Błąd 404 - program Jastrzembski.exe przestał działać
fot.: Paweł Kot
Zimowe okienko transferowe na pierwszy rzut oka wydawało się dla Śląska bardzo udane. Solidny lewonożny obrońca, rozgrywający z fantastyczną przeszłością oraz utalentowany zawodnik prosto z Bundesligi. Niestety, o ile na papierze wyglądało to przyzwoicie, o tyle na boisku nie znalazło to jeszcze konkretnego przełożenia. Największym rozczarowaniem wydaje się dyspozycja piłkarza, wobec którego oczekiwania były największe - Dennisa Jastrzembskiego.
Oczywiście, żaden z wyżej wymienionych zawodników nie zagrał jeszcze wystarczająco spotkań, aby stwierdzić, że zawiódł, lub wzniósł Śląsk na wyższy poziom. Daniel Gretarsson na murawie spędził raptem 225 minut, w których nota bene prezentował się przynajmniej przyzwoicie, a teraz leczy kontuzję. Patrick Olsen zaczął obiecująco - choć nie ustrzega się błędów, to widać po nim spore techniczne umiejętności. Ta dwójka sprawia wrażenie realnych wzmocnień, które długofalowo coś dobrego klubowi jeszcze przynieść mogą. Problemy widać za to u Dennisa Jastrzembskiego.
ŚWIETNY POCZĄTEK
Młody pomocnik zadebiutował w Śląsku meczem z Lechią, w którym zaprezentował się z bardzo dobrej strony. Jastrzembski był groźny, szybki, dynamiczny i przebojowy. Pole karne przeszywały jego niezłe dośrodkowania, a bliski był nawet strzelenia swojego gola, lecz na jego drodze stanął wówczas Dusan Kuciak. Od samego początku na myśl przychodziły porównania do Przemysława Płachety - jednego z najlepszych eksportowych produktów Śląska ostatnich lat. Kibice i eksperci już ucieszyli się, że polską ligę wzmocnił solidny młodzieżowiec, a jedyną obawą było to, czy przypadkiem zaraz nam się nie “zarazi” ekstraklasą. I zaraził się.
KWESTIA POZYCJI?
Jednym z potencjalnych wytłumaczeń tego trudnego okresu aklimatyzacji we Wrocławiu, może być fakt, że Jastrzembski do tej pory grywał raczej jako boczny pomocnik, a nie jako “dziesiątka”. Jak wszyscy wiemy, w ustawieniu 1-3-4-2-1, które preferował Jacek Magiera, i które preferuje teraz Piotr Tworek, taka pozycja nie występuje. No może nie tak w pełni nie występuje - wahadłowy jest po części bocznym pomocnikiem, lecz jego zadania i gra znacznie bardziej skupia się na defensywie, niż w przypadku tego, co Jastrzembski znał do tej pory. Młody zawodnik ma profil raczej klasycznego skrzydłowego, który bazując na szybkości pociągnie akcję wzdłuż linii bocznej i dośrodkowuje tuż przed końcem boiska. Na taką grę nie może pozwolić sobie również jako “dziesiątka” - na tej pozycji musi trzymać się znacznie bliżej środka i pola karnego.
PROBLEM PRZEMOTYWOWANIA
Jeśli coś widać po Jastrzembskim na boisku, to na pewno to, że jest to zawodnik, który bardzo chce. W ogromnych chęciach nic złego nie ma, źle jest natomiast, gdy idzie za nimi frustracja z niepowodzeń.
“Dużo rozmów odbywaliśmy z Dennisem, duży jest potencjał u tego zawodnika, szybkościowy, w ofensywie, ale mamy trochę zastrzeżeń do jego pracy w defensywie i gdy mu nie wyjdzie zamykanie strefy, frustruje się i wyłącza”
- mówił na temat zawodnika trener Tworek.
Słowa szkoleniowca pokrywają się z tym, co widzimy na boisku. Młody pomocnik w swoich gorszych spotkaniach miewał momenty, gdy znikał nam z radarów, lub nagminnie faulował, o czym najlepiej świadczą aż 3 zebrane już żółte kartki.
WYGRAĆ MENTALNĄ WALKĘ
Potencjał w Jastrzembskim z pewnością ma spory i mimo gorszego startu w Śląsku, jest to zawodnik, którego nie można po prostu skreślić. Zanim młody pomocnik wyjdzie na boisko musi jednak wygrać najpierw inną walkę - tę z samym sobą. Nie da się ukryć, że do tej pory jego występy nie były najlepsze - świadczy o tym choćby wczesna zmiana w ostatnim meczu z Rakowem. Mamy jednak nadzieję, że przy odpowiednim prowadzeniu i ciężkiej pracy Jastrzembski przyniesie wrocławskim kibicom jeszcze dużo radości.