Broź: Starzeję się jak dobre wino
fot.: Mateusz Porzucek
Łukasz Broź jesienią ubiegłego roku był jednym z motorów napędowych Śląska – potrafił nie tylko dobrze bronić, ale też strzelać bramki (3) i asystować (1). Kiedy wydawało się, że swoją formą udowodnił, że zasługuje na przedłużenie wygasającej niedługo umowy, zerwał na treningu więzadła w kolanie. W rozmowie z portalem iGol.pl były piłkarz Legii opowiada m.in. o specyfice walki z kontuzją, świetnej formie z jesieni, treningach trenera Lavicki, planach na przyszłość i problemach młodych piłkarzy. Poniżej kilka fragmentów wywiadu Kamila Warzochy.
Czułeś jesienią, że przeżywasz drugą młodość i że grasz życiówkę? Myślę, że jesienią często słyszałeś hasła pt. „Łukasz Broź to najlepszy prawy obrońca ekstraklasy”.
Prawda, słyszałem. Dochodziły mnie jakieś słuchy czy to z szatni, czy z artykułów, które zdarzało mi się nieraz przeczytać. A tak w ogóle śmieję się, że to już chyba moja trzecia młodość (śmiech). Starzeję się jak dobre wino, co nie (śmiech)? I muszę przyznać, że czułem się naprawdę dobrze pod kątem fizycznym. Nogi mnie niosły i to chyba było widać, że w tamtym momencie sezonu fajnie wyglądałem. I wiem nawet, że na takim poziomie mógłbym spokojnie pograć jeszcze przez rok czy dwa. Teraz zobaczymy, jak to będzie wyglądało po kontuzji, ale po tym, co widzę, jak trenuję i jak noga się zachowuje, jestem dobrej myśli.
Myślę, że Twój dublet z Lechem będzie się wspominało latami.
To było naprawdę bardzo fajne uczucie. Mega dzień.
Powiedziałeś, że niosły Cię nogi. Że czułeś się świetnie. W końcu za Tobą dwa okresy przygotowawcze pod wodzą trenera Lavicki, dlatego zastanawiam się, jak duża mogła być w tym jego rola. Powiedz, on potrafi tak dokręcić śrubę w trakcie przygotowań do sezonu, że ktoś potem np. nie może chodzić? Bo widać po Śląsku, że ciężka praca zbiera swoje owoce.
Myślę, że trener Lavicka nie jest takim trenerem, który okres przygotowawczy robi na 100% mocy. Żeby tak zmęczyć organizm, że musimy się potem odkręcać. Wydaje mi się, że trener organizuje wszystko z głową. Na 70-80%, a przynajmniej ja to tak odczułem. I później, dopiero dzięki pierwszym meczom w lidze, dochodziliśmy do optymalnej formy. Pamiętam, że początek w lidze nie wyglądał świetnie w naszym wykonaniu, ale poprzez pracę w tygodniu już w trakcie sezonu osiągnęliśmy swoje maksimum możliwości.
Kliknij, bo przeczytać cały wywiad
