Statystyki nie kłamią: Radomiak Radom
fot.: Paweł Kot
Żadnej porażki, ale jednocześnie zwycięstw jak na lekarstwo – na ekstraklasową historię meczów Śląska z Radomiakiem Radom można spojrzeć na dwa sposoby. Wrocławianie spotkają jednak szkoleniowca, który w poprzednim sezonie napsuł im krwi, jak mało kto.
W sobotnie popołudnie Śląsk zagra z Radomiakiem dopiero po raz piąty w najwyższej klasie rozgrywkowej. Dotychczasowe dwumecze miały miejsce w sezonach 1984/1985 oraz 2021/2022 i dla wrocławian wiążą się ze słodko-gorzkimi wspomnieniami. Co prawda, w każdym z tych spotkań punktowali, jednak tylko raz znaleźli sposób na rywala z województwa mazowieckiego (2:0 u siebie w czerwcu 1985). W minionych rozgrywkach Śląsk najpierw zremisował w Radomiu 1:1, a później na Pilczycach 0:0, zaś przy okazji jego pierwszej w dziejach wizycie na stadionie Radomiaka padł bezbramkowy remis. Przywołanie poprzedniego meczu z tym rywalem to również okazja do przypomnienia kadencji Piotra Tworka – poprzednik Ivana Djurdjevicia w połowie marca debiutował na ławce wrocławian właśnie w starciu z ówczesnym beniaminkiem ekstraklasy.
CEL: PODREPEROWANIE WYJAZDÓW
Śląsk do spotkania z Radomiakiem przystąpi po efektownym zwycięstwie z Górnikiem Zabrze (4:1), które sprawiło, że jego bilans po dwunastu kolejkach stanowią dokładnie po cztery zwycięstwa, remisy, a także porażki. Zespół Djurdjevicia w poprzednią sobotę mocno poprawił swój dorobek strzelecki, bo w tym sezonie łącznie cieszył się z trzynastu trafień. Zielono-biało-czerwoni w poprzedniej serii gier odnieśli najwyższe zwycięstwo od roku, o czym więcej pisaliśmy TUTAJ, a ich celem na sobotę powinno być podreperowanie bilansu na wyjazdach. Dość powiedzieć, że pięć dotychczasowych spotkań w roli gościa przyniosło im zaledwie trzy gole (w tym jeden z rzutu karnego), co stanowi najgorszy wynik w ekstraklasie. W Radomiu miło byłoby też zadbać o defensywę, bo Śląsk na czyste konto czeka od siedmiu spotkań i wygranej na terenie mistrza Polski Lecha Poznań (1:0).
LEWANDOWSKI ZAPOCZĄTKOWAŁ PATENT
Okazja na przełamanie w teorii wydaje się niezła, bo Radomiak przegrał do zera trzy ostatnie ligowe mecze, a patrząc szerzej pięć z sześciu (wyjątek stanowiła wygrana 2:0 z Wisłą Płock w 9. kolejce). Ubiegłoroczny beniaminek po niezłych występach z początku sezonu zaczął się wyraźnie osuwać w tabeli i teraz traci już nawet dwa punkty do Śląska. W siedmiu ostatnich meczach radomian gole strzelał tylko jeden zespół, zielono-biało-czerwoni muszą wziąć jednak pod uwagę, kogo spotkają przy ławce sobotniego przeciwnika. Trener Mariusz Lewandowski w poprzednim sezonie nie zawojował ekstraklasy z Bruk-Betem Termaliką Nieciecza, jednak akurat spotkania ze Śląskiem może wspominać doskonale. W rundzie jesiennej to przecież on zapoczątkował przedłużony później przez Radoslava Latala patent Słoni na wrocławian – we wrześniowym meczu Pucharu Polski wygrał na Pilczycach 1:0, a w październikowym thrillerze o punkty wydarł wygraną 4:3 w ostatniej akcji w Niecieczy.