ANALIZA: Śląsk przetrwał napór, a potem uderzył. Anatomia zwycięstwa z Rakowem

ANALIZA: Śląsk przetrwał napór, a potem uderzył. Anatomia zwycięstwa z Rakowem

fot.:

Śląsk Wrocław przetrwał bardzo trudną pierwszą połowę, po przerwie przejął inicjatywę i lepiej wykorzystał najważniejsze momenty. Analizujemy przebieg zwycięstwa, udział każdego z zawodników Wojskowych oraz plusy i minusy występu wrocławian.



 

Mecz dwóch zupełnie różnych połów

Końcowe 50% posiadania piłki po obu stronach to statystyka prawdziwa, ale jednocześnie bardzo myląca. Spotkanie zostało bowiem podzielone na dwa wyraźnie odmienne fragmenty.

Przed przerwą warunki dyktował Raków. Częstochowianie utrzymywali się przy piłce przez 60% czasu, wykonali 258 podań przy 170 zagraniach Śląska i oddali aż 12 strzałów. Gospodarze odpowiedzieli jedynie trzema próbami. Jeszcze większą różnicę widać we współczynniku goli oczekiwanych, 1,59 do zaledwie 0,16 na korzyść gości.

Raków stworzył w pierwszej połowie trzy dogodne okazje i oddał osiem strzałów z pola karnego. Śląsk nie wykreował ani jednej sytuacji o podobnej jakości, a tylko dwa jego uderzenia zostały oddane z obrębu szesnastki. Mimo tak dużej przewagi przyjezdnych do przerwy utrzymał się wynik 0:0.

Wynikało to przede wszystkim z nieskuteczności Rakowa. Spośród 12 strzałów zaledwie jeden był celny, osiem minęło bramkę, a trzy zostały zablokowane. Wojskowi mieli więc problemy z ograniczeniem liczby sytuacji przeciwnika, ale potrafili przetrwać najtrudniejszy okres.

Po zmianie stron układ sił został niemal całkowicie odwrócony. Śląsk miał 60% posiadania piłki, wykonał 259 podań przy 180 Rakowa i oddał osiem strzałów wobec pięciu prób gości. Cztery uderzenia wrocławian były celne, natomiast częstochowianie trafili w światło bramki dwukrotnie.

Zmiana nie polegała wyłącznie na dłuższym utrzymywaniu się przy piłce. Śląsk zdecydowanie częściej przenosił grę w pobliże pola karnego przeciwnika. W drugiej połowie zanotował 39 wejść do strefy ataku, podczas gdy Raków miał ich 27. Wojskowi stworzyli również trzy dogodne okazje i wykorzystali dwie z nich.

W całym spotkaniu Raków wygrał rywalizację pod względem liczby strzałów 17:11 oraz xG 3,02:1,52. Śląsk był jednak lepszy w elementach, które bezpośrednio przełożyły się na wynik. Gospodarze oddali pięć celnych uderzeń przy trzech próbach rywali oraz wykorzystali dwie z trzech dogodnych okazji. Raków zamienił na gola tylko jedną z czterech.

Śląsk wygrał zatem nie dlatego, że przez 90 minut był zespołem wyraźnie lepszym. Wygrał, ponieważ przetrwał przewagę przeciwnika, poprawił swoją grę po przerwie i był skuteczniejszy w decydujących sytuacjach.

Więcej wejść, ale mniej jakości

Ciekawie wygląda porównanie sposobu, w jaki oba zespoły docierały pod bramkę przeciwnika. Śląsk zanotował 71 wejść do strefy ataku, Raków – 54. Wojskowi mieli także 30 kontaktów z piłką w polu karnym częstochowian, niemal dwa razy więcej niż rywale, którzy zakończyli spotkanie z 16 takimi kontaktami.

Wrocławianie wykonali również 166 podań w ostatniej tercji, z czego 127 było celnych. Raków zanotował 75 dokładnych zagrań na 111 prób. To pokazuje, że Śląsk potrafił długo przebywać na połowie przeciwnika i wymieniać tam piłkę.

Jednocześnie zdecydowanie wyższe xG Rakowa oznacza, że goście znacznie lepiej zamieniali swoje wejścia w naprawdę dogodne sytuacje strzeleckie. Śląsk częściej docierał pod pole karne, ale nie zawsze potrafił zakończyć akcję uderzeniem wysokiej jakości. Częstochowianie robili to rzadziej, za to po ich atakach częściej dochodziło do poważnego zagrożenia.

Trzy bramki, trzy różne mechanizmy

Gol Rakowa z 60. minuty był konsekwencją płynnej akcji przeprowadzonej przez Jeana Carlosa Silvę. Brazylijczyk uczestniczył w kilku kolejnych etapach rozegrania, przemieścił się z piłką w kierunku pola karnego, a następnie zagrał do Mahira Emrelego, który znalazł się tuż przed bramką Karola Niemczyckiego. Silva zakończył spotkanie z dwoma kluczowymi podaniami, natomiast Emreli oddał dwa celne strzały i był najgroźniejszym zawodnikiem Rakowa.

Wyrównanie Śląska miało zupełnie inny charakter. Zamiast wielopodaniowej kombinacji wrocławianie wykorzystali bezpośrednie zagranie z głębi boiska w pole karne. Luka Marjanac dobrze zaatakował wolną przestrzeń, znalazł się blisko bramki i doprowadził w 86. minucie do remisu. Była to akcja szybka, oparta na odpowiednim ruchu napastnika i wykorzystaniu miejsca pozostawionego przez defensywę gości.

Zwycięski gol ponownie został wypracowany poprzez kombinację. Śląsk wymienił kilka krótkich podań w bardzo zatłoczonej strefie pola karnego Rakowa. Michał Mokrzycki zachował spokój i dostrzegł Piotra Samca-Talara, który zakończył akcję celnym uderzeniem. Było to przeciwieństwo bramki Marjanaca, mniej bezpośredniości, więcej szybkich decyzji i technicznej jakości na małej przestrzeni.

Bramkarz i obrona

Śląsk rozpoczął spotkanie w ustawieniu z pięcioosobową linią defensywną. Przed Karolem Niemczyckim zagrali Marc Llinares, Irodotos Christodoulou, Lamine Ba, Jehor Macenko i Michał Rosiak. W ataku wystąpili natomiast Luka Marjanac oraz Przemysław Banaszak.

Karol Niemczycki obronił dwa z trzech celnych strzałów Rakowa. Wskaźnik powstrzymanych goli wyniósł w jego przypadku 0,40, co oznacza, że skuteczność jego interwencji była nieco wyższa, niż wynikałoby to z jakości uderzeń przeciwnika. Bramkarz Śląska zanotował jednak również błąd prowadzący do strzału. W rozegraniu był często zmuszany do długich zagrań, z 25 takich prób celnych było 11, a ogółem trafiło do partnerów 16 z jego 30 podań.

Marc Llinares miał sporo pracy w obronie. Zanotował sześć działań defensywnych, w tym pięć wybić i jeden udany wślizg. Gorzej wyglądała jego skuteczność w bezpośrednich starciach, wygrał trzy z ośmiu pojedynków, a rywale minęli go dwukrotnie. Z piłką prezentował się stabilniej, wykonując 34 celne podania na 40 prób.

Irodotos Christodoulou był najbardziej aktywnym obrońcą Śląska. Zakończył mecz z 14 działaniami defensywnymi: pięcioma wybiciami, dwoma zablokowanymi strzałami, trzema przechwytami i czterema udanymi wślizgami. Wygrał sześć z 11 pojedynków oraz zaliczył jedno kluczowe podanie. Jego występ miał jednak poważną rysę, ponieważ to on popełnił błąd prowadzący do bramki Rakowa.

Lamine Ba nie był tak widowiskowy, ale jego statystyki pokazują dużą solidność. Miał pięć wybić i dwa przechwyty, a w powietrzu wygrał cztery z sześciu starć. Na uwagę zasługuje także jakość rozegrania, 31 z 33 podań Ba dotarło do adresata, co dało 94% skuteczności. Był pod tym względem najlepszy spośród podstawowych zawodników Śląska.

Jehor Macenko zanotował osiem działań defensywnych, w tym cztery wybicia, jeden blok i dwa przechwyty. Wszystkie trzy jego długie podania były celne, a łącznie trafiło do partnerów 35 z 40 zagrań. Słabiej wypadł w pojedynkach, wygrywając tylko trzy z dziewięciu, oraz popełnił dwa faule. W 89. minucie został zastąpiony przez Mariusza Malca.

Michał Rosiak spędził na boisku 61 minut. W tym czasie wygrał cztery z siedmiu pojedynków, zanotował dwa udane wślizgi oraz zablokował jedno uderzenie. W rozegraniu zaliczył 25 celnych podań na 30 prób. Nie był szczególnie aktywny w ofensywie, ale w defensywie utrzymywał przyzwoitą skuteczność.

Środek pola

Grzegorz Tomasiewicz wykonał dużo pracy bez piłki. Zanotował trzy przechwyty i jeden udany wślizg, choć wygrał tylko dwa z siedmiu pojedynków. Przy piłce był znacznie dokładniejszy, 38 z 44 jego podań było celnych, w tym oba długie zagrania. Dołożył także jedno kluczowe podanie.

Jorge Yriarte miał problemy z utrzymaniem płynności rozegrania. Trafił do partnerów 25 razy przy 35 próbach, co dało 71% skuteczności, najniższy wynik wśród podstawowych zawodników Śląska z pola. Stracił piłkę 12 razy, wygrał trzy z sześciu pojedynków i popełnił dwa faule. Został również ukarany żółtą kartką, a w 70. minucie jego miejsce zajął Michał Mokrzycki.

Piotr Samiec-Talar był centralną postacią ofensywy Wojskowych. Miał 85 kontaktów z piłką, najwięcej w zespole i tylko o dwa mniej od najaktywniejszego zawodnika całego spotkania, Jeana Carlosa Silvy. Oddał pięć strzałów, z których trzy były celne, a dwa zostały zablokowane.

Kapitan Śląska wykonał również cztery kluczowe podania, najwięcej spośród wszystkich uczestników meczu. Do tego wygrał pięć z ośmiu pojedynków i zanotował trzy udane wślizgi. Miał aż 26 strat, ale było to częściowo konsekwencją liczby kontaktów z piłką oraz podejmowania ryzyka w ataku. Ostatecznie to właśnie on zdobył zwycięską bramkę.

Atak

Luka Marjanac rozegrał niezwykle intensywne spotkanie. Wziął udział w 21 pojedynkach, najwięcej spośród wszystkich zawodników i wygrał 10 z nich. Był pięciokrotnie faulowany, sam popełnił trzy przewinienia, a przy tym przez cały mecz pozostawał zaangażowany w walkę z obrońcami Rakowa.

Napastnik oddał dwa strzały, po jednym celnym i niecelnym, a swoją najważniejszą sytuację zamienił na gola. Dobrze wyglądała również jego dokładność podań, 16 z 18 zagrań dotarło do partnerów. Jego bramka była nagrodą za konsekwentne atakowanie przestrzeni i dużą pracę wykonywaną bez piłki.

Przemysław Banaszak nie potrafił zaistnieć w polu karnym przeciwnika. Przez 61 minut nie oddał żadnego strzału i miał tylko 18 kontaktów z piłką. Wygrał trzy z sześciu pojedynków, w tym dwa z czterech starć powietrznych, oraz wykonał 10 celnych podań na 11 prób. Nie popełniał wielu błędów, lecz jego udział w tworzeniu zagrożenia był zbyt mały.

Zmiennicy odwrócili mecz

Alex Timossi Andersson zastąpił Michała Rosiaka w 61. minucie. Jego wkład dotyczył przede wszystkim utrzymywania piłki, wykonał 13 celnych podań na 14 prób. Nie zanotował jednak żadnego działania defensywnego i przegrał swój jedyny pojedynek. Pomógł w przesunięciu gry wyżej, ale indywidualnie nie był szczególnie widoczny.

Malaly Dembele pojawił się na boisku w tym samym momencie i szybko zwiększył zagrożenie pod bramką Rakowa. Oddał dwa strzały, jeden celny i jeden zablokowany oraz miał jedną niewykorzystaną dogodną okazję w, której do bramki trafił Marjanac. Dołożył kluczowe podanie, ale jego gra była ryzykowna: celnych było tylko pięć z 10 podań, a piłkę stracił siedmiokrotnie.

Michał Mokrzycki potrzebował niewiele czasu, aby wpłynąć na wynik. W ciągu nieco ponad 20 minut miał 27 kontaktów z piłką, wykonał 20 celnych podań na 22 próby i zanotował dwa kluczowe zagrania. Najważniejsze z nich było podaniem do Samca-Talara przy zwycięskim golu. Wejście Mokrzyckiego było jedną z decyzji, które bezpośrednio odmieniły spotkanie.

Mariusz Malec został wprowadzony dopiero w 89. minucie. Zanotował jeden kontakt z piłką i jedno celne podanie, dlatego jego występu nie sposób szerzej ocenić. Miał przede wszystkim pomóc zespołowi w zabezpieczeniu końcówki.

Plusy i minusy

Największym pozytywem była reakcja zespołu. Śląsk nie załamał się ani po bardzo trudnej pierwszej połowie, ani po stracie bramki w 60. minucie. Z każdą kolejną minutą przejmował większą kontrolę, a końcówkę rozegrał z dużą pewnością.

Na wyróżnienie zasługuje skuteczność. Wojskowi wykorzystali dwie z trzech dogodnych okazji i skierowali w światło bramki pięć z 11 strzałów. Raków przy 17 próbach miał tylko trzy celne uderzenia i zmarnował trzy szanse.

Dużym plusem był również wpływ rezerwowych. Dembele zwiększył liczbę sytuacji strzeleckich, a Mokrzycki nadał akcjom więcej jakości i zanotował asystę. Zmiany nie były jedynie odświeżeniem składu, realnie zmieniły przebieg spotkania.

Najmocniejszymi indywidualnościami byli Samiec-Talar oraz Marjanac. Pierwszy odpowiadał za kreację i zwycięskiego gola, drugi wykonał ogromną pracę w pojedynkach oraz zdobył bramkę na 1:1.

Największym ostrzeżeniem pozostaje pierwsza połowa. Śląsk pozwolił Rakowowi na 12 strzałów, trzy dogodne okazje i osiem uderzeń z pola karnego. Przeciwko skuteczniejszemu przeciwnikowi taki fragment mógłby przesądzić o wyniku jeszcze przed przerwą.

Niepokoją także indywidualne błędy w defensywie. Po stronie Śląska, można odnotować jedno zagranie prowadzące do strzału oraz jedno prowadzące do bramki. Wrocławianie wykonywali dużo skutecznych interwencji, ale część zagrożenia wynikała z ich własnych pomyłek.

Problemy były widoczne także w pojedynkach niektórych graczy. Llinares wygrał trzy z ośmiu starć, Macenko trzy z dziewięciu, a Tomasiewicz dwa z siedmiu. Raków szczególnie przed przerwą zbyt łatwo utrzymywał akcje i zbierał kolejne piłki w pobliżu pola karnego.

Niewielkie zagrożenie stwarzał również podstawowy duet napastników przed wejściem Dembelego. Banaszak nie oddał żadnego strzału, a Marjanac na swoją pierwszą celną próbę musiał czekać do końcówki. Przez długi czas ofensywa Śląska była uzależniona przede wszystkim od aktywności Samca-Talara.

Zwycięstwo nieoczywiste, ale zasłużone pracą

Rezultat 2:1 nie przedstawia całego obrazu spotkania. Raków stworzył więcej sytuacji o wysokiej jakości i przy lepszej skuteczności mógł prowadzić już do przerwy. Śląsk potrafił jednak wytrzymać napór, zareagować po zmianie stron i narzucić własne warunki w najważniejszym fragmencie meczu.

Nie było to zwycięstwo wynikające z pełnej kontroli przez 90 minut. Było efektem odporności, skuteczności oraz właściwych zmian. Raków wygrał rywalizację pod względem liczby strzałów i goli oczekiwanych, ale Śląsk wygrał najważniejsze pojedynki, te rozgrywane w obu polach karnych.

Adam Paliszek-Saładyga

Autor

Adam Paliszek-Saładyga

Pochodzę z Oleśnicy. Na co dzień zajmuję się optymalizacją oraz analizą danych, w tym również danych piłkarskich. Poza analizami, które możecie przeczytać na Śląsknecie, jestem związany z piłką kobiecą w strukturach Śląska Wrocław. Ze Śląsknetem współpracuję od lipca 2025 roku, a samemu Śląskowi kibicuję od małolata.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.