Łuczak: Jako wychowanek liczyłem na zwykłe ''dziękuję''
fot.: ŚLASKnet
Daniel Łuczak w młodzieżowych drużynach Śląska od kategorii orlika zaliczył niezliczoną liczbę występów i bramek. W wieku 17 lat trafił do trzecioligowej wówczas drużyny rezerw. Dla Śląska II Wrocław rozegrał łącznie 69 meczów, strzelając 15 goli. Został włączony do kadry pierwszego zespołu, dla którego wystąpił w ekstraklasie w 14 spotkaniach i zdobył jedną bramkę. Dziś reprezentuje barwy Sokoła Ostróda, czyli najbliższego rywala rezerw Śląska w rozgrywkach drugiej ligi. Z tej okazji przeprowadziliśmy z wychowankiem Śląska krótką rozmowę.
Granie na ul. Oporowskiej, ale nie w barwach Śląska, na pewno byłoby dla ciebie nietypowym doświadczeniem. Dlaczego do tego nie dojdzie?
Niestety aktualnie jestem kontuzjowany. W meczu z Błękitnymi Stargard sprzed dwóch tygodni zostałem kopnięty w łydkę, pojawił się spory krwiak. Dograłem do przerwy i teraz jestem w trakcie leczenia. Żałuję, bo na razie nie łapie w Sokole tylu minut, ile bym chciał. Poza tym stadion przy Oporowskiej to dla mnie wyjątkowe miejsce, więc szkoda, że opuszczę ten mecz.
Dołączyłeś do Sokoła Ostróda przed tym sezonem. Jak oceniasz potencjał tego zespołu?
Przede wszystkim mamy tu bardzo dobre warunki do treningu, 3 świetnie przygotowane boiska, wszystko na miejscu, także nic tylko ciężko pracować. Drużyna jest mocna, ale jeszcze musimy ustabilizować formę. Mamy młodą drużynę, choć jest też chociażby bardzo doświadczony Rafał Siemaszko. W tej lidze, z tego co widzę, każdy może wygrać z każdym, więc trzeba być maksymalnie skupionym na każdym meczu.
W drużynie Śląsk II Wrocław rozegrałeś niemal 70 meczów, więc doskonale znasz realia funkcjonowania drugiej drużyny. Czego się spodziewasz po chłopakach z rezerw w drugiej lidze?
Tak myślałem, że początek będą mieli trudny, zanim się zaadoptują do ligi. Choć ta trzecia ligi to też już nie jest niski poziom, były tam naprawdę dobre drużyny, więc to nie jest jakiś ogromny przeskok. Myślę, że gdyby w zeszłym sezonie liga była dograna do końca to Śląsk miałby duże problemy by awansować. Udało im się to i na pewno fajnie, że wywalczyli awans i mają możliwość ogrywania się na poziomie drugiej ligi. Jeśli chodzi o niedzielny mecz to wiadomo, że tu też dużo zależy od „spadów” z pierwszej drużyny. My gramy w niedzielę, także paru zawodników z ekstraklasy może zejść do rezerw. Mimo to uważam, że jesteśmy w stanie wywieźć z Wrocławia trzy punkty.
Jak to się stało, że po sezonie 2018/19, w którym łapałeś minuty w ekstraklasie, dwa razy wyszedłeś w pierwszym składzie, trafiłeś do czwartoligowej Polonii Trzebnica?
Trudno mi wskazać jedną przyczynę, to był dla mnie trudny okres. Po tym gdy wszedłem do pierwszej drużyny , łapałem minuty, zdobyłem pierwszą bramkę, wydawało się, że to wszystko odpali. Potem na początku 2019 roku przytrafiła mi się kontuzja i zostałem „schowany do szafy”. Po tamtym sezonie uznałem, że pora na zmiany i Polonia Trzebnica miała być opcją na pół roku, by odbudować formę i złapać ogranie. Niestety, m.in przez pandemię, jakikolwiek transfer po pół roku nie doszedł do skutku i zostałem w czwartej lidze na cały sezon. Mam duży szacunek do klubu i chłopaków z Trzebnicy, ale jednak sportowo potrzebowałem wyższego poziomu by się rozwijać i te pół roku było stracone. Przed tym sezonem trafiłem do Ostródy i teraz skupiam się tylko na tym, by tutaj łapać minuty, pokazać co potrafię i ruszyć stąd do wyższej ligi. Na razie moja rola w Sokole nie jest taka, jaką bym sobie wymarzył, ale wyleczę kontuzję i wracam do walki o skład.
Z perspektywy czasu jesteś zadowolony z tego, co osiągnąłeś w Śląsku czy liczyłeś na więcej?
Jestem dumny z tego, że grając w Śląsku od dzieciaka udało mi się ostatecznie trafić do pierwszej drużyny i zdobyć bramkę w ekstraklasie. Wtedy w każdym roczniku było kilka dużych talentów, którym wróżono karierę, ale ostatecznie do ekstraklasy doszedłem tylko ja. Zwróć uwagę, że z takich prawdziwych wychowanków, którzy w klubie byli od dziecka, bramki w ekstraklasie dla Śląska w ostatnim czasie zdobywał tylko Kamil Biliński. Potem jest moja jedna bramka i nic więcej. Słabo to wygląda i nie wydaję mi się, żeby w najbliższych latach miało się zmienić. Nie roztrząsam już przeszłości i mojego odejścia ze Śląska. Szkoda tylko, że po tych wszystkich latach gry, na pożegnanie nie usłyszałem od nikogo nawet prostego „dziękuję”. Spędziłem w Śląsku piękny okres mojego życia i na koniec pożegnanie bez słowa. Słabe to. Tak się stało, skupiam się na tym co teraz.
Zobaczymy jeszcze Daniela Łuczaka w ekstraklasie?
Taki jest plan. Małymi kroczkami chcę iść do przodu, najpierw muszę wrócić do optymalnej formy, wywalczyć skład w drużynie Sokoła, pokazać na co mnie stać i wtedy wszystko będzie możliwe.