Yeboah: Jestem piłkarzem wychowanym na ulicy (WYWIAD)
fot.: Paweł Kot
Sprowadzenie latem Johna Yeboaha do Śląska Wrocław okazało się strzałem w dziesiątkę. Niemiec szybko stał się kluczowym zawodnikiem w zespole Ivana Djurdjevicia i obecnie trudno wyobrazić sobie jedenastkę Trójkolorowych bez wychowanego w Hamburgu skrzydłowego. Zapraszamy na rozmowę z jedną z rewelacji tego sezonu ekstraklasy.
UWAGA! Rozmowa została przeprowadzona przed niedzielnym meczem z Lechem Poznań, jednak z uwagi na prorocze słowa Johna na temat postawy Śląska w meczu z mistrzem Polski, postanowiliśmy zostawić fragmenty zapowiadające to starcie.
Jesteś już we Wrocławiu ponad pół roku, zdążyłeś się zadomowić w naszym mieście? Jak ci się tu żyje?
Oczywiście, czuję się tu bardzo dobrze! Mieszkam w ładnej okolicy, w pobliżu mieszka też kilku kolegów z drużyny. Cieszę się, że gram dużo, bo to dla mnie najważniejsze. Mamy swoje wzloty i upadki, ale to normalne w piłce. Czuję, że jestem w odpowiednim miejscu i mam nadzieję, że będzie jeszcze lepiej.
Masz poczucie, że kibice Śląska traktują cię już jako jednego ze swoich? Często widzimy, że długie kolejki młodych fanów ustawiają się do ciebie po zdjęcia i autografy.
Tak, zauważyłem to! To bardzo miłe, zawsze staram się zrobić zdjęcie z każdym, kto tego chce, bo samemu wiem jak to jest stać po drugiej stronie. Mam duży szacunek do kibiców i kontakt z nimi jest dla mnie bardzo ważny.
Twoi znajomi z Niemiec często odwiedzają cię na meczach? Kilka razy zauważyliśmy, że pojawili się na stadionie.
Tak, jesteście spostrzegawczy, rzeczywiście się to zdarza! W ten weekend na stadionie na meczu z Lechem również pojawią się moi rodzice, będzie też kilku znajomych.
Gdy latem przychodziłeś do Śląska, nie wiedziałeś czego spodziewać po ekstraklasie. Jaką masz opinię na temat ligi po ponad 20 rozegranych meczach?
Na pewno jest to trudna liga. Każda drużyna ma inny sposób gry i prezentuje jakość w innych aspektach boiskowych. Szczerze mówiąc nie spodziewałem się, że jest tu tyle drużyn, które tak dobrze operują piłką. Oczywiście jest kilka zespołów, które preferują grę długim podaniem, ale macie tutaj naprawdę sporo drużyn, które chcą grać w atrakcyjnym stylu. To mnie zdziwiło.
Chyba nie muszę pytać do której grupy twoim zdaniem należy Śląsk.
Tak, każdy wie w jakim stylu najczęściej gramy. Ale gwarantuję, że na pewno potrafimy też grać więcej z piłką przy nodze, konstruując akcje w ataku pozycyjnym. Staramy się to pokazywać jak najczęściej i wiem, że stać nas na więcej.
W Polsce nie ma wielu zawodników, którzy dysponują tak fantastyczną techniką, jak ty. Nie miałeś na początku problemów, żeby odnaleźć się w realiach ekstraklasy?
Myślę, że całkiem szybko wprowadziłem się do drużyny, nie miałem z tym większych problemów. Zdaję sobie sprawę, że technika to jeden z moich największych atutów i staram się go za każdym razem pokazywać na boisku. Cieszy mnie, że często przynosi to korzyści dla drużyny.
John Yeboah popisuje się pięknym uderzeniem i wyprowadza Śląsk Wrocław na dwubramkowe prowadzenie! Nie popisał się tym razem Tsitaishvili
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) February 26, 2023
Transmisja w CANAL+ PREMIUM i CANAL+ online: https://t.co/lEr7Gw5Q5g pic.twitter.com/do8jQEt75p
W niemieckim istnieje takie określenie, jak “Strassenkicker” [piłkarz uliczny - przyp. red.], które jest kojarzone z Lukasem Podolskim. Zgodzisz się, że to słowo dobrze opisuje także twój styl gry?
Oczywiście, jestem piłkarzem wychowanym na ulicy! Jako dziecko zawsze grałem na ulicy, tak jak Podolski. Utożsamiam się z tym określeniem i bardzo je lubię. Na pewno dobrze opisuje ono mój styl.
Fakt, że w ekstraklasie gra mistrz świata z reprezentacją Niemiec z 2014 roku miał jakiś wpływ na to, że zdecydowałeś się na transfer tutaj?
Nie, szczerze mówiąc o tym nie wiedziałem! Zdałem sobie z tego sprawę dopiero, gdy byłem już zawodnikiem Śląska. Zupełnie otwarcie przyznam, że nie interesowałem się wcześniej polską ligą. Rozmawiałem oczywiście z Dennisem Jastrzembskim, którego znałem z młodzieżowych reprezentacji Niemiec oraz z rywalizacji klubowej - ja grałem w Wolfsburgu, a Dennis w Hercie. Zawsze mieliśmy dobry kontakt. Opowiedział mi sporo na temat tego jak wygląda polska liga, jakie panują tutaj warunki. Miał duży wpływ na to, że zdecydowałem się na transfer do Śląska.
W kwestii Lukasa, to uważam, że to świetna sprawa, że zdecydował się na grę tutaj. W Niemczech jest bardzo szanowany, każdy docenia to, co osiągnął z reprezentacją. Rozmawiałem z nim chwilę po meczu, gdy graliśmy jesienią z Górnikiem i bardzo dobrze to wspominam.
W swojej karierze grałeś w Bundeslidze i Eredivisie. Jak ekstraklasa wypada na tle tych silnych lig europejskich?
W Polsce na pewno kładzie się większy nacisk na fizyczną grę. Poziom, na jakim drużyny operują piłką w Niemczech i Holandii jest wyższy, nie ma co ukrywać. Uważam jednak, że czołowe polskie drużyny poradziłyby sobie z grą w tych ligach, gdzie gra toczy się trochę szybciej.
W zeszłym sezonie byłeś na wypożyczeniu w MSV Duisburg, w 3. Bundeslidze. Transfer do Śląska to w twoim rozwoju krok w przód, w tył, czy może w bok?
Dla mnie osobiście to jest krok naprzód. Liczy się to, że znowu odnalazłem radość z gry w piłkę. Miałem ją także w Duisburgu, ale co ważne, we Wrocławiu udało mi się trochę oczyścić głowę. Wreszcie zacząłem regularnie strzelać gole, co mnie bardzo cieszy. Od dawna wiedziałem, że potrafię to robić, ale często brakowało mi szczęścia. Ciężko pracuję, żeby prezentować się jeszcze lepiej, złapać odpowiednią regularność i w każdym meczu dawać drużynie tak dużo, jak to możliwe.
Czyli czujesz, że jesteś teraz naprawdę ważną częścią drużyny? Każdy kto ogląda mecze Śląska widzi, jak wiele w grze zespołu zależy od ciebie.
Tak, oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że mam teraz mocną pozycję w drużynie. Ale ofensywa Śląska to nie tylko ja - to także Erik, Dennis, Caye czy Nahuel. Kiedy oni wszyscy dobrze funkcjonują w zespole, to wtedy ja również funkcjonuję jeszcze lepiej. Najważniejsze, żebyśmy dobrze wyglądali jako drużyna. Wiem, że samemu nie będę w stanie wygrać meczu. Skupiam się na swoich atutach i na tym, jak mogę je najlepiej wykorzystać, ale do wygrywania potrzebna jest dobra gra całej drużyny.
W porównaniu do jesieni można zauważyć zmianę, że obrońcy przeciwników zdążyli cię już dobrze poznać. Widzisz, że na boisku przywiązują więcej uwagi do pilnowania ciebie?
Zdecydowanie, czułem to wyraźnie w ostatnich meczach. W wielu sytuacjach można było zauważyć, że gdy byłem przy piłce, to atakowało mnie dwóch albo trzech rywali. Z jednej strony to dobrze, bo oznacza to, że rywale doceniają moje umiejętności i wiem, że zdążyłem się już pokazać w Polsce z dobrej strony. Z drugiej strony teraz mam trochę trudniej, ale nie martwi mnie to. Jestem do tego przyzwyczajony, działo się to także w drużynach juniorskich. Kiedy pracujemy jako drużyna i kryje mnie dwóch rywali, to znaczy, że ktoś inny pozostaje niekryty i musimy to wykorzystać.
Co twoim zdaniem jest powodem tak dużej nieregularności w waszej grze?
Myślę, że musimy bardziej uwierzyć w siebie, że potrafimy dobrze grać w piłkę. Wiem, że jesteśmy do tego zdolni. Było kilka meczów, w których zaczynaliśmy dominować, byliśmy przy piłce i na chwilę traciliśmy koncentrację, co kończyło się golem dla rywali. W takich momentach drużyna zaczyna wątpić w siebie i skupiać się na graniu długiej piłki zamiast kontrolować mecz. A takie zagrania nie zawsze będzie działać. W futbolu potrzebna jest kreatywność, jesteśmy w stanie pokazywać jej więcej.
Niewykorzystana szansa na zdobycie gola pod koniec pierwszej połowy w Łodzi śniła ci się po nocach?
Nie, spałem spokojnie. Rzecz jasna bolała mnie ta sytuacja, bardzo chcieliśmy wygrać, ale niewykorzystana okazja to nie jest nic specjalnego, mam świadomość, że w sporcie dzieją się takie rzeczy. Miałem już wiele przypadków w trakcie kariery, gdy coś takiego się działo. Zagrałem piłkę, oddałem strzał i nagle pojawił się tam jeszcze jeden obrońca. Czasem potrzebujesz po prostu szczęścia. Akcja z drugiej strony, ostatnia minuta, zamieszanie w naszym polu karnym i tracimy gola. To się zdarza najlepszym, nie możemy już tego zmienić. Nowy tydzień to nowa historia i nie powinniśmy długo rozpamiętywać tego, co się zdarzyło, tylko skupić się na pracy, żeby lepiej wypaść w kolejnym meczu.
Jaka była reakcja w szatni po meczu z Widzewem? Pytam, ponieważ z wypowiedzi trenera i kilku zawodników można było odczuć mocną frustrację.
Strata gola w ostatniej minucie zdarzyła się każdemu piłkarzowi i kluczowa jest reakcja w kolejnym meczu. Po prostu trzeba dalej skupić się na realizacji swoich celów. W niedzielę przyjeżdża do nas Lech Poznań, to będzie ważny mecz, w którym musimy być skoncentrowani do samego końca.
W tym sezonie też mieliśmy spotkania, w których strzelaliśmy gole w końcówkach i walczyliśmy do ostatnich sekund. Nieważne jaki jest wynik, kluczowa jest po prostu koncentracja do ostatniego gwizdka sędziego i w ten sposób osiągniesz swój cel. Jeśli w niedzielę zagramy na odpowiednim poziomie, to jesteśmy w stanie wywalczyć dobry wynik. W tym sezonie już dwa razy wygraliśmy z Lechem, więc nie jest to rywal, na widok którego myślimy sobie “O Boże, jak my mamy z nimi wygrać?” Możemy wygrać z każdym, ale do tego potrzebna jest odwaga, wiara i praca całego zespołu. Jesteśmy odpowiednio przygotowani, nie mam co do tego wątpliwości.
Uważasz, że potencjał drużyny jest większy, niż wskazywałaby na to zdobycz punktowa?
Zdecydowanie, mamy wielu zawodników, którzy indywidualnie są na wysokim poziomie, ale musimy cały czas pracować nad tym, żeby lepiej funkcjonować jako drużyna. Zachowanie 100% koncentracji w każdym momencie, komunikacja na boisku - tego nam moim zdaniem brakuje. To ważne detale, które tworzą całość. Trochę nam jeszcze brakuje, ale to przyjdzie z czasem. Nasza sytuacja nie jest taka zła, walczymy w lidze, cały czas jesteśmy w grze w pucharze. W najbliższą środę gramy w ćwierćfinale i ten mecz będzie dla nas bardzo ważny. Jestem pozytywnie nastawiony i naprawdę wierzę w tę drużynę.
Zgodzisz się, że Śląskowi gra się łatwiej przeciwko faworyzowanym rywalom, którzy chcą dominować?
To oczywiste, że zdobyliśmy sporo punktów w meczach z drużynami z górnej części tabeli. Wtedy możemy skupić się na defensywie i kontrataku, ale powtórzę - uważam, że możemy też wygrywać grając więcej piłką. Także przeciwko najlepszym drużynom w lidze. Najbliższa okazja do tego już w niedzielę.
Indywidualnie musisz być jednak zadowolony z tego sezonu.
Jestem zadowolony, ale cały czas wiem, że nie pokazałem wszystkiego, co potrafię. Mam w głowie swoje cele, których nie chcę jednak zdradzać, ale pracuję nad nimi. Czuję dumę z tego, co osiągnąłem dotychczas w tym sezonie, również przez to, że w ostatnich latach miałem dużo problemów. To był dla mnie ciężki czas zarówno w życiu piłkarskim, jak i prywatnym. Teraz czuję, że wszystko idzie w dobrą stronę.
Co wyróżnia Ivana Djurdjevicia na tle innych trenerów, z którymi pracowałeś?
Jest na pewno bardzo otwarty. W Duisburgu miałem podobnego trenera, który również dawał mi na boisku dużo swobody. Trener Djurdjević wierzy we mnie i wie, że jestem w stanie być liderem tej drużyny. Bardzo to doceniam, bo zaufanie od szkoleniowca to rzecz, której bardzo potrzebuję jako piłkarz. Jestem szczęśliwy i wdzięczny z tego powodu.
Pobyt w ekstraklasie traktujesz jako przystanek przed powrotem do silnej ligi na zachodzie Europy?
Jakby to powiedzieć… Myślę, że to marzenie każdego, żeby grać w najlepszych klubach i najlepszych ligach. Ale teraz się na tym nie skupiam. Moja uwaga jest w pełni poświęcona miejscu, w którym się obecnie znajduję. W życiu wszystko może się zdarzyć. Moim celem jest troszczyć się o moją rodzinę i grać w piłkę najlepiej jak potrafię. Teraz chcę osiągnąć jak najwięcej dla Śląska, a czas pokaże co przyniesie przyszłość.
Zimą miałeś już oferty transferowe od zagranicznych klubów?
Nie, nic mi o tym nie wiadomo. Trzeba raczej zapytać mojego agenta, ale nie było możliwości żebym zmienił klub, bo wiedziałem, że chcę rozegrać cały sezon w Śląsku. Nawet o tym nie myślałem i nie wiem czy ktoś się kontaktował. Moje cele związane są ze Śląskiem.
Chwilę przed tobą grał w ekstraklasie Yaw Yeboah, który w debiutanckim sezonie w Wiśle Kraków strzelił pięć goli i po półtorej roku gry w Wiśle Kraków odszedł do MLS. Licząc ligę i puchary ty masz już osiem goli, więc idzie ci całkiem nieźle w rywalizacji o miano najlepszego Yeboaha w Polsce! (śmiech)
Nie wiedziałem o tym! (śmiech)
W młodzieżowych drużynach Wolfsburga zawsze byłeś wyróżniającą się postacią, ale w Bundeslidze zagrałeś tylko dwa mecze. Miałeś problemy z wejściem w dorosły futbol?
Nie, nie uważam tak. Mecze, które zagrałem w Wolfsburgu były w mojej opinii bardzo dobre. Szczególnie drugi mecz w Hanowerze, w którym zagrałem całą drugą połowę. Niestety nie dostałem kolejnej szansy, chociaż zawsze dawałem z siebie wszystko na treningach. To była decyzja trenera i niedługo potem musiałem zmienić klub. Tak to funkcjonuje w piłce nożnej, że młodzi zawodnicy muszą dostać zaufanie od szkoleniowca. Jeśli tego nie ma, to nie ma możliwości, żeby się przebić i zadomowić w mocnej drużynie.
Gdyby w pewnym momencie nie postawiono na Jamala Musialę w Bayernie, to też nie byłby w tym miejscu, w którym jest. Jestem przekonany o swojej jakości i wiem, że mogę osiągnąć naprawdę wiele. Wtedy w Wolfsburgu było też sporo innych młodych zawodników i tak się życie potoczyło, nie zmienię już tego. Skupiam się na sobie i na tym, żeby każdego dnia być lepszym piłkarzem i dawać więcej drużynie. Kocham piłkę nożną ponad wszystko i to mnie motywuje.
Dobrze rozumiem, że byłeś trochę zaskoczony, że Bruno Labbadia nie dał ci kolejnej szansy w Wolfsburgu?
Moim zdaniem to nie zależało tylko od Bruno Labbadii. Miałem z nim dobry kontakt i myślę, że to była decyzja, na którą mieli wpływ również inni ludzie pracujący w klubie.
W Niemczech trenuje się dużo intensywniej, niż w Polsce?
Zdecydowanie! W Niemczech intensywność treningu jest na ogromnym poziomie. U Bruno Labbadii tak właśnie było, czasem to było aż chore! (śmiech) Naprawdę, w Bundeslidze treningi są bardzo intensywne i na boisku musisz myśleć bardzo szybko. Ale to było przyjemne, bo czuło się, że gra się na wysokim poziomie.
Czyli czujesz, że wszystko na boisku dzieje się tam szybciej, niż w ekstraklasie?
Tak, różnica jest zauważalna. Ja byłem zawodnikiem Wolfsburga, który jest oczywiście mocnym klubem, ale mogę sobie tylko wyobrazić jak wyglądają treningi w Bayernie czy Dortmundzie. U nas już było bardzo szybko, a tam zapewne wygląda to jeszcze lepiej. Rozmawiałem o tym z Dennisem, który grał w Hercie i on uważa tak samo.
W trakcie meczów również zauważasz, że masz w Polsce więcej miejsca na boisku?
Więcej miejsca i więcej czasu, na pewno. Ale nie chcę być źle zrozumiany, w Polsce intensywność również jest na wysokim poziomie. Nie da się jednak ukryć, że czuć różnicę w porównaniu do Bundesligi.
W twojej karierze byłeś kilka razy na wypożyczeniach w Holandii. Częsta zmiana klubów na pewno nie pomagała ci w tym, żeby ustabilizować formę.
Masz rację, to nie było dla mnie dobre. Nie potrafiłem znaleźć swojego miejsca w Holandii, nie czułem się tam dobrze. Powrót do Niemiec, do Duisburga, to było jedyne wypożyczenie, które było korzystne dla mojego rozwoju. Tam na nowo złapałem radość z gry w piłkę. W Holandii tak nie było, uważam, że te wypożyczenia mi nie pomogły. Duisburg i Śląsk to były dwie dobre decyzje. Dlatego rok 2022 był dla mnie tak udany, bo nareszcie poczułem, że moja kariera zmierza w dobrym kierunku po bardzo trudnym czasie w poprzednich latach. Nareszcie udało mi się wrócić na dobry tor i teraz robię wszystko, żeby na nim pozostać.
Co było innego w Holandii, że nie odnalazłeś się tam?
Trudno powiedzieć, ale doświadczenie pobytu nie było dla mnie pozytywne. Gdybym mógł cofnąć czas, to drugi raz bym się nie zdecydował na wypożyczenie w tym kierunku, tylko zostałbym w Niemczech, albo kto wie, szybciej trafił do Śląska! Po prostu takie jest życie, trzeba podejmować ważne decyzje, które nie zawsze okazują się dla ciebie dobre, ale nie można się poddawać. Cieszę się, że po kilku nieudanych krokach, znalazłem swoje miejsce najpierw w Duisburgu, a teraz w Śląsku. To dla mnie ważne, żeby znaleźć się w odpowiednim środowisku, które stworzy mi warunki do rozwoju. Ludzie we Wrocławiu od początku mi zaufali, za co jestem bardzo wdzięczny.
Oglądałeś czwartkowy mecz Lecha w Lidze Konferencji?
Nie oglądałem, ale śledziłem wynik na telefonie!
Jest szansa, że do Wrocławia przyjadą trochę zmęczeni. (śmiech)
Tak może być! (śmiech) Nie pamiętam czy to była liga czy puchar, ale na pewno oglądałem w tym sezonie mecz Lecha, który grali tuż po Lidze Konferencji i można było zauważyć, że od 60. minuty byli już mocno zmęczeni. To może nam pomóc. Bardzo się cieszę na ten mecz, to będzie dobre widowisko. W tym roku dwa razy już z nimi wygraliśmy, więc jest szansa na skompletowanie hattricka. Pucharowy mecz w Poznaniu to jak na razie mój najlepszy występ w Śląsku.
Czego potrzebuje Śląsk Wrocław, żeby w niedzielę wygrać z mistrzem Polski?
Na pewno koncentracji od pierwszego do ostatniego gwizdka sędziego i ciężkiej pracy na boisku, tak jak to zawsze robimy. Wykorzystania sytuacji bramkowych, które na pewno się pojawią. Po prostu musimy pokazać swoją jakość. W naszym domu, przy wsparciu kibiców, jesteśmy do tego zdolni i gwarantuję, że damy z siebie wszystko!
ROZMAWIAŁ JAN MICYGIEWICZ
Yohn Yeboah ze @SlaskWroclawPl wybrany najlepszym piłkarzem 22. kolejki @_Ekstraklasa_!
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) February 27, 2023
Oglądaj PKO BP Ekstraklasę w CANAL+ online: https://t.co/cjXnBgkuOv pic.twitter.com/GmIxqWr5Se