Szulczek: Mieliśmy kontrolę, mimo że przegrywaliśmy 0:1

Szulczek: Mieliśmy kontrolę, mimo że przegrywaliśmy 0:1

fot.:

Na początek 28. kolejki ekstraklasy Śląsk Wrocław przegrał na wyjeździe 1:3 z Wartą Poznań. Co miał do powiedzenia po meczu trener zwycięskiej drużyny, Dawid Szulczek?



 

Dawid Szulczek: Spotkanie rozpoczęło się od wyniku 1:0 dla Śląska, więc mieliśmy dzisiaj wyzwanie w postaci odrabiania strat. Nie był to gol po pięknej akcji, tylko przepychanka w polu karnym i niefortunna interwencja dwóch naszych zawodników. Jesteśmy drużyną, która zawsze jest solidna i konsekwentna, więc nawet jak tracimy gola, to potrafimy się szybko pozbierać. 

Straciliśmy szybko gola, ale nie wypłynęło to na nas w negatywny sposób, tylko cały czas dążyliśmy do tego, co trenowaliśmy. Mieliśmy trudny moment w drugiej połowie, kiedy Śląsk zaczął grać trójką środkowych pomocników i rozszerzał grę. Słabsze pięć minut wynikało też z moich problemów komunikacyjnych z zawodnikami. Zrobiliśmy dobre zmiany, żeby ten mecz zamknąć i wydaje mi się, że wszyscy powinni być gotowi do następnego meczu. 

Czy cieszy pana dzisiejsze przełamanie Adama Zrelaka w kontekście końcówki sezonu?

Mamy silny mental jako drużyna, ale także cała szatnia funkcjonuje tak, że zawodnicy, którzy mają trudniejszy moment dostają wsparcie, a zawodnicy, którzy przychodzą się odbudować dostają czas. Jako sztab nie reagujemy nerwowo, w 50 meczach tylko raz zdarzyło mi się, żeby było gorąco w przerwie, było to tydzień temu z Lechem. Dzisiaj przenieśliśmy dobrą drugą połowę z Lecha na mecz ze Śląskiem. Dopracowaliśmy elementy w ataku pozycyjnym i z mojej perspektywy oglądało się to przyjemnie. Mieliśmy kontrolę, mimo że przegrywaliśmy 0:1, to wewnętrznie czułem, że byliśmy w stanie ten mecz wygrać. 

Zrelak to typ napastnika, który bardzo dużo daje od siebie dla drużyny. Pracuje, haruje, biega, walczy. Czasami zbiega zbyt często do boku, ale czasami mam też założenia, żeby wyciągał stoperów. Na Bułgarskiej nie trafił karnego, ale trzymam kciuki, żeby znowu strzelał, dzisiejszy gol był dla niego bardzo ważny.

Czego kibice Warty mogą spodziewać się po przyszłotygodniowym meczu z Legią?

Przez weekend będziemy świętować utrzymanie, a w poniedziałek regenerować po dzisiejszym meczu. W meczach z drużynami z top 4 mamy na siedem spotkań sześć porażek, więc to dla nas fantastyczna informacja, bo statystycznie kiedyś musimy wygrać. Na tym będę budował optymizm mojej drużyny.

Jaki ma pan pomysł na ostatnią część sezonu?

Pierwszy krok to wygrana z Legią. Chcemy wywalczyć jak najwyższe miejsce, żeby zdobyć jak najwięcej pieniędzy dla klubu. Im więcej będziemy mieli pieniędzy, tym łatwiej będzie nam zatrzymać zawodników. Ważne postacie, takie jak Adrian Lis, Jan Grzesik i Robert Ivanov nie mają przedłużonych umów i być może zdobycie piątego miejsca sprawi, że łatwiej będzie nam ich przekonać, żeby zostali. 

Pewnie skończymy w gronie pięciu najlepszych obron w lidze, więc chcielibyśmy utrzymać zgrany blok defensywny. Jeśli chodzi o cel długodystansowy, to chciałbym mieć 20 czerwca na treningu dobrą jakość u kilkunastu zawodników i nie chciałbym tego, co się działo rok temu, bo byłem bardzo poirytowany tym jak wyglądały pierwsze tygodnie pracy.

Jakie uwagi skierował pan do Adriana Lisa w pierwszej połowie?

Żeby jeszcze nie wchodził na rzut rożny (śmiech). Tak na serio to powiedziałem Adrianowi, żeby w momencie, gdy Exposito jest blisko naszego skrajnego stopera, to mu nie podawał, bo i tak skończy się to wybiciem. Adrian Lis kopie piłkę najmocniej w drużynie, więc lepiej było, żeby to on ją wybił

Na pewno analizował trener ostatnie mecze Śląska. Czy patrząc z boku widzi pan przesłanki do optymizmu dla drużyny z Wrocławia? Czy Śląsk to jeden z głównych kandydatów do spadku?

Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie. Koncentruję się mocno na tym co się dzieje w Warcie. Widziałem statystyki biegowe po dzisiejszym meczu. Byłem w Wiśle jako asystent, gdy drużyna walczyła o utrzymanie. Miałem odczucia, że pewne błędu brały się wtedy z głowy. Nie ma mnie wewnątrz drużyny Śląska, więc nie wiem jak to wygląda. Analizowałem strukturę organizacyjną, kto jest szybki i to, że my dużo więcej biegamy tzw. "high speedów". Chcieliśmy mocno intensywnie podejść do tego spotkania i naciskać Śląsk, żeby Jastrzembski nie wykorzystał swojej szybkości. On i Yeboah mieli kilka sytuacji, kiedy nam uciekli. Jesteśmy jednak mocniejszą drużyną, niż jesienią i chcieliśmy narzucać swoje granie.

 

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.