Zdarzyło się wczoraj: Powrót legendy
fot.: slaskwroclaw.pl
Rzadko zdarza się, żeby jeden zawodnik aż trzykrotnie wracał do klubu. Tak było jednak w przypadku Śląska Wrocław i Roberta Picha. Dokładnie sześć lat temu Słowak powrócił do Wrocławia po występach w FC Kaiserslautern. Zapraszamy na historię słowackiej legendy.
12 stycznia 2017 roku, po tygodniach plotek i spekulacji, w końcu kibice usłyszeli upragnioną informację: Robert Pich ,,nowym" zawodnikiem Śląska. Słowak związał się z klubem kontraktem, który miał obowiązywać do końca czerwca 2018 roku, jednak jak wiemy, został we Wrocławiu 4 lata dłużej.
- Opcji było więcej, ale kiedy ktoś się kontaktował, zawsze miałem Śląsk jako klub w którym czuję się dobrze i do którego chciałbym kiedyś wrócić. Porównywałem co jest dla mnie najbardziej odpowiednie i w moim przekonaniu nie było klubu, który byłby dla mnie lepszy. Kiedy myślałem nad innymi ofertami pod względem klubu, miasta, życia, Wrocław zawsze był na pierwszym miejscu
- powiedział Robert Pich na konferencji prasowej tuż po podpisaniu kontraktu.
POWRÓT PRZEZ DUŻE P
Mimo tego, że Śląsk rozczarowywał i aż do pamiętnego meczu z Ruchem Chorzów (6:0) był uważany za poważnego kandydata do spadku, nie zawodził Pich. Słowak w 17 meczach zdobył siedem goli i zanotował jedną asystę. Premierową bramkę po powrocie ,,Robo" zdobył już w pierwszym wiosennym spotkaniu z Wisłą Płock. W 82. minucie spotkania Pich otrzymał świetne podanie od Ryoty Morioki i tak podkręcił piłkę, że stojący na bramce Seweryn Kiełpin mógł jedynie odprowadzić piłkę wzrokiem. Gol Picha nie dał jednak Trójkolorowym 3 punktów, w 94. minucie do remisu doprowadził bowiem Jose Kante. Dobre występy Picha zostały niestety przyćmione przez słabą grę innych zawodników. Świetnym przykładem może być mecz z Piastem, który wrocławianie przegrali 3:4, a Słowak w tym meczu zdobył dwie bramki. Jednak kibicom najbardziej w pamięci zapadnie żenujący występ Lubosa Kamenara oraz Gerard Badia, który skompletował hat-tricka.
W KAŻDYM SEZONIE SOLIDNE STATYSTYKI
Przez sześć sezonów Słowacki skrzydłowy z dumą reprezentował zielono-biało-czerwone barwy. Trzeba uczciwie przyznać, że mimo tego, że Pich grał w kratkę, na koniec każdego sezonu notował solidne liczby. Tak prezentuje się statystyka goli i asyst w każdym sezonie po powrocie do WKS-u:
_63bdd9eb68d65.jpg?fbclid=IwAR3hAkhUcG7gElVMw39HdtHW6wEC3AquZVcdgLtdzANLdMyTT6p0JM2W3Hk)
Były mecze, w których Pich był niewidoczny, czy nawet irytował, ale były również takie, w których niczym Napoleon pod Austerlitz prowadził Trójkolorowych do zwycięstwa. Zawsze uśmiechnięty, sympatyczny Słowak dał się lubić. Żal tylko, że trafił do Śląska w okresie, w którym klub co roku walczył o utrzymanie, z dwoma wyjątkami...
PICH W EUROPIE
Tuż przed pierwszym odejściem ze Śląska w 2015 roku, Pich wystąpił w 4 meczach eliminacji do Ligi Europy. W pierwszym meczu z NK Celje Słowak strzelił gola, który dał ważne wyjazdowe zwycięstwo, a w rewanżowym spotkaniu we Wrocławiu zanotował dwie asysty. Niestety, w następnej rundzie zespół prowadzony przez Tadeusza Pawłowskiego trafił na IFK Göteborg i w kiepskim stylu pożegnał się z grą w Europie, do której powrócił dopiero sześć lat później.
,,To nie czary, Wrocław ma puchary!" - skandowali kibice po kończącym sezon 2020/21 meczu ze Stalą Mielec (1:1). Wyniki wszystkich spotkań ostatniej kolejki ułożyły się tak, że to wrocławianie zajęli 4 miejsce i otrzymali prawo reprezentowania Polski w eliminacjach do Ligi Konferencji. Mało kto spodziewał się wtedy, że w tych sześciu meczach, które rozegrają Trójkolorowi, będziemy światkami tzw. ,,Last Dance'u" słowackiego skrzydłowego. Pięć goli i jedna asysta w sześciu meczach eliminacji, a do tego 2 gole w lidze. Nigdy później nie widzieliśmy już tak świetnie grającego popularnego ,,Robo". Po smutnym rewanżowym meczu z Hapoelem (0:4) Pich, jak i cała drużyna zdecydowanie obniżyła loty i na koniec sezonu utrzymała się tylko i wyłącznie dzięki jeszcze gorzej grającej Wiśle Kraków.
W ostatnim meczu sezonu 2021/22 ,,utrzymany" Śląsk przegrał z Górnikiem Zabrze (3:4) i na pożegnaniu Słowaka i pozostałych czterech zawodników opuszczających klub, mało który kibic pozostał na trybunach. Robert Pich na pewno zasługiwał swoją grą, przywiązaniem do klubu i tym, kim był dla Śląska na zdecydowanie lepsze pożegnanie, ale niestety takowego się nie doczekał. Najskuteczniejszy obcokrajowiec w historii Śląska Wrocław miał wtedy biegać po wrocławskim stadionie po raz ostatni, tak się jednak nie stało...
CZARNA ELKA
- Chciałbym jeszcze z dwa lata grać, zobaczymy jakie będą oferty, bo nie jestem teraz w stanie powiedzieć, nie mam nic konkretnego
- odpowiedział na pytanie o swoją przyszłość Pich w wywiadzie udzielonym naszemu portalowi tuż po zakończeniu zeszłego sezonu.
- Jeśli nadarzy się taka okazja, to nie mam z tym problemu. W Polsce czuję się dobrze i jeśli pojawi się oferta dobra dla mnie i dla mojej rodziny, to możemy zostać w Polsce, a jeśli nie, to też nie mam problemu, żeby iść za granicę i spróbować gdzieś indziej.
- dodał Słowak zapytany o możliwość kontynuacji kariery w Polsce.
Legenda Śląska nie musiała długo czekać na ofertę, już 21 czerwca Pich podpisał kontrakt z ówczesnym mistrzem Polski, Legią Warszawa.
(fot. Legia.com)
Mimo tego, że Pich w Legii występuje dopiero pół roku, raczej nie zostanie faworytem kibiców. Słowak wchodzi głównie na końcówki spotkań, a w 13 spotkaniach nie udało mu się strzelić żadnego gola; zaliczył tylko jedną asystę. W ostatnim meczu rundy jesiennej warszawska Legia zawitała do Wrocławia. Pich pojawił się na boisku w 93. minucie i został przywitany... głośnymi gwizdami. Gwizdy mogliśmy usłyszeć za każdym razem, gdy przy piłce znajdował się słowacki zawodnik.
LEGENDA
Mimo dołączenia do jednego z najmniej lubianych klubów z perspektywy kibica Śląska, Robert Pich swoją grą zapisał się w na zawsze w historii WKS-u. Piłkarz w spędził we Wrocławiu dziewięć sezonów, podczas których był trenowany przez siedmiu trenerów, a dla Wojskowych rozegrał 273 mecze, strzelił 59 goli i zanotował 41 asyst. Bez Picha prawdopodobnie nie byłoby również pucharowych emocji w lecie 2021 roku. Gdyby nie akcja z ostatniej akcji meczu przeciwko Podbeskidziu (4:3), Śląskowi mogło zabraknąć punków do zajęcia czwartego miejsca. Pozostaje nadzieja, że w przyszłości znajdzie się miejsce w muzeum Śląska dla tego legendarnego piłkarza.