Wilusz: Podziwiam swoją determinację (WYWIAD)

20.02.2021 (13:00) | Krzysztof Banasik
uploads/images/2021/1/wilusz2_600b13ac64527.jpg

fot.: Dawid Antecki/slaskwroclaw.pl

Urodził się we Wrocławiu, pierwsze piłkarskie szlify zdobywał w Śląsku. W wieku zaledwie 16 lat wyjechał do ligi holenderskiej, z której wrócił z bagażem cennych, ale też ciężkich doświadczeń. Jego droga do mistrzostwa Polski z Lechem Poznań prowadziła przez Kluczbork i Bełchatów. Z głębin rosyjskiego Jekaterynburgu powrócił do ekstraklasy, by po pół roku przenieść się do Śląska. A w zasadzie po 16 latach i prawie 10-ciu tysiącach kilometrów podróży - licząc w linii prostej. Wypożyczony z Rakowa Częstochowa Maciej Wilusz, w wieku 32 lat, ma szansę wreszcie zadebiutować w swoim rodzimym klubie.



 

Śląsk był twoim pierwszym klubem, czy jako dziecko trenowałeś w innych zespołach?

Od początku swojej przygody z piłką jestem związany ze Śląskiem. Na pierwszym treningu pojawiłem się jak miałem 7 lat, razem z bratem (Sebastianem, w Śląsku 9 meczów w III lidze - przyp.red.). Nie miałem w juniorach styczności z innymi klubami.

Jakie mieliście wtedy w juniorach warunki do treningów?

W tamtych czasach bardzo mało zwracało się uwagę na grupy młodzieżowe, liczyła się tylko pierwsza drużyna. My jako młodzi mieliśmy bardzo trudne warunki do trenowania, znacznie odbiegajace od tych, jakie są dzisiaj. To jest wielki plus dla młodych chłopaków, mogą trenować w o wiele lepszych warunkach. Z każdym kolejnym sezonem rośnie też świadomość trenerów i działaczy, że akademie to jest przyszłość i trzeba jeszcze większy nacisk na to położyć, żeby się rozwijać. Warunki jakie ja miałem, a jakie są teraz - to jest przepaść.

Od lewej: Wilusz, Trojan, Gul, Szpich, Kaczmarek, Adziński, Rajter, Wiśniewski (kliknij zdjęcie, by je powiększyć).

Czego brakowało wam najbardziej?

Wszystkiego… Ogólnie warunki do trenowania były fatalne. Nie mieliśmy gdzie trenować, brakowało boisk, sprzętu…

Ktoś oprócz ciebie, pomimo tych trudnych warunków, potrafił zaistnieć w piłce? Kto grał z tobą w juniorach?

Razem do klasy chodziłem z Tadkiem Sochą i Krzysiem Kaczmarkiem, ale ja grałem z reguły w drużynach, w których koledzy byli ode mnie rok lub dwa starsi. Był Paweł Kudyba (syn Janusza Kudyby - przyp.red.), który występował w tych niższych ligach. Był też Kamil Biliński. Do dzisiaj przyjaźnimy się z Błażejem Augustynem, trzymaliśmy się razem od najmłodszych lat.

Których trenerów zapamiętałeś?

Od najmłodszych lat był trener Stanisław Miśków, później świętej pamięci trener Marian Wyrwas, Leszek Zdziebło, później Łukasz Becella, a moim ostatnim szkoleniowcem był Paweł Barylski. Miałem przyjemność współpracować też ze świętej pamięci Pawłem Śpiewokiem.


 

Jaki to był Śląsk?

To był ciężki okres dla klubu, spadliśmy wtedy do starej III ligi. Organizacyjnie, finansowo było naprawdę ciężko, kibice też to mocno przeżywali. Ale ja zapamiętałem coś jeszcze - chęci, zaangażowanie niektórych ludzi, żeby ten klub odbudować, żeby trafił na właściwe tory. Był taki moment, kiedy ja jeszcze przed wyjazdem do Holandii odbyłem kilka treningów z pierwszą drużyną, w której byli m.in. Radek Janukiewicz, Krzysiu Wołczek. Po wyjeździe oczywiście obserwowałem, co dzieje się w Śląsku i trzymałem kciuki, żeby udało się ten zespół odbudować. To była ciężka praca, awanse i medale nie przychodziły łatwo, ale wchodząc teraz do szatni i widząc te plakaty ze zdobycia mistrzostwa czy Superpucharu Polski - to robi wrażenie.

Jak doszło do twojego wyjazdu do Holandii? W tamtych czasach transfery tak młodych Polaków za granicę nie były tak modne jak teraz.

To było dla mnie duże wyróżnienie, wyjątkowe. W tamtym okresie ciężko było zwrócić uwagę skautów zagranicznych. Ten, kto wyjeżdżał, musiał naprawdę mocno na to zapracować. Grałem wtedy w młodzieżowych reprezentacjach Polski i pojechaliśmy na turniej do Belgii, gdzie rozgrywaliśmy turniej towarzyski. Tam wypatrzyli mnie skauci z Holandii i po kilku tygodniach przyszedł faks do klubu z zaproszeniem mnie na testy. Oczywiście z tego skorzystałem, bo zawsze marzyłem, by rozwijać się i grać za granicą. Odbyłem dwutygodniowe testy, jako jeszcze wtedy 15-letni chłopak trenowałem z drugą drużyną Heerenveen, w której grali naprawdę solidni zawodnicy. To było dla mnie fajne przetarcie, po czym ledwo wylądowałem w Polsce i już dostałem informację, że kluby się dogadują i załatwiają formalności. Holandia zawsze mi się podobała piłkarsko, bo uważałem tamtejsze szkółki młodzieżowe za wzór, robiły na mnie wrażenie.

Ile Śląsk zarobił na tym transferze?

Nie znam dokładnej kwoty, ale to był po prostu jakiś ekwiwalent za wyszkolenie. Miałem wtedy 16 lat, nie byłem ze Śląskiem związany kontraktem.

Jakie były twoje pierwsze wrażenia jak zobaczyłeś bazę Heerenveen?

To było coś niesamowitego, olbrzymia różnica. Wychodząc na trening, widząc cały obiekt, liczbę boisk, to, jak to wszystko jest zadbane… To był dla mnie szok. Wszystko było dopięte na ostatni guzik. Jak pojawiłem się na stadionie, pokierowano mnie do pana, który zajmował się wydawaniem sprzętu. To, co wtedy dostałem, to było dla mnie jak wygrana na loterii. Siedem par butów i cała torba sprzętu - to było coś wspaniałego. Pomyślałem sobie, że ja już nic więcej nie potrzebuję, jestem szczęśliwy i mogę grać w piłkę.

Od tamtych czasów minęło 16 lat, a Śląsk infrastrukturalnie dalej nie zbliżył się chyba do tego poziomu.

Niektóre rzeczy są niezależne od klubu, dużo mówi się o budowanie akademii i mam nadzieję, że ona w końcu w powstanie. Ale na pewno w Śląsku dużo zmieniło się pod kątem organizacyjnym, pod kątem podejścia do drużyn juniorskich. Poszło to mocno do przodu, chociaż 16 lat to bardzo dużo i musiały jakieś zmiany zejść. Widzę podejście ludzi z klubu - jest motywacja, żeby tym najmłodszych rocznikom zagwarantować jak najlepsze warunki do rozwoju.

W Holandii ostatecznie nie zadebiutowałeś ani w pierwszej drużynie Heerenvenn, ani Sparty Rotterdam. To była kwestia kontuzji, czy czegoś jeszcze?

Kwestia kontuzji. W tych młodzieżowych drużynach w Holandii rozwijałem się na tyle dobrze, że mogłem odważnie myśleć o grze w Eredivisie. Plan był taki, żebym tam się podszkolił i wyjechał do jeszcze lepszej ligi i wszystko ku temu zmierzało, ale kontuzje to było coś, co mnie blokowało i zmieniło bieg tej kariery.

Po wyjeździe stamtąd w twojej karierze pojawiła się dziura. Co się działo wtedy z Maciejem Wiluszem?

To był bardzo ciężki okres dla mnie i z perspektywy czasu… podziwiam to, jak podszedłem do tej sytuacji, jaką determinację miałem, żeby wrócić do grania. Podjąłem trudną decyzję, żeby rozwiązać kontrakt ze Spartą i wrócić do Polski. Musiałem dać sobie czas, żeby dojść do pełni zdrowia i formy. To było trudne, bo musiałem trenować sam, to jest zupełnie inna sytuacja niż zajęcia z zespołem. Kiedy poczułem, że mogę wrócić do rywalizacji, zgłosiłem się drużyn Młodej Ekstraklasy Śląska - chciałem poczuć z powrotem piłkę i klub mi pomógł. Jak pierwsza drużyna wróciła z obozu przygotowawczego, dostałem informację, że trener Tarasiewicz daje mi możliwość trenowania z jego zespołem.

Czemu nie udało ci się wtedy w Śląsku zostać?

Rozmawiałem z trenerem Tarasiewiczem, bo czułem się dobrze fizycznie i to było kwestia czasu, kiedy wrócę do dobrej formy. Trener wtedy jasno powiedział: “Maciek, mamy kilku doświadczonych obrońców, twoje szanse na grę byłyby niewielkie. Lepiej dla ciebie byłoby pójść do innej drużyny, w której będziesz dostawał więcej minut i nabierzesz z powrotem rutyny meczowej. To będzie dla ciebie lepsze”. I tak zrobiłem. Nie miałem dużego ciśnienia na ekstraklasę od razu, dlatego skorzystałem z propozycji pierwszoligowego MKS-u Kluczbork, w którym trenerem był Grzegorz Kowalski. 

Ostatecznie do ekstraklasy trafiłeś i nawet ją razem z Lechem zdobyłeś. Wyjechałeś do Rosji - tamtejsza liga ma coś wspólnego z holenderską?

Na pewno intensywność - treningowa i meczowa. U nas bardziej docenia się i zwraca uwagę na transfery na zachód, a ten wschód jest trochę za mgłą. Często mówią to ludzie, którzy nie do końca wiedzą, jak silna jest liga rosyjska. Nie do końca wiedziałem, co mnie czeka w Rosji, ale wiele spraw bardzo miło mnie zaskoczyło. Oprócz poziomu rozgrywek, bo spodziewałem się wymagającej ligi i to się potwierdziło.

Rosję z Holandią łączy jeszcze jedno - kolejna twoja poważna kontuzja.

Niestety tak. Drobne kontuzje mnie raczej omijały, a jak już coś się przytrafiało, to było to coś poważne. W Holandii miałem problem z prawym kolanem, a w Rosji z lewym.

Kolana ostatnio to nie jest miły temat dla Śląska - Mączyński, Makowski…

Piłka się zmieniła, rozgrywanych jest więcej meczów, w dodatku na większej intensywności, to się odbija na zdrowiu zawodników. To są tematy często pomijane, ale coraz częściej wychodzi ciemna strona coraz mniejszej ilości czasu na odpoczynek, regenerację. W efekcie mamy coraz więcej kontuzji. Na szczęście świadomość piłkarzy w zakresie regeneracji, dbania o swój organizm znacząco wzrósł.

Wpływ na to mogą też mieć trudne warunki do trenowania w młodych latach, o których wspomniałeś. Te boiska raczej nie sprzyjały zdrowemu rozwojowi. Chociaż obecnie konieczność trenowania na sztucznych murawach też nie pomaga.

Sztuczne nawierzchnie są jakąś alternatywą, które pozwalają na wykonanie pewnych ćwiczeń, ale taki trening nie da w stu procentach tego, co trening na normalnej murawie. Później jak wychodzi się na mecz ligowy i gra się na normalnym boisku, to różnica w poruszaniu się i zachowaniu się piłki jest duża. Niestety trzeba sobie radzić z takimi warunkami pogodowymi, jakie ostatnie mieliśmy.

Wykorzystując doświadczenie zdobyte za granicą - gdybyś został prezesem jakiegoś polskiego klubu, jakie zmiany byś wprowadził w pierwszej kolejności?

Musiałbym zrobić najpierw analizę tego, jak dany klub aktualnie funkcjonuje, jakie obszary do poprawy. Musiałbym usiąść z grupą ludzi i razem byśmy opracowali jakiś plan, bo w pojedynkę nikt niczego nie zwojował. Bardzo ważna byłaby inwestycja w warunki do rozwoju dla młodzieży, dzisiaj to jest bardzo ważne. Dodatkowo zwracałbym uwagę na edukację młodych ludzi pod kątem zapobiegania kontuzji, świadomości własnego ciała i działania, żeby od najmłodszych lat przygotować organizm do dużego wysiłku. Klub musi być tak zorganizowany, żeby zawodnik nie musiał się niczym przejmować, żeby mógł skupić się tylko na treningu.

W Polsce współpracowałeś z kilkoma naprawdę mocnymi nazwiskami - Bjelica, Skorża, Urban, Rumak, Probierz, Brosz, Papszun.

Generalnie jak tak teraz wspominam, to ja ogólnie przez całą karierę współpracowałem z mocnymi trenerami, tak też było w Holandii i w Rosji. Mam takie szczęście, że trafiłem na nich. Każdy z nich miał coś w sobie, od każdego czegoś się nauczyłem. Każdy trener jest inny - inaczej podchodzi do zawodników, treningów, ma inną koncepcję, plan. 

To wracając do naszej wcześniejszej zabawy w prezesa klubu - którego z tych szkoleniowców byś zatrudnił?

(śmiech) Ciężko powiedzieć, bo każdy z nich miał swoje plusy… Bardzo podobała mi się praca trenera Bjelicy. Jego podejście do drużyny jak i indywidualne do zawodników. Plan działania, współpraca ze sztabem - miał swoich ludzi, którym ufał i ta praca przynosiła efekty. Po tym okresie współpracy z nim w Lechu wyjechałem do Rosji, gdzie trenerem był Białorusin Leanid Kuczuk, który słynął z tego, że jego obozy przygotowawcze były bardzo trudne, intensywne. Ja jednak po treningach z trenerem Bjelicą nie odczułem w Rostowie tego tak mocno, byłem po prostu dobrze przygotowany już po treningach w Lechu. Każdego trenera, z którym miałem do czynienia, doceniam, chociaż nie z każdym miałem “kolorowo”.

Kontuzja sprawiła, że wróciłeś do Polski, wybór padł na Raków Częstochowa, który, jak to określiłeś w jednym z wywiadów, ujął cię swoim profesjonalizmem, miał to być projekt na kilka lat. Co nie wyszło?

Ciężko mi powiedzieć, bo sam byłem zaskoczony tą sytuacją. Temat wypożyczenia pojawił się z dnia na dzień, co też mi dało trochę do myślenia. Wszystko potoczyło się bardzo szybko, co mi otworzyło oczy na pewne rzeczy. Kiedy tylko Śląsk zgłosił swoje zainteresowanie, to długo się nie zastanawiałem. 

Czujesz, że przegrałeś sportową rywalizację w Rakowie?

Nie, sportowo nie czułem się gorszy. Mecze, które grałem, nie wskazywały na to. Możliwe, że jakieś plany klubu czy trenera się zmieniły. Nie chcę w to szczegółowo wnikać, stało się jak się stało. Teraz jestem we Wrocławiu, w Śląsku, czyli tak naprawdę w domu i skupiam się pracy.

Trener Papszun posadził cię jednak na ławce. Szkoleniowiec powiedział ci, że aktualnie nie jesteś mu potrzebny?

Nie, nie było żadnej takiej deklaracji ze strony trenera. Tym bardziej była to dla mnie dziwna sytuacja i na początku nie wiedziałem, jak mam się do tego odnieść. Co dokładnie zaszło i kto zdecydował o tym, żeby mnie wypożyczyć, tak naprawdę nie wiem i za bardzo mnie to nie interesuje, bo ja całe swoje życie byłem skupiony na swojej dyspozycji i to się nie zmieni.

Ale to, że jesteś zawodnikiem dostępnym do wypożyczenia usłyszałeś od trenera, dyrektora sportowego, swoje agenta?

Dochodziły do mnie jakieś informacje, które pojawiały się w mediach, to było dla mnie dziwne. Ja nie wiedziałem nic o tym, dopiero chłopacy w szatni Rakowa zaczęli mi mówić “Maciek, słyszeliśmy, że masz być wypożyczony, jakiegoś kluby się zgłaszają, czy coś o tym wiesz?”. Byłem totalnie zdziwiony, odpowiedziałem, że o niczym nie wiem. Później dostałem telefon od menadżera, że jest możliwość pójścia na wypożyczenie do Śląska i szybko się dogadaliśmy. Cieszę się, że jestem we Wrocławiu i chciałbym osiągnąć tu formę, z której będę zadowolony. 

Dużo dobrego pisze się i mówi o trenerze Papszunie. Faktycznie ma w sobie coś wyjątkowego?

Przede wszystkim zwróciłbym uwagę na wyniki i od jakiego momentu przejął klub i gdzie zespół znajduje się teraz. Na tej podstawie można stwierdzić, że została wykonana dobra robota dla Rakowa i te wyniki pokazują, że praca trenera Papszuna przynosi efekty.

Twoje wypożyczenie do Śląska spotkało się z różnymi reakcjami ze strony kibiców. Część z nich krytykowała ten ruch podkreślając, że nie potrzebujemy kontuzjowanego zawodnika.

Niestety niefortunnie doznałem urazu mięśniowego. Niefortunnie, bo zdarzyło się to chwilę przed wylotami na obozy przygotowawcze i ten okres musiałem przepracować bez zespołu. Teraz muszą odpowiednio wszystko odbudować i teraz nad tym pracuję na treningach.

W meczu przeciwko Wiśle Kraków po raz pierwszy zasiadłeś na ławce rezerwowych Śląska. Kiedy będziesz w pełni gotowy do gry?

Trener na pewno widzi, że muszę jeszcze swoją dyspozycję odbudować. Jestem już brany pod uwagę, ale bez okresu przygotowawczego - po prostu muszę jeszcze z tą drużyną potrenować, zgrać się.

To się wydarzy twoim zdaniem w ciągu najbliższych 1-2 tygodni?

Daję sobie jeszcze tydzień (rozmowa miała miejsce we wtorek 16.02. - przyp.red.).

Na razie jeszcze patrzysz na to z boku, bo nie zagrałeś ani minuty. Jaka jest twoje ocena Śląska, czemu w ostatnich tygodniach gramy w tak słabym stylu?

Drużyny przechodzą przez różne okresy, na początku sezonu Śląsk rzeczywiście wyglądał lepiej. Pamiętam też mecz Rakowa, kiedy siedziałem we Wrocławiu na ławce rezerwowych - Śląsk wyglądał na poukładaną, zdeterminowaną drużynę. Teraz pojawiły się trudniejsze chwile i tak to w sporcie bywa. Trzeba ten okres przetrwać i odbudować się ciężką, żmudną pracą na treningach. Są momenty, kiedy wszystko idzie i wszystko jest fajne, są też gorsze chwile, ale widzę, że piłkarze i sztab szkoleniowy robią wszystko, żeby Śląsk wrócił na właściwe tory.

Zadebiutowałeś w ekstraklasie 9 lat temu - uważasz, że przez ten czas poziom się obniżył? Ja odnoszę takie wrażenie, że z roku na rok jest coraz gorzej, co widać po wynikach w europejskich pucharach.

Nie do końca się zgodzę. Niektórzy mówią, że ekstraklasa to śmieszna, słaba liga. A ja uważam, że jest po prostu specyficzna, jak każda inna. Warto zauważyć, jak dużo zawodników w ostatnim czasie wyjeżdża z Polski do dobrych, zagranicznych lig - z czegoś to się bierze, jesteśmy coraz bardziej doceniani.

Jaki był najlepszy piłkarz, z jakim grałeś?

Alfono Alves, Brazylijczyk, który grał w Heerenveen. Był powołany do reprezentacji i doczekał się też dużego transferu - za 17 milionów euro kupił Middlesbrough, który budował wtedy mocną ekipę. 

Standardowe pytanie od kibiców Śląska - czy lubisz pić piwerko?

Czy co lubię pić?

Piwerko, piwo.

(śmiech) Nieee, ja jestem z tych, którzy nie gustują w napojach alkoholowych.

To masz coś wspólnego z Łukaszem Bejgerem, twoim konkurentem, który też mi powiedział, że od alkoholu stroni. Przy okazji - jak oceniasz jego wkomponowanie do seniorskiej piłki?

Po jego podejściu i determinacji widzę, że to będzie zawodnik, z którego Śląsk będzie zadowolony.


MACIEJ WILUSZ, ur. 25.09.1988 we Wrocławiu

Pozycja: obrońca
Wzrost: 188 cm, waga: 85 kg
Mecze w reprezentacji: 4
Mecze w Śląsku: 0 (nie licząc rozgrywek młodzieżowych)
Sukcesy: mistrzostwo Polski (2015 - Lech Poznań), Superpuchar Polski (2017 - Lech Poznań)

Kariera: Śląsk Wrocław, sc Heerenveen, Sparta Rotterdam, MKS Kluczbork, GKS Bełchatów, Lech Poznań, Korona Kielce, FK Rostow, Urał Jekaterynburg, Raków Częstochowa, Śląsk Wrocław

ZOBACZ też: REZERWY: Bolesna porażka na koniec (RELACJA)