Żukowski wrócił do Wrocławia i zadebiutował w reprezentacji. Zadedykował go Jackowi Magierze
fot.: Mateusz Porzucek
Mecz Polska - Ukraina dla wrocławskich kibiców zapewne był wyjątkowy z dwóch powodów. Spotkanie odbyło się na Tarczyński Arenie, a po raz pierwszy z orzełkiem na piersi wystąpił były piłkarz Śląska, Mateusz Żukowski. Napastnik odszedł latem do Magdeburga, gdzie ma za sobą bardzo udany sezon. "Ten debiut dedykuję Jackowi Magierze" - powiedział po meczu zawodnik.
Po czterech latach stadion Tarczyński Arena znów stał się biało-czerwony. Mecz towarzyski z Ukrainą (0:2) był 14. spotkaniem naszej kadry narodowej we Wrocławiu. Choć po końcowym gwizdku humory wśród kibiców raczej nie dopisywały, to lokalni fani mogli uśmiechnąć się z powodu debiutu Mateusza Żukowskiego, byłego zawodnika Śląska. Napastnik na powołanie od Jana Urbana zasłużył sobie bardzo dobrym sezonem w 2. Bundeslidze, który zakończył jako drugi najlepszy strzelec ligi.
- Szukamy bramkostrzelnych napastników. Wiemy, że Robert Lewandowski jest bliżej końca w reprezentacji, więc chcę wykorzystać w ten sposób dwa mecze sparingowe, żeby zobaczyć Czubaka i Żukowskiego z bliska
- mówił Jan Urban przed zgrupowaniem polskiej kadry.
I to właśnie Mateusz Żukowski w meczu z Ukrainą zmienił w przerwie kapitana reprezentacji Polski, Roberta Lewandowskiego. Tym samym 24-latek otrzymał całą drugą połowę od selekcjonera kadry i po raz pierwszy zagrał z orzełkiem na piersi. Chwilę po wznowieniu gry piłkarz miał pierwszą okazję na trafienie, jego strzał z pola karnego został jednak zablokowany. Dodatkowo w 72. i 87. minucie jego uderzenia były niecelne.
- Był stresik, ale pozytywny. Chciałem pomóc, miałem sytuacje, ale nie zamieniłem ich na bramki. Debiut mógł być bardziej owocny, ale cieszę się, że do niego doszło. Gra z orzełkiem na piersi to jest duma. Każdy, kto gra, od małego o tym marzy i moje marzenie się spełniło. Chcę więcej i starał się przekonywać trenera do siebie
- powiedział po meczu napastnik.
Nowe otoczenie dużo mu pomogło
Dla Mateusza Żukowskiego Wrocław jest szczególnym miastem, bo tu spędził dwa lata swojej kariery. Do Śląska trafił przed startem wicemistrzowskiego sezonu 2023/24. W Trójkolorowych barwach miał okazję zagrać na skrzydle, w ataku, a nawet na prawej obronie/wahadle. Łącznie dla drużyny Wojskowych rozegrał 66 spotkań, w których zdobył trzy bramki i sześć razy asystował przy trafieniu kolegów. Liczby może nie powalały na kolana, ale latem 2025 roku zainteresowanie zawodnikiem wykazywał niemiecki Magdeburg. Początkową ofertę wrocławianie odrzucili, a później już w 1. kolejce nowego sezonu 24-latek doznał złamania kości śródstopia. To jednak nie stłamsiło starań niebiesko-białych, którzy dopięli swego i wykupili gracza ze Śląska Wrocław.
Ze względu na kontuzję Żukowski na swój debiut w Magdeburgu musiał poczekać do końcówki listopada. W spotkaniu z Fortuną Dusseldorf do siatki nie trafił, ale później już jego worek z bramkami się rozwiązał i to aż tak, że w 21 meczach 2. Bundesligi strzelił aż 17 goli. 24-latek raz popisał się hat-trickiem, do tego dołożył jeszcze m.in. cztery dublety. Praktycznie od pierwszego wejścia na boisko stał się gwiazdą i liderem swojego zespołu, który utrzymał się na zapleczu niemieckiej ekstraklasy. - Moja kariera idzie ku górze i oby tak dalej - mówi Mateusz Żukowski, mający duże powody do radości. Po takim sezonie raczej nie powinien narzekać na brak ofert ze strony innych klubów.
Trener, który zawsze w niego wierzył. Dedykacja dla Jacka Magiery
Przygoda Mateusza Żukowskiego w Śląsku nie była usłana różami. Piłkarz miewał lepsze i gorsze momenty we Wrocławiu, ale cały czas mógł liczyć na wsparcie ze strony trenera, Jacka Magiery. Szkoleniowiec wielokrotnie podkreślał w różnych wywiadach i konferencjach prasowych, że w 24-latku tkwi duży i wciąż niewykorzystany potencjał. Nie skreślał go, tylko cały czas powtarzał, że będzie z nim pracować i szukać tzw. "klucza", by go w pełni odblokować.
- W żadnym wypadku go nie skreślam. Poświęcę mu dużo czasu. Szukam klucza. Będzie miał wsparcie z mojej strony. (...) Jeżeli Mateusz w meczach zacznie wyglądać tak jak na treningach, to będziemy mieli zawodnika na poziomie reprezentacji Polski
- mówił Magiera.
Słowa te spełniły się, bo Żukowski złapał formę w ostatnim sezonie i doczekał się debiutu w reprezentacji. Nic dziwnego, że piłkarz zadedykował go właśnie osobie, która w ostatnich latach najmocniej w niego wierzyła i dawała wsparcie.
- Nie jest mi łatwo, że trenera Jacka tutaj nie ma i ubolewam z tego powodu, bo był dla mnie jak piłkarski ojciec. Gdy byłem w momencie słabym, na dole, to on na mnie spojrzał i mi zaufał. Wiele mu zawdzięczam i jemu dedykuję ten debiut
- powiedział po meczu napastnik.
24-latek po końcowym gwizdku podarował również swoją koszulkę Pani Magdalenie Magierze, wdowie po śp. Jacku Magierze. To gest, który wiele mówi na temat relacji zawodnika ze szkoleniowcem.
🥹 👕 Mateusz Żukowski tuż po swoim pierwszym meczu w reprezentacji Polski podszedł do trybun i ODDAŁ SWOJĄ KOSZULKĘ WDOWIE PO ŚP. JACKU MAGIERZE!
— Newsy.Sportu (@Newsy_Sportu) 1 czerwca 2026
Napastnik wiele razy podkreśla, że Jacek Magiera bardzo mu pomagał w Śląsku Wrocław i nawet nazywa go swoim piłkarskim ojcem... 👏… pic.twitter.com/a4FRECjck8
Kolejna okazja na występ Żukowskiego oraz oczywiście pozostałych reprezentantów już w środę. Polska na Stadionie Narodowym zmierzy się z Nigerią. Początek meczu o godzinie 20:45.
