Partnerki piłkarzy: Barbara Tamas-Szabo
fot.: Instagram
Czas na drugą odsłonę cyklu “Partnerki piłkarzy". Tym razem porozmawialiśmy nie tylko o piłce nożnej i tego jak wpływa na codzienność, ale też o siatkówce, bo żona Marka Tamasa jest zawodową siatkarką i tuż przed niedawnym przylotem do Wrocławia świętowała ze swoim klubem awans do najwyższej klasy rozgrywkowej. Poznajcie Barbarę Tamas-Szabo! Jeśli checie wrócić do rozmowy z Aleksandrą Łobodą, partnerką Przemysława Płachety, można to zrobić TUTAJ.
Lubi pani piłkę nożną?
Lubię oglądać mecze Marka, zawsze mu kibicuję. Szczerze - innych spotkań praktycznie nie oglądam.
Ale na dwóch ostatnich domowych meczach Śląska panią widziałem.
Tak, byłam na stadionie z naszą 1,5-roczną córeczką. Jeśli tylko mogę, zawsze staram się być na meczach Marka. Myślę, że do końca sezonu będę na każdym domowym spotkaniu.
Jak to jest być żoną piłkarza?
Na pewno styl życia zawodowego sportowca jest inny od takiego standardowego, ale w związku z tym, że ja też zawodowo uprawiam sport, jest mi łatwiej do tego przywyknąć. Dla mnie to nie jest problem, żeby dopasować się np. do treningów Marka, rozumiem, że musi czasami trenować dwa razy dziennie i nie ma go długo w domu. Rozumiem też, że czasami Mark potrzebuje odpoczynku, nie tylko takiego fizycznego, ale też mentalnego.
Czyli fakt, że oboje jesteście sportowcami w jakimś sensie jest ułatwieniem. Ale pewnie czasami jest to uciążliwe.
Oczywiście czasami mamy trudne chwile, bo kiedy mamy dużo meczów, to bywa, że tylko mijamy się w domu. Szczególnie uciążliwe są mecze wyjazdowe, ale na takie życie się zdecydowaliśmy, oboje kochamy to, co robimy. Są takie okresy, kiedy oboje mamy np. treningi dwa razy dziennie, musimy wtedy organizować opiekę dla dziecka praktycznie całodzienną, od rana do wieczora. To są oczywiście problemy, które dotykają też inne osoby, które wykonują inne zawody, ale jednak warto o tym wspomnieć.
Jakie są pozytywy bycia żoną piłkarza?
Dobre, ale trudne pytanie, bo dla mnie fakt, że mój mąż jest piłkarzem, nie ma żadnego znaczenia. Mógłby być prawnikiem, fryzjerem czy kimkolwiek innym. Dla mnie najważniejsza jest możliwość odczuwania dumy z dokonań mojego męża, niezależnie czym zawodowo się zajmuje.
O negatywach już trochę pani powiedziała, chciałaby pani coś dodać?
Nie ma jakichś takich rzeczy, przez które nie mogę w nocy spać i powodują u mnie wielkie nerwy. Mogę powtórzyć, podkreślić, że niestety mamy dla siebie bardzo mało czasu, który moglibyśmy spędzać razem. “Normalna” rodzina może np. gdzieś wyjechać na weekend, my w tym czasie gramy mecze, a jak są to wyjazdy, to w dodatku nie widzimy się przez dłuższy czas. Mamy też problemy z zaplanowaniem wakacji, nie zawsze mamy przerwę w rozgrywkach w tym samym czasie.
Kto ma większy wpływ na transfery Marka - pani czy mąż?
Ja zdecydowanie nie znam się na piłce nożnej, czy to jest dobry klub, czy zły. Tutaj decydujący głos ma oczywiście Mark, to jest jego kariera i to są jego decyzje. Mogę ewentualnie z mężem porozmawiać o tym, jaki będzie wpływ jego wyboru na naszą rodzinę, czy to dla nas wszystkich będzie dobry krok. Wrocław od początku wydawał się dobrym miejscem, dlatego nie mieliśmy wątpliwości, czy Mark powinien się tutaj przenieść.
Ze względu na pandemię, pani i córka nie widziałyście się z Markiem przez prawie 4 miesiące. To musiało być trudne doświadczenie.
Pierwsze tygodnie, kiedy jeszcze nasze siatkarskie rozgrywki trwały, nie było najgorzej. Grałyśmy sporo spotkań i miałam naprawdę mało wolnego czasu. Ale później było mi ciężko, odkąd jesteśmy ze sobą, to była nasza najdłuższa rozłąka. Co prawda widzieliśmy się często przez Internet, ale to zupełnie co innego. Tym bardziej, że mamy małą córeczkę, która teraz ma 1,5 roku. Na szczęście pozostała część naszej rodziny mnie wspierała, pomagała. Nie byłyśmy z córką całkiem same.
Od kilku tygodni jesteście już z powrotem razem, przyleciała pani z córką do Wrocławia. Jak się pani podoba w Polsce?
Pierwsze wrażenie jest bardzo pozytywne. Staram się poznawać Wrocław, na razie nie miałam na to jakoś bardzo dużo czasu. Ale to, co zobaczyłam, bardzo mi się spodobało, macie piękny rynek, można tam miło spędzić czas. Nad rzeką też jest kilka ciekawych miejsc. Lubimy też z całą rodziną spędzać czas w parkach, bo oprócz córki mamy też dwa psy (śmiech). Jak będziemy mieli taką możliwość, chcielibyśmy zwiedzić też inne miejsca w Polsce. Na pewno pozytywny jest też fakt, że mam dobre relacje z partnerkami Israela Puerto, Guillermo Cotugno czy Erika Exposito, spędzamy trochę czasu razem, pomagamy sobie wzajemnie.
A język polski przypadł pani do gustu?
(śmiech) Zdecydowanie nie, podobnie jak wy, Polacy, nie lubicie węgierskiego (śmiech). Dla mnie język polski jest jednym z najdziwniejszych i najtrudniejszych. Ale na pewno będę próbowała się go uczyć, już zrobiłam pierwsze kroki w tym kierunku.
Jest pani zawodową siatkarką, aktualnie bez klubu. Wiele osób prosiło mnie, żebym zapytał, czy jest szansa na pani grę w Volley Wrocław?
Chciałabym grać dla Wrocławia i zrobiłam pierwszy krok w tym kierunku - poprosiłam o informację od klubu, w jakich dniach i godzinach trenują, bo muszę to dopasować do konieczności zapewnienia opieki nad naszą córką. Na razie nic więcej się nie zadziało, także żadnych konkretów w tym temacie nie jestem w stanie przedstawić.
Były już jakieś rozmowy z klubem?
Nie, jeszcze nie. Przyjechałam do Polski tuż po zakończeniu sezonu na Węgrzech w barwach DVTK-FUX, potrzebowałam krótkiego odpoczynku, teraz mogę zacząć myśleć o nowym klubie.
W jakich klubach do tej pory pani występowała? Na jakim poziomie rozgrywkowym?
Przez większość kariery występowałam w najwyższej lidze na Węgrzech, zaliczyłam w niej dwa kluby, ale kiedy poznałam Marka i zdecydowaliśmy się na wspólne życie, postanowiłam zamieszkać i grać w mieście Miszkolc, gdzie swoją siedzibę miał zespół Marka, czyli Diósgyőri VTK. Ten sam klub założył całkowicie nową sekcję żeńskiej siatkówki. Dziewczyny co roku zdobywały awanse i kiedy ja tam przeszłam, byłyśmy już na zapleczu pierwszej ligi. W zakończonym kilka tygodni temu sezonie zdobyłyśmy pierwsze miejsce i awansowałyśmy.
Czyli specjalnie dla Marka zrezygnowała pani z gry w pierwszej lidze?
Tak, zależało mi, żebyśmy nie musieli tworzyć związku na odległość, chciałam być blisko Marka. To był mój świadomy wybór, postawiłam życie prywatne wyżej od życia zawodowego. Miłość do Marka wygrała (śmiech).
Widziałem, że była pani nawet powoływana do reprezentacji.
Tak, byłam powoływana, ale w oficjalnym spotkaniu nie zadebiutowałam. Kiedy przeszłam do klubu z niższej ligi, przestałam dostawać nawet te powołania.
Jeśli nie uda się dogadać z Volley - wróci pani na Węgry, czy poszuka pani dla siebie klubu w Polsce?
Nie chcę wracać, nasze ostatnie 4-miesięczne rozstanie przez koronawirusa mi wystarczyło. Jestem otwarta na propozycje z polskich klubów.
Można jakoś porównać popularność piłki nożnej do siatkówki na Węgrzech?
Piłka nożna u nas to zdecydowanie sport numer jeden, ale siatkówka, zarówno ligowa jak i reprezentacyjna, w ostatnich latach też dobrze się rozwija. W efekcie nasz kraj był w ubiegłym roku współgospodarzem kobiecych mistrzostw Europy. Mam nadzieję, że uda mi się pokazać w Polsce dobrą siatkówkę.
kliknij w zdjęcie, by otworzyć galerię
