Śląsk szuka koncentracji – wicemistrz nie poczeka
fot.: Paweł Kot
W sobotnim spotkaniu przeciwko Cracovii (1:1) zespół trenera Ivana Djurdjevicia kolejny raz w tym sezonie stracił bramkę przed przerwą. To poważna przestroga przed przyjazdem Rakowa Częstochowa, który w pierwszych fragmentach meczów jest niebezpieczny, jak nikt inny w ekstraklasie. Zapraszamy na tekst w ramach #EchaMeczu.
Wydarzenia z pierwszego kwadransa sobotniego meczu Śląska przeciwko Cracovii mogły zaniepokoić kibiców gospodarzy, a łatwość, z jaką przyjezdni strzelili gola na Pilczycach, przypomniała mroczne czasy rundy wiosennej. Akcja bramkowa podopiecznych Jacka Zielińskiego pokazała, jak ciągle dużo do dopracowania jest w zespole zielono-biało-czerwonych, zaś trafienie Patryka Makucha to kolejny dowód na to, jak łatwo w tym sezonie jest ich trafić w pierwszych połowach. Na zarysowujący się problem na pomeczowej konferencji prasowej zwrócił uwagę szkoleniowiec wrocławian, z Cracovią skończyło się jeszcze nie najgorzej o tyle, że reakcja była lepsza niż choćby we wcześniejszym spotkaniu przeciwko Koronie (1:3). O tym, że jest na czym się skupiać, świadczą statystyki trwającego sezonu, a przed krakowianami i kielczanami, znaleźć sposób na Michała Szromnika w odpowiednim momencie potrafiła już także Pogoń Szczecin.
KOLEJNY KROK
Aż cztery z pięciu goli w obecnych rozgrywkach Śląsk stracił w pierwszych połowach – to trzeci najgorszy wynik w lidze po Warcie Poznań, Lechii Gdańsk i Widzewie Łódź, jednak wrocławianie, w odróżnieniu od wymienionych zespołów, plasują się aktualnie w górnej połowie tabeli. Większa swoboda pozostawiana rywalom w pierwszych 45 minutach, w sobotę skomplikowała wrocławianom już trzeci ligowy mecz, w takich sytuacjach komplet punktów przyniosła do tej pory jedynie rywalizacja z Pogonią w 2. kolejce (2:1). Prowadzeni przez trenera Djurdjevicia w defensywie poprawili się wyraźnie – dość powiedzieć, że trzy dotychczasowe czyste konta to już więcej niż przez całą rundę wiosenną. Kolejny krok to wyrównanie obronnej koncentracji w skali pełnych 90 minut, bo w drugich częściach wyglądają już zdecydowanie lepiej. W sześciu rozegranych meczach po przerwie stracili tylko jednego gola, gdy w doliczonym czasie w Kielcach wygraną beniaminka przypieczętował Bartosz Śpiączka. To z kolei najlepszy wynik w ekstraklasie.
- Rozmawialiśmy w tygodniu, że początek meczu jest kluczowy, a my go przegapiliśmy. Zamiast grać prosto z piłką i bez piłki, wejść w ten mecz agresywnie, jak sobie mówiliśmy, tego nam brakowało. Było kilka akcji, które mieliśmy zagrać prosto z tylu, nie komplikować, a dawaliśmy trochę życia rywalowi. W perspektywie szkoleniowej to są fajne momenty, z upływem czasu graliśmy coraz lepiej, zespół walczył, przejął kontrolę, aż w końcu trafił na 1:1
- opisywał przebieg meczu z Cracovią po końcowym gwizdku trener Śląska Ivan Djurdjević.
POPRZECZKA WYŻEJ
Wzmożona uwaga w bronieniu dostępu do własnej bramki przyda się już w niedzielę, gdy na Pilczyce przyjedzie wicemistrz Polski Raków Częstochowa. Walczący o fazę grupową Ligi Konferencji Europy zespół Marka Papszuna, właśnie ze względu na międzynarodowe obowiązki, do tej pory rozegrał raptem cztery ekstraklasowe mecze, jednak i w jego przypadku zaznaczona została już konkretna statystyka. Raków w pierwszych połowach zdobył trzy bramki, a co ciekawe wszystkie już w trakcie pierwszego kwadransa, pod tym względem nie może się z nim równać żaden z ligowych rywali. To pokazuje, że drużyna spod Jasnej Góry poprzeczkę powinna zawiesić jeszcze wyżej niż wcześniejsi przeciwnicy Śląska, a wejście w niedzielny mecz we Wrocławiu na własnych warunkach to nie lada wyzwanie. Jeśli trener Djurdjević odpowiednio przygotuje swój zespół na granie z faworyzowanym Rakowem, to może być kolejne bardzo wartościowe doświadczenie dla przebudowanej formacji defensywnej.