Biliński: Wychowankowie mają trudniej (WYWIAD)
fot.: Klaudia Ogrodnik
Kamil Biliński powrócił do ekstraklasy z przytupem - co prawda jego Podbeskidzie Bielsko-Biała przegrało w Zabrzu, ale wychowanek Śląska Wrocław dwukrotnie wpisał się na listę strzelców. - Z tych młodych zawodników, których Śląsk ostatnio wychował, ciężko na razie powiedzieć, czy któryś z nich wejdzie na stałe do ekstraklasy - powiedział nam "Bila".
Gratuluję zdobycia dwóch bramek w ostatnim meczu, niestety dla Podbeskidzia nie dało to nawet punktu, ale myślę, że fajnie się przywitałeś z ekstraklasą.
Dziękuję za miłe słowa. Wiadomo, że bramki cieszą, a ja jestem za nie odpowiedzialny. Cieszę się z mojego indywidualnego występu, ale należy pamiętać, że jako zespół przegraliśmy wszyscy. Nasze przywitanie z ekstraklasą po pięciu latach nieobecności nie było takie, na jakie liczyliśmy. W pierwszej połowie zagraliśmy katastrofalnie. Natomiast w drugiej, w kilku momentach, potrafiliśmy pokazać się z lepszej strony i grać schematy, które cechowały wcześniej nasz zespół. Każdy z nas bierze odpowiedzialność za porażkę spotkaniu. Wiemy, że musimy ciężko pracować i na pewno niejedną drużynę zaskoczymy naszą dobrą postawą. Podsumowując, trzeba zapomnieć o tym meczu i przygotować się dobrze do następnego.
W poprzednim sezonie, czyli jeszcze w 1. lidze, nie miałeś pewnego miejsce w składzie Podbeskidzia.
Od pierwszej rozmowy ze szkoleniowcem wiedziałem, jaka będzie moja rola w zespole. Miałem w drużynie mocnego konkurenta na mojej pozycji, który dobrze funkcjonował, strzelał bramki, był pracowity i w ogóle jest zdecydowanie innym typem napastnika niż ja. Marko Roginić bazuje na szybkości i zwinności. Ja natomiast głównie czekam na dogodne sytuacje na strzelenie gola, gram bardziej w polu karnym jako klasyczna dziewiątka. Prezentujemy odmienne style gry i trener musi zadecydować, który z nas lepiej pasuje mu do danej taktyki meczowej. Przeczuwałem, że trudno będzie wygryźć Marko z pierwszej jedenastki, bo podczas jego gry zespół zdobywał bramki i prezentował się znakomicie. Jednak pomimo tego udało mi się uzbierać trochę minut. Co prawda w większości spotkań wchodziłem z ławki, ale swoją cegiełkę do tego awansu dołożyłem (454 minuty, 2 gole - przyp.red.). Na ten moment Marko ma kontuzję, jest niedysponowany i odpowiedzialność za zdobywanie bramek spoczywa na moich barkach.
Jaki jest twój indywidualny cel na ten sezon?
Jeśli chodzi o zespół, bardzo nam zależy na utrzymaniu i prezentowaniu ładnej i skutecznej gry. Osobiście chcę strzelić jak najwięcej goli i pokazać się z dobrej strony, a także pomóc zespołowi w osiąganiu dobrych rezultatów.
Kibicuję tobie jako wrocławianinowi. W minionej kolejce byliśmy świadkami gola Fabiana Piaseckiego, który również pochodzi ze stolicy Dolnego Śląska. To raczej niecodzienna sytuacja.
Niestety ciężko znaleźć takie osoby. Jeśli chodzi o zawodników z Wrocławia w ekstraklasie, to jest jeszcze Paweł Olszewski, który występuje w obronie. Natomiast piłkarzy ofensywnych, strzelających bramki, sobie nie przypominam.
Mam nadzieję, że będziemy oglądać twoje bramki, może nie przeciwko Śląskowi, ale w innych meczach. Jak skończysz karierę, to oprócz Piaseckiego, który urodził się we Wrocławiu, ale nie jest wychowankiem Śląska, ciężko będzie o gole wrocławian w ekstraklasie.
No tak, z tych młodych zawodników, których Śląsk ostatnio wychował, ciężko na razie powiedzieć, czy któryś z nich wejdzie na stałe do ekstraklasy.
Ostatnio w pierwszym składzie pojawił się Mateusz Praszelik i wydaje mi się, że pokazał, jak powinno się przywitać z ekstraklasą. Tymczasem nasi wychowankowie jak dostają swoje szanse, niestety nie wnoszą zbyt wiele.
Prawda jest taka, że w miejscu, w którym człowiek się wychował, jeszcze zawsze najtrudniej, bo inaczej na niego patrzą, są inne, często większe oczekiwania. Wypożyczenie gdzieś do innego klubu mogłoby ich nauczyć odpowiedzialności, samodzielności, to jest taka trochę wtedy szkoła charakteru, takie jest moje zdanie. Życzę im oczywiście jak najlepiej, ale niektórzy z tych chłopaków jak skończą wiek młodzieżowca, to może być dla nich koniec poważnej piłki.
To chyba faktycznie jest tak, że na wychowanków patrzy się baczniej niż na innych. Presja jest też większa.
Tak, ale taki Praszelik jak przyszedł do Wrocławia, to pewnie z przekonaniem, że on tutaj chce grać i zrobi wszystko, żeby mieć miejsce w składzie. Nie wiem, czy ci młodzi chłopacy z Wrocławia mają w sobie tyle samozaparcia, żeby powiedzieć “ja mu nie oddam miejsca, bo ja jestem stąd i nie dam sobie w kaszę dmuchać”. Kwestia charakteru to podstawowa sprawa. Trzymam za nich kciuki, bo ich znam i kojarzę, ale we Wrocławiu nie mają łatwo, może nie tylko chodzi o ich umiejętności, ale też inne czynniki.
Mamy obecnie w Śląsku trzech nowych piłkarzy, z którymi miałeś okazję grać w 1. lidze, czyli Janasika, Makowskiego i Piaseckiego. Widziałeś ich w akcji w poprzednim sezonie?
Patryk strzelił nam pięknej urody gola w przegranym przez Odrę Opole meczu 3:4 i tą bramką przykuł moją uwagę. Rafał był wyróżniającą się postacią w Radomiaku Radom, spisywał się bardzo dobrze zarówno pod względem zdobywanych goli jak i asyst. Z Fabianem się nie spotkaliśmy. Sądzę, że są to ciekawi i wartościowi piłkarze i pozostaje im tylko udowodnić to w ekstraklasie.
W tym okienku transferowym Śląsk pozyskał aż sześciu Polaków. Czy sądzisz, że narodowość ma znaczenie pod względem kompletowania kadry klubowej?
Dobrze jest ściągać zawodników, którzy wyróżniają się w niższych ligach i dawać im szansę na pokazanie swoich umiejętności. Z mojego punktu widzenia, nie ma to większego znaczenia, czy jest to obcokrajowiec, czy nasz krajan, ponieważ finalnie wszystko sprowadza się do formy i umiejętności prezentowanych na boisku. Widocznie w tej chwili klub tak zdefiniował swoją politykę transferową i postawił na ściąganie perspektywicznych Polaków.
Do meczu pomiędzy Podbeskidziem a WKS-em jest jeszcze trochę czasu, ale już teraz muszę zapytać - to będzie na pewno szczególne spotkanie dla ciebie.
Nie będzie to dla mnie pierwszyzna, bo przeciwko Śląskowi jeszcze w barwach Wisły Płock graliśmy dwa razy. Pierwszy mecz wygraliśmy 4:1, ja strzeliłem dwa gole, zaś we Wrocławiu cały mecz przesiedziałem na ławce rezerwowych. Na pewno będę odczuwał pozytywne emocje, szczególnie podczas meczu we Wrocławiu. Zawsze jest miło spotkać znajome twarze, z którymi wcześniej się współpracowało.
Jesteśmy w specyficznym okresie, w którym urlopy oraz okres przygotowawczy nie były tak długie jak zazwyczaj. Jak to może wpłynąć na ten sezon według ciebie?
Są rzeczy, na które nie mamy wpływu, świat się zmienił przez ostatnie kilka miesięcy. Urlopy były bardzo krótkie, na dobrą sprawę mieliśmy 6 dni wolnego, na siódmy dzień musieliśmy stawić się w klubie. Nie było czasu na dłuższy odpoczynek, pomimo tego spotkałem się z rodziną i ze znajomymi. Plusem tej krótkiej przerwy było to, że nie wypadliśmy ze sportowej formy i z marszu byliśmy gotowi, żeby wejść w nowy sezon. Bardzo szybko zmieniliśmy szyld ligi, w której funkcjonujemy. Miejmy nadzieję, że obejdzie się bez przekładania spotkań i uda się rozegrać ligę w planowanym terminie.
Czy ze względu na obecną sytuację, dziennikarze, eksperci czy kibice, patrząc na poczynania ekstraklasowiczów, powinni patrzeć przez ten pryzmat, że piłkarze nie mieli normalnych przygotowań do sezonu? Czy to bardziej szukanie alibi?
U nas wielu zmian nie było, więc my tej przerwy zbytnio nie odczuliśmy, do drużyny dołączyło raptem kilku zawodników i na ten moment nikt z nich nie wskoczył do pierwszej jedenastki. Taka krótka przerwa i brak sparingów może stanowić problem dla innych zespołów, do których dołączyło większe grono nowych zawodników.
(rozmowę spisał: Jakub Wach)
