara, równie nieobecnego Yeboaha oraz wyjątkowo niepewnego Olsena i mamy obraz ofensywy. Choć Duńczyk akurat był raz blisko gola, ale jego mocny strzał zza szesnastki świetnie „wyjął” Vladan Kovacević.
Dopiero w doliczonym czasie pierwszej połowy Exposito przypomniał sobie, że napastnik to może strzelić też zza szesnastki. Zrobił to i pomylił się o milimetry, bo piłka otarła się jeszcze o górną siatkę. Tym samym do przerwy było 1:0 dla gości z Częstochowy.
ODTRĄCONA POMOCNA DŁOŃ BRAMKARZA
Na początku pierwszej połowy Śląsk dał sobie strzelić, ale uratował ich spalony. Ale na początku drugiej już ratunku nie było. Bartosz Nowak dośrodkował z rożnego prosto do kompletnie niepilnowanego przed polem karnym Kochergina, a ten z pierwszej piłki uderzył mocno, płasko i poza zasięgiem Szromnika. Dlaczego Ukrainiec miał tyle miejsca, że spokojnie zdążyłby jeszcze zrobić 5 pompek? Tego nie wie nikt. Wiemy za to, że 2 minuty później mogło być już 3:0. Bezpośrednio z rzutu wolnego uderzał Nowak, ale świetną interwencją popisał się Szromnik.
Coraz gorzej się to wszystko układało dla gospodarzy, ale czasem gdy nie możesz pomóc sobie sam to pomoże ci… rywal. Tak było gdy Erika Exposito wyciął w polu karnym bramkarz gości Vladan Kovacević. Sędzia Musiał wpierw puścił grę, a potem długo analizował to na VAR-ze, ale ostatecznie przyznał jedenastkę dla Śląska. Do piłki podszedł sam poszkodowany i skutecznym strzałem przełamał się, zdobywając pierwszego gola w sezonie.
Niestety o ile bramkarz rywali postanowił Śląskowi trochę pomóc, tak oni sami sobie zdecydowanie dzisiaj nie pomagali. W 64. minucie Wdowiak zabrał piłkę Dennisowi Jastrzembskiemu, a potem dograł ją w pole karne, gdzie szansy nie zmarnował niepilnowany Nowak. Wrocławianie reklamowali jeszcze faul na skrzydłowym, ale arbitrzy na VAR się takowego nie dopatrzyli.
Gol kontaktowy mógł wlać nadzieję w serca wrocławian, ale Raków ekspresowo ją wylał. Choć właściwie nie sposób nie stwierdzić, iż oni sami sobie nie chcieli jej dziś dać. Ofensywa mimo bramki wciąż wyglądała mizernie. Miał szansę Nahuel, ale mimo dobrej pozycji w polu karnym uderzył koło słupka. Raków zaś dzisiaj lał i patrzył czy równo puchnie. W 80. minucie Wdowiak zagrał do Czyża i... zniknął obrońcom z radarów. Jak go znaleźli to ten już przyjmował odegranie od kolegi, po czym przelobował Szromnika.
Goście znakomicie się dziś we Wrocławiu bawili, a piłkarze WKS-u postanowili im nie przeszkadzać. Może poza Szromnikiem, bo on starał się bronić ile mógł, ale na tyle błędów nikt by dziś nic nie poradził, Raków trafił nawet jeszcze raz do siatki w końcówce, ale sędzia odgwizdał spalonego. Tak czy inaczej była to kompromitacja gospodarzy, zakończona zasłużoną porażką 1:4.
Śląsk Wrocław – Raków Częstochowa 1:4
Exposito 58’(K) - Piasecki 14’, Kochergin 47’, Nowak 64’, Wdowiak 80'
Śląsk: Szromnik – Janasik, Poprawa, Gretarsson, Garcia – Schwarz, Olsen (59. Quintana) – Samiec-Talar (46. Nahuel), Łyszczarz (46. Hyjek), Yeboah (59. Jastrzembski) – Exposito (83. Borys)
Raków: Kovacević – Racovitan, Arsenić, Svarnas – Tudor (46. Wdowiak), Czyż, Papanikolau (82. Berggren), Kun (71. Długosz) – Nowak, Kochergin (71. Ivi) – Piasecki (76. Gutkovskis)
Żółte kartki: Olsen, Jastrzembski (Śląsk) – Arsenić (Raków)
Sędzia: Tomasz Musiał (Kraków)
Widzów: 11 720