Śląsk – Raków. Co warto wiedzieć przed meczem?
fot.: Paweł Kot
Piłkarze Śląska Wrocław pokonali w tym sezonie już dwóch medalistów ekstraklasy z ubiegłego sezonu, a teraz czas na starcie z trzecim. Aby ustrzelić nietypowego, aczkolwiek chwalebnego hat-tricka, WKS musi pokonać Raków Częstochowa, który przystępuje do meczu prosto po bardzo wyczerpującej batalii w europejskich pucharach. Przyjrzyjmy się faktom i ciekawostkom dotyczącym rywalizacji tych dwóch drużyn.
Mecz Śląsk Wrocław – Raków Częstochowa odbędzie się w niedzielę 28 sierpnia o 15:00 na stadionie we Wrocławiu. Na naszej stronie dostępne będą relacja na żywo z komentarzem i pisana live. Obie TUTAJ.
Ostatnia kolejka nie przyniosła nam zbyt wielu nowych informacji, jeśli chodzi o zespół Ivana Djurdjevicia. Remis 1:1 z Cracovią po niezbyt porywającym widowisku był efektem solidnej defensywy, niemrawego ataku i dobrej dyspozycji bramkarza (choć to akurat tym razem nie w aż takim stopniu). Czyli tego co widzieliśmy już wcześniej.
Martwić może panująca wciąż susza wśród napastników. Erik Exposito mimo iż wcześniej strzelał Cracovii aż cztery razy, nie przełamał się w starciu z lubianym rywalem. Caye Quintana nie wszedł w ogóle na boisko, a Sebastian Bergier owszem, ale niczym się nie wyróżnił. Liczba bramek wrocławskich napastników w tym sezonie to nadal zero, a że transferu last minute nie ma się co spodziewać, trzeba wyczekiwać przełamania.
Takiego jak u Adriana Łyszczarza. Ten w końcu trafił do siatki w meczu, w którym zagrał od pierwszej minuty. Wcześniej za każdym razem robił to wchodząc z ławki. Co ciekawe, i zauważył to po meczu sam zawodnik, WKS jeszcze nigdy nie wygrał spotkania, w którym „Adi” strzelał gola. Było ich pięć (wszystkie cztery pozostałe w zeszłym sezonie):
- Porażka 3:4 z Bruk-Betem Termaliką (2 gole)
- Remis 2:2 z Jagiellonią Białystok
- Porażka 1:3 z Górnikiem Zabrze
- Remis 1:1 z Górnikiem Łęczna
- Remis 1:1 z Cracovią
Niemniej Łyszczarz akurat pokazał się bardzo korzystnie, bo poza golem był po prostu najaktywniejszy we wrocławskiej defensywie. Można się zatem spodziewać, że na czas jakiś, przy dobrej formie długi, to on będzie grać jako „10”.
Po sześciu kolejkach WKS z dorobkiem 9-ciu punktów zajmuje siódme miejsce w tabeli, choć to trzeba traktować obecnie po prostu jako statystykę, bo różnice wciąż są małe. Śląsk traci do wicelidera tyle samo punktów, co ma przewagi nad 13-stym miejscem (2). Poza tym kilka zespołów ma zaległe mecze.
Na przykład Raków Częstochowa. Oni takowe mają dwa, co jest oczywiście związane z grą w europejskich pucharach. Dzięki temu że doszli do 4. rundy eliminacji Ligi Konferencji Europy, zyskali drugą opcję przełożenia meczu (jeden każdy „pucharowicz” miał z automatu) i skorzystali z niej. W poprzedniej kolejce nie zagrali z Pogonią Szczecin.
Niestety ten manewr ostatecznie nic nie dał. Raków w czwartek stoczył wojnę ze Slavią Praga w rewanżowym meczu 4. rundy eliminacji. Częstochowianie mieli maleńką zaliczkę z pierwszego starcia (2:1), ale nie zdołali jej obronić. Po 90 minutach było 1:0 dla Czechów, a w dogrywce RKS stracił bramkę w 121. minucie, w dramatycznych okolicznościach odpadając z Europy.
Wielka szkoda, nie tylko z uwagi na okoliczności. Częstochowianie póki co świetnie prezentowali się na arenie międzynarodowej, jeśli chodzi o grę to zdecydowanie najlepiej spośród tegorocznych „pucharowiczów” (choć do fazy grupowej LKE ostatecznie awansował Lech Poznań). Poza tym włożyli w rywalizację z bardzo mocną Slavią całą moc, co było widać coraz bardziej z każdą minutą rewanżu.
Z perspektywy całej polskiej klubowej piłki to oczywiście bardzo niedobrze iż odpadli, ale dla Śląska małe pocieszenie jest takie, że w takim a nie innym stylu. Biorąc pod uwagę jak większość piłkarzy Rakowa oddychało rękawami pod koniec starcia z Czechami, ich dyspozycja fizyczna w niedzielę będzie pewną zagadką, a skład może być nieco rezerwowy.
Szczególnie że swoje ligowe turbulencje już mieli. Częstochowianie rozpoczęli od dwóch wygranych z Wartą Poznań 1:0 i Stalą Mielec 3:2, ale obie wiktorie zrodziły się w bólach. Natomiast dwa ostatnie mecze, to już nie tak kolorowo. Przegrali 0:1 w Zabrzu z Górnikiem i jedynie zremisowali 2:2 u siebie z Jagiellonią, mimo prowadzenia 2:0 po pierwszej połowie.
Może być to też spowodowane tym, że Raków ma nieco problemów kadrowych. Graczy może niewielu, ale za to mowa o bardzo ważnych postaciach. Przeciwko Śląskowi na pewno nie zagrają stoperzy Andrzej Niewulis i Tomas Petrasek, a także jeden z liderów środka pola Ben Lederman.
Wiodącą postacią częstochowian w tym sezonie jest oczywiście najlepszy strzelec minionych rozgrywek Ivi Lopez. Hiszpan pokazał moc w europejskich eliminacjach (cztery gole i trzy asysty w pięciu meczach), ale i w lidze też już raz do siatki trafił (zwycięski gol z Wartą).
Warto jednak zauważyć, że już dwukrotnie w starciach ekstraklasy wchodził z ławki w ramach odpoczynku po Europie. To były te dwa mecze, których Raków nie wygrał. Biorąc pod uwagę, iż Ivi przeciwko Slavii zagrał pełne 120 minut, możliwe iż zacznie na ławce po raz kolejny.
Oczywiście nawet z Hiszpanem na ławce, Raków ma kim straszyć. Sprowadzony z Górnika Zabrze Bartosz Nowak, spec od ważnych trafień Vladislavs Gutkovskis, czy groźni wahadłowi Patryk Kun i Fran Tudor.
WKS musi uważać też na starą piłkarską prawdę, że każdy zawodnik umie „ukąsić” swój były klub. Do Wrocławia powróci bowiem Fabian Piasecki, kupiony przez Raków tego lata. Człowiek który ulubieńcem lokalnych kibiców absolutnie nie był.
Co do sytuacji kadrowej Śląska, jest ona dobra. Do treningów po problemach prywatnych powrócił Nahuel Leiva. Zabraknie za to Michała Rzuchowskiego, który ma kłopoty ze ścięgnem Achillesa.
Nie ma zaś stuprocentowej pewności co do obecności… Ivana Djurdjevicia. Serbski szkoleniowiec zmaga się z grypą i na przedmeczowej konferencji prasowej zastępował go drugi trener Maciej Stachowiak. Wedle jego słów, trener Djurdjević czuje się coraz lepiej i bardzo możliwe, że będzie na ławce w niedzielę.
Co do kartek, ani w Śląsku, ani w Rakowie nikt nie pauzuje. Zagrożony jest tylko jeden. Mowa o Patricku Olsenie z zespołu wrocławian (trzy żółte kartki).
Arbitrem głównym będzie Tomasz Musiał z Krakowa. WKS już raz go w tym sezonie napotkał i są to miłe wspomnienia. Dotyczą bowiem wygranej 2:1 z Pogonią Szczecin. Raków zaś w bieżących rozgrywkach spotka go po raz pierwszy.