Statystyki nie kłamią: Lech Poznań
fot.: Paweł Kot
Śląsk Wrocław w trzecim domowym meczu w rundzie wiosennej podejmie drużynę mistrza Polski, który łączy ligowe granie z występami w Lidze Konferencji Europy. Wrocławianie pomimo niesprzyjającej serii u siebie przeciwko Lechowi, mogą zatriumfować nad poznaniakami po raz trzeci w obecnym sezonie.
Powiedzieć, że podopieczni Ivana Djurdjevicia upodobali sobie granie przeciwko byłemu klubowi serbskiego szkoleniowca, to nic nie powiedzieć. Patent WKS-u w meczach z obecnym mistrzem kraju w tym sezonie widoczny jest aż nadto. To właśnie przy Bułgarskiej Śląsk odniósł pierwsze w tym sezonie wyjazdowe zwycięstwo (1:0) po golu kontuzjowanego obecnie Petra Schwarza. Na dodatek, wrocławianie ze stolicy Wielkopolski wywieźli awans do ćwierćfinału Pucharu Polski po fantastycznej końcówce październikowego meczu (3:1) okraszonej dwoma golami Johna Yeboaha. Czy Lech ma się czego obawiać na Dolnym Śląsku?
MOCNI POZA BUŁGARSKĄ
O to raczej nie ma co się martwić, bowiem ekipa prowadzona przez Johna van den Broma jest obecnie jedyną drużyną w stawce, które nie przegrała spotkania na wyjeździe. Bilans Lecha poza własnym stadionem parceluje się równo między zwycięstwa i remisy (po pięć), a szczególnie imponująca jest defensywa Kolejorza poza Bułgarską. W dziesięciu wyjazdowych meczach stracił on zaledwie siedem goli, czyli niemal 1/3 ze wszystkich wpuszczonych bramek. Ostatnia wizyta lechitów na Dolnym Śląsku miała miejsce stosunkowo niedawno, bowiem w pierwszym dniu lutego zawitali oni na zaległy mecz 2. kolejki z Miedzią Legnica, który zakończył się ofensywnymi fajerwerkami i remisem 2:2.
Podobne popisy strzeleckie oglądaliśmy całkiem niedawno we Wrocławiu, gdzie na przestrzeni niecałego roku począwszy od grudnia 2019 wrocławianie zremisowali z Lechem najpierw 1:1, później 2:2, a na koniec 3:3 po szalonym spotkaniu, w którym drużyny wyszarpywały sobie wygraną z rąk do rąk. Dublet ustrzelił wtedy Mikael Ishak, który obecnie wraz z Kamilem Grosickim, Jesusem Imazem i Jakubem Łukowskim plasuje się w czołówce strzelców ekstraklasy (dziewięć goli). Wiadomo jednak, że we Wrocławiu swojego dorobku nie powiększy, bowiem zmuszony jest do pauzowania za nadmiar żółtych kartek.
EUROPEJSKA PRZYGODA TRWA
Były remisy, była także porażka w tamtym sezonie u siebie z Lechem po golu Michała Skórasia na samym początku drugiej połowy (0:1), a kiedy miało miejsce ostatnie zwycięstwo z Kolejorzem na stadionie przy alei Śląskiej? Aby je znaleźć należy cofnąć się do września 2017 roku i wygranej 2:0 po golach Roberta Picha i Marcina Robaka, którzy do klubu trafili za kadencji dyrektora sportowego Adama Matyska, o którym pisaliśmy ostatnio w kontekście jego prezesury w utytułowanym polskim klubie. Lech Poznań w poprzedniej kolejce ekstraklasy po raz pierwszy od sześciu meczów nie zgarnął ani jednego punktu, a sposób na niego znalazło walczące o utrzymanie Zagłębie Lubin, które wygrało przy Bułgarskiej 2:1. W tym momencie dystans do liderującego Rakowa Częstochowa wynosi 13 punktów, a tuż za podium czai się Widzew Łódź, tracący do poznaniaków zaledwie jedno oczko.
Lech Poznań do Wrocławia przyjedzie po skromnej wygranej 1:0 z norweskim Bodo/Glimt, która ostatecznie dała mu upragnioną 1/8 finału Ligi Konferencji Europy (zmierzy się tam z wicemistrzem Szwecji Djurgardens IF). Co ciekawe, poznaniacy na drugim etapie fazy pucharowej europejskich pucharów zagrają jako pierwsza polska drużyna od 32 lat. W rundzie jesiennej przed meczem z wrocławianami ekipa trenera Johna van den Broma również rywalizowała na arenie europejskiej, ale dopiero w eliminacjach do nowopowstałych rozgrywek. Wtedy lechici poradzili sobie z islandzkim Vikingurem. Do przejścia do następnej fazy konieczna była jednak dogrywka, w której strzelili rywalowi dwa gole i zwyciężyli ostatecznie 4:1. Jak zaprezentują się po pięknym pucharowym wieczorze we Wrocławiu?