Wzrost problemem Śląska?

Wzrost problemem Śląska?

fot.:

Śląsk w meczu z Widzewem (0:1) po raz kolejny w tym sezonie stracił bramkę po strzale głową. Czy wzrost to jeden z największych problemów ekipy Ivana Djurdjevicia? Zapraszamy na tekst w ramach #EchaMeczu.



 

Śląsk w meczu z Widzewem stracił bramkę po akcji główkowej w samej końcówce meczu. Od dłuższego czasu trener Djurdjević mówi, że przydałby mu się wysoki środkowy obrońca, który może wygrywać pojedynki powietrzne. Śląsk dysponuje obecnie obrońcami mającymi średnio 185 centymetrów wzrostu, co jak na defensorów jest stosunkowo małą liczbą. Oczywiście ktoś może teraz powiedzieć, że jest wysoki Łukasz Bejger (190 cm). To prawda, były zawodnik Manchesteru United ma nieprzeciętny wzrost, ale nie do końca udowodnił, że potrafi z niego korzystać. 

ŚLĄSK TO NISKI ZESPÓŁ?

W drużynie Śląska mało jest wysokich zawodników. Najwięcej centymetrów (190) mierzą Michał Szromnik, Erik Exposito i wcześniej wspomniany Bejger. Najniższym zawodnikiem WKS-u jest Karol Borys, który ma 1,67 metra. Średnia wzrostu piłkarzy z Wrocławia wynosi 1,807 metra.

Warto również spojrzeć na tabele średniej wzrostu zespół ekstraklasy: 

1.  Radomiak Radom 1,989
2.  Cracovia 1,835
3. Lechia Gdańsk 1,831
4. Raków Częstochowa 1.830
5. Widzew Łódź 1,829
6. Wisła Płock 1,829
7. Górnik Zabrze 1,826
8. Legia Warszawa 1,824
9. Jagiellonia Białystok 1,824
10. Miedź Legnica 1,822
11. Warta Poznań  1,817
12. Piast Gliwice 1,815
13. Lech Poznań  1,814
14. Stal Mielec 1,814
15. Śląsk Wrocław  1,807
16. Pogoń Szczecin 1,805
17. Korona Kielce 1,756
18. Zagłębie Lubin 1,64

 

Wojskowi w  tym sezonie często korzystają z górnych podań, do których potrzebne są odpowiednie parametry fizyczne. Oczywiście wysokość naszego ciała to rzecz genetyczna, na którą nie mamy bezpośredniego wpływu. Choć ma na to wpływ ktoś, kto danego piłkarza do klubu sprowadza, ale wiemy, że do WKS-u już  raczej nikt nie przyjdzie i trzeba się z tym pogodzić. Niski wzrost piłkarzy Śląska wpływa znacznie na procent wygranych pojedynków powietrznych, bowiem Trójkolorowi mają zaledwie 47% wygranych pojedynków główkowych. Oczywistym jest także to, że przegrane starcia powietrzne wpływają na straty bramek po uderzeniach głową i przegrane pojedynki, w wyniku których przeciwnik może stworzyć groźną akcję podbramkową. 

 

GRETARSSON NIE UMIE GRAĆ GŁOWĄ?

Wszystko, co złe i związane z główkami zaczęło się w Kielcach, kiedy Bartosz Śpiączka uśpił obronę Śląska dwukrotnie po strzałach częścią ciała, w której znajduje się "komputer pokładowy" ludzkiego ciała. Najpierw przy bramce otwierającej wynik spotkania były zawodnik Górnika Łęczna uciekł z pola widzenia Daniela Gretarssona, wyprzedził go i uderzył perfekcyjnie. Kolejny raz Śpiączka ukąsił przy bramce zamykającej to spotkanie (3:1). Wszystko zaczęło się od wrzutu z autu. Najpierw jeden z piłkarzy Korony zgrał piłkę głową do Śpiączki (wygrywając przy tym stracie w powietrzu z Rzuchowskim), a kielecki napastnik po raz kolejny górował w pojedynku z Gretarssonem. Takim sposobem napastnik Korony zdobył druga bramkę w tym spotkaniu.

SKRÓT Korona - Śląsk (3:1)

Co ciekawe, bramki "główkowe" Śląsk tracił tylko przeciwko zespołom prowadzonym przez polskich szkoleniowców. Trzeciego gola po uderzeniu głową WKS stracił w Mielcu. Strzelcem był Said Hamulić. Obecny napastnik Toulousy skarcił wrocławian mimo, że obok niego stało dwóch zawodników Śląska. Byli to Patryk Janasik i Martin Konczkowski. Obaj patrzyli biernie na akcję Stali, zapomnieli o kryciu napastnika gospodarzy. To jakiś znak. Znowu Gretarsson przegrywa pojedynek powietrzny, co prowadzi do straty bramki przez Śląsk tym razem w spotkaniu z Wartą (0:2). Środowy obrońca dał się przeskoczyć Milanowi Corrynowi, który dostał dośrodkowanie od Kajetana Szmyta z lewej strony pola karnego WKS-u. Piłkarz Warty wzbił się w powietrze i z łatwością zdobył bramkę głową. Skok zdobywcy bramki był dla Gretarssona najzwyczajniej w świecie nieosiągalny. 

JAK PADŁA BRAMKA Z WIDZEWEM?

Strata bramki z Widzewem to ostatni gol rywali Śląska zdobyty głową. Wszystko, co złe dla WKS-u zaczęło się od długiej piłki od Mateusza Żyry do Bartłomieja Pawłowskiego. Łódzki skrzydłowy zaś zgrał futbolówkę głową do Kristoffera Hansensa, który z łatwością zdobył bramkę. W stratę remisu w Łodzi zamieszana najbardziej była dwójka Garcia - Verdaska. Ten pierwszy niby chciał wygrać główkę z Pawłowskim, ale w sumie to nawet nie wyskoczył. Dobrze, że Hiszpan w ostatniej chwili cofnął wystawiony w kierunku skrzydłowego Widzewa łokieć, bo były zawodnik Śląska mógłby ucierpieć przy tej akcji. Jeśli chodzi o błąd, a raczej wielbłąd Verdask,i to Portugalczyk zgubił totalnie z radaru Hansena. Piłkarz z Łodzi z łatwością wyprzedził środkowego obrońcę WKS-u, wygrał pozycję i oddał pewny strzał nie do obrony dla Leszczyńskiego. Verdaska stał tylko za Hansensem i próbował wybić piłkę nogą, która już dawno była na głowie piłkarza Widzewa.

CO ZAWODZI NAJBARDZIEJ PRZY CENTRACH?

Przy dośrodkowaniach rywali w ekipie Djurdjevicia zawodzi głównie odpowiedzialność i doskok do przeciwnika. Często piłkarze z Wrocławia są bierni, kiedy piłka leci wysoko, a ich rywal jest dobrze ustawiony. Kilkukrotnie zawodziła też komunikacja, jak miało to miejsce w Mielcu (i nie chodzi wcale o pamiętnego samobója). Jeśli mówimy o Gretarssonie, to widać u niego brak rytu meczowego spowodowanego ciągłymi przerwami. Kontuzje prowadzą do braków pod względem siły fizycznej i skoczności. Wrocławianie muszą być agresywniejsi i bardziej skoncentrowani we własnym polu karnym, bo to zdecydowanie zawiodło w Łodzi.

 

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.