Bez kibiców i bez bramek. Śląsk Wrocław - Lechia Gdańsk 0:0

O tym, że Wielka Sobota to nie najlepszy czas na kopanie piłki przekonali się dziś ci, którym los pozwolił „na żywo” oglądnąć mecz na Stadionie Olimpijskim. Lechia przyjechała do Wrocławia po jeden punkt i plan zrealizowała. Czy słaba dziś dyspozycja wrocławskich zawodników spowodowana była świątecznym nastrojem, czy raczej zmęczeniem częstymi meczami ? Pesymiści powiedzą, że po bezbarwnym meczu wrocławianie stracili 2 punkty, optymiści stwierdzą zaś, że każde oczko przybliża WKS do ekstraklasy. Przed pierwszym gwizdkiem arbitra Konarskiego (spisywał się słabo) mogło wydawać się, że dla Śląska będzie to łatwy mecz. Jeśli bowiem wrocławianie odprawili z kwitkiem Widzew i Jagiellonię, to ten sam los powinien spotkać znajdującą się dużo niżej w tabeli Lechię. Boisko pokazało jednak, że gdańszczanie nie są wcale tacy słabi. Goście umiejętnie zagęścili szyki obronne, a zespół WKS-u nie miał pomysłu na rozmontowanie dobrze spisującej się defensywy rywali.
Trener Tarasiewicz nie mógł w tym meczu skorzystać z usług pauzującego za czerwoną kartkę Dudka i jego brak był bardzo odczuwalny. Brakowało piłkarzy, który potrafiłby jednym podaniem otworzyć napastnikom drogę do bramki. Na ławce rezerwowych usiadł Szewczyk, ale uraz kostki nie został jeszcze do końca zaleczony i nie pojawił się na murawie nawet na minutę. W związku z tym do pomocy został przesunięty Sztylka, ale kapitan Śląska nie może zaliczyć tego meczu do udanych. Widać było, że ciągle występując w obronie odzwyczaił się od gry w drugiej linii. Tymczasem goście zagęścili środek pola, a bez opanowania tej części boiska nie można było myśleć o zwycięstwie.
Wrocławianie rozpoczęli mecz z animuszem, podopieczni trenera Tarasiewicza narzucili rywalom swój styl gry. Gdyby w 8 minucie piłki po dośrodkowaniu Ostrowskiego nie zdołał wybić Kosznik tym samym uprzedzając będącego w świetnej pozycji Budki, mecz mógłby mieć zupełne inne oblicze. Wrocławianie byli stroną atakującą, jednak niewiele z tego wynikało. Gospodarze nie potrafili wykorzystać nawet jednego z licznych rzutów rożnych, które udało im się wywalczyć. Tymczasem z każdą minutą coraz śmielej poczynali sobie zawodnicy z Grodu Neptuna. Pierwszy sygnał ostrzegawczy nastąpił w 17 minucie, gdy centymetrów zabrakło Wiśniewskiemu do trącenia piłki głową. Najgroźniej pod bramką Janukiewicza zrobiło się w 34 minucie kiedy to 3 zawodników Lechii znalazło się najbliżej bramki (chyba był spalony), ale na szczęście golkiper w porę wybiegł z bramki i przechwycił futbolówkę. Wrocławianie w pierwszej połowie stworzyli sobie niewiele sytuacji strzeleckich. Groźnie było po dwójkowych akcjach – Ostrowskiego z Ulatowskim i Kowala z Celebanem, okazję do zdobycia bramki miał także Bugaj.
Druga połowa przypominała bicie przez wrocławian głową w mur. Choć trener Tarasiewicz szybko wykorzystał limit zmian, obraz gry nie zmienił się. Aktywny był Egharevba, jednak nie zdołał znaleźć drogi do siatki. Znów w niezłej pozycji znalazł się Bugaj, ale i tym razem nie udało mu się zaskoczyć Bąka. Tymczasem goście coraz śmielej atakowali. W 68 minucie wrocławianie mogli mówić o wielkim szczęściu. Po prostopadłym podaniu piłka niespodziewanie trafiła do Wiśniewskiego, a ten będąc 8 metrów od bramki strzelił w nogi Janukiewicza . Tak dogodnej okazji do zdobycia bramki wrocławianie nie mieli.
Remis zadowolił oba zespoły i jest wynikiem sprawiedliwym. Czy słaba gra w pojedynku z Lechią jest zapowiedzią małej zadyszki? Oby nie, bo teraz zespół Śląska czekają dwa trudne mecze wyjazdowe, a maraton pojedynków co 3 dni skończy się dopiero za 2 tygodnie. Miejmy nadzieję, że po tych pojedynkach WKS nadal będzie liczyć się w walce o awans!
Śląsk Wrocław - Lechia Gdańsk 0:0
Śląsk Wrocław: Janukiewicz - Celeban
, Ignasiak, Naskręt, Rudolf - Budka (58' Rosiński), Sztylka, Ostrowski, Ulatowski - Bugaj (65' Kaźmierczak), Kowal (53' Egharevba).
Lechia Gdańsk: Bąk - Fechner, Brede, Manuszewski
, Kosznik, Kalkowski (79' Dzienic), Szczepiński, Mysiak, Piątek, Król
(68' Rusinek
), Wiśniewski (90' Hirsz).
Sędzia: Adam Konarski (Poznań)
Widzów: Mecz bez udziału publiczności
źródło: własne
