1 krok ku ekstraklasie:. Śląsk - Tur 4:0 (3:0)
Zespół Śląska jako pierwszy pokonał Znicz Pruszków, jako pierwszy wywiózł punkty z Gdyni, przyszedł więc czas na zakończenie trwającej od 25 marca serii meczów bez porażki Tura Turek. Wrocławianie zasłużenie i pewnie pokonali drużynę Adama Topolskiego, a kibice na stadionie przy ul. Oporowskiej mogli cieszyć się wysoką wygraną WKS-u po raz pierwszy od prawie trzech lat (Śląsk – Arka Nowa Sól 7:0). Fantastyczny debiut przed wrocławską publicznością zaliczył Przemysław Łudziński, który zdobył bramkę i wywalczył rzut karny. Także Wojciech Górski potwierdził, że jest sporym wzmocnieniem drużyny. Przed meczem 9. kolejki Tur i Śląsk były zespołami najlepiej grającymi w defensywie (stracone odpowiedni 2 i 4 gole), po końcowym gwizdku Tomasza Cwaliny nikt nie miał wątpliwości, że to wrocławianie są zespołem lepszym. – Był to najsłabszy nasz mecz w sezonie, a Śląsk z taką grą powinien walczyć w ekstraklasie – mówił po końcowym gwizdku Sławomir Janicki, golkiper Tura. Zwycięstwo z zespołem z Turku było pierwszym z pięciu kroków do ekstraklasy, jak nazwano serię spotkań z drużynami zajmującymi przed 9. kolejką miejsca wyższe od Śląska w tabeli. W piątek wrocławianie zmierzą się w Gliwicach z Piastem i będą mieli okazję na rewanż za czerwcową porażkę 0:3 z ostatniej kolejki poprzedniego sezonu. Mecz z Turem był 13. z kolei, w którym WKS nie dał się pokonać na Oporowskiej.Spotkanie z Turem zapowiadało się na trudną przeprawę – rywale nie przegrali wcześniej meczu w II lidze, a w ośmiu meczach stracili tylko 2 bramki. Zespół trener Topolskiego do Wrocławia przyjechał w prawie pełnym składzie, zabrakło jedynie kontuzjowanego Rafała Piętki. Zespół Śląska przystępował do meczu z przemeblowaną z konieczności obroną – pauzujących za kartki Krzysztofa Wołczka i Vladimira Ćapa zastąpili Tomasz Rudolf i Tadeusz Socha. Na trybunach zasiadł także kontuzjowany Krzysztof Ulatowski, a jego miejsce zajął Przemysław Łudziński. Atutem wrocławian miała być Oporowska, piłkarze Tura nie grali bowiem wcześniej przy sztucznym oświetleniu.
Spotkanie rozpoczęło się dla gospodarzy wyśmienicie, gdy w 2 minucie na uderzenie z 18 metrów zdecydował się Łudziński, piłka nabrała poślizgu na śliskiej nawierzchni i wpadła do siatki obok słupka i bezradnego Janickiego. Wymarzony początek nie zmienił taktyki wrocławian, którzy nie usatysfakcjonowali się jednobramkowym prowadzeniem i nadal atakowali. W 13 minucie faulowany przy linii bocznej był Imeh, piłkę z rzutu wolnego w pole karne wstrzelił Robert Rosiński, sprytnie głową podbił ją Zbigniew Wójcik i futbolówka wpadła w „okienko” bramki. Szał radości na trybunach, a konsternacja w drużynie Tura, która w 13 minut straciła tyle samo bramek ile w sumie we wcześniejszych 8 drugoligowych pojedynkach. Goście wyglądali na całkowicie zagubionych i bez pomysłu na pokonanie bardzo dobrze grających wrocławskich defensorów, którzy nie skupiali się tylko na przerywaniu akcji rywali, ale także podłączali się do akcji ofensywnych. W 17 minucie wyśmienicie grający Socha odegrał futbolówkę przed pole karne do nadbiegającego Sztylki, po którego strzale piłkę z największym trudem zdołał sparować bramkarz z Turku. Piłkarze trenera Topolskiego po raz pierwszy bramce Janukiewicza zagrozili w 22 minucie, ale precyzji przy uderzeniu zabrakło Łagiewce. Wrocławianie niepodzielnie panowali na boisku i wydawało się, że kolejne bramki są tylko kwestią czasu. Dobrą partię rozgrywał Górski, który w 28 minucie dalekim podaniem uruchomił Łudzińskiego, a ten wychodząc na czysta pozycje bezpardonowo został powstrzymany przez Różyckiego i nie wiedzieć czemu arbiter ukarał go tylko żółta kartką. Z rzutu wolnego silnie uderzył Sztylka i golkiper miał duże problemy z opanowaniem piłki. W 34 minucie do kolejnej akcji ofensywnej podłączył się Socha i z 15 metrów uderzył na bramkę, ale rozpaczliwy wślizg Derbicha spowodował rykoszet i Janicki nie miał problemów ze złapaniem piłki. Chwilę później w polu karnym Śląska upadł Sikora i na ławce rezerwowych gości rozległy się okrzyki domagające się rzutu karnego, ale gwizdek arbitra milczał. Jeszcze przed przerwą wrocławianie po raz trzeci zmusili do kapitulacji Janickiego, gdy precyzyjnym uderzeniem z 16 metrów popisał się Klofik i piłka tuż przy słupku wpadła do siatki. Strata gola „do szatni” całkowicie podłamała przyjezdnych, choć trener Toplski próbował w przerwie motywować swoich podopiecznych, wprowadził także na murawę dwóch nowych zawodników, nie zmieniło to jednak obrazu gry. Po przerwie na zmiany zdecydował się także trener Tarasiewicz – narzekających na drobne urazy Sochę i Imeha zastąpili Marek Gancarczyk i Krzysztof Ostrowski. W 60 minucie po ładnej wymianie piłek w doskonałej sytuacji znalazł się Łudziński, którego faulem powstrzymał Grabowski i arbiter skazał na 11 metr. Do piłki podszedł Rosiński i silnym uderzeniem podwyższył wynik na 4:0. Po tym golu goście całkowicie stracili ochotę do gry, wrocławianie także nie forsowali tempa. W doliczonym czasie gry przed szansą na zdobycie honorowej bramki dla Tura stanął Sikora, ale Janukiewicz wyszedł zwycięsko z tego pojedynku.
Forma wrocławian z pewnością może cieszyć, kolejny dobry mecz pokazuje, że zespół zmierza w dobrym kierunku. Dużo pozytywów wnieśli sprowadzeni pod koniec okienka transferowego Klofik, Górski i Łudziński, dobry występ na prawej stronie defensywy zaliczył także Socha. Jeśli piłkarze Śląska równie dobrze zagrają w najbliższych spotkaniach, to zajęcie miejsca w czubie tabeli będzie jak najbardziej realne.
Śląsk Wrocław - Tur Turek 4:0 (3:0)
1:0 - 2' Łudziński
2:0 - 13' Wójcik
3:0 - 42' Klofik
4:0 - 60' Rosiński (k)
Śląsk Wrocław: Janukiewicz - Wójcik, Rudolf, Socha (Ostrowski 58'), Pokorny
- Rosiński (J. Ganczarczyk 72'), Górski, Klofik, Sztylka - Łudziński - Imeh (M. Ganczarczyk 53').
Tur Turek: Janicki - Derbich, Grabowski, Różycki
(Krakowiak 45'), Stawiński - Bieniek, Olszewski
, Matusiak
(Śliga 65'), Wojciechowski - Łągiewka (Cichos 45'), Sikora
Sędziował: Tomasz Cwalina (Gdańsk)
Widzów: 4000.
źródło: własne
