Bułgarski lot Czajki
Łukasz Czajka, asystent trenera Oresta Lenczyka nie pojechał z zespołem Śląska do Dundee. W czasie gdy wrocławianie walczyli o awans do kolejnej pucharowej rundy, szkoleniowiec przebywał w Sofii, gdzie z trybun obserwował potyczkę Lokomotiwu z Metalurgiem. Swoimi spostrzeżeniami podzielił się ze ŚLĄSKnetem. Jakie były pierwsze wrażenia z Bułgarii?
Pierwsze wrażenia były jak najbardziej pozytywne, już lecąc nad górami widoki są naprawdę malownicze i robią duże wrażenie. W samolocie rozmawiałem z człowiekiem, który mieszka w Sofii i bardzo sobie chwali to miejsce. Mówił, że miasto pięknieje i jest coraz mniej pozostałości po czasach socjalizmu. No i jak ktoś lubi jazdę na nartach, to ma blisko w góry. Idąc na stadion rzeczywiście przekonałem się, że jest dużo budynków takich z lat 70. i 80., ale też pojawiło się sporo architektury stylowej i nowoczesnej. No i nie można zapominać, że miasto to nie tylko samo centrum, ale podobno bardzo ładne są przedmieścia.
Nie było jednak żalu, że trzeba było tam podróżować, zamiast być w Szkocji?
Bez dwóch zdań pojawiały się takie myśli, ale z drugiej strony to jest nobilitacja. Także żal z powodu tego, że nie jestem z drużyną, mieszał się ze świadomością, że robię coś pożytecznego dla zespołu.
Czy jadąc na obserwację tego meczu głównie miał Pan się skupiać na Lokomotiwie, czy jednak analizować także grę Metalurga?
Oczywiście nie było tak, że o Metalurgu nic nie wiedziałem, ale szczerze mówiąc przygotowując się większy nacisk kładłem na zespół Lokomotiwu. Po trosze wynikało to też z większej dostępności do informacji o tej drużynie. I pomimo tego, że przegrywali z Macedończykami 0:1, to miałem odczucie, że jednak Bułgarzy odwrócą losy meczu i awansują. Gdy jednak padł gol na 1:2 wydawało mi się, że gospodarze już nie dadzą rady, ale okazało się, ze końcówka jednak należała do nich.
W międzyczasie trwał też mecz WKS-u. Śledził Pan jego przebieg?
Miałem informacje smsowe, ale po 20 minutach meczu w Szkocji przestałem je czytać, bo nie mogłem skupić się na obserwowaniu mojego meczu. Oczywiście po nieudanym początku spotkania w Dundee wkradło się zaniepokojenie co do losów awansu, ale wiara w sukces cały czas była.
Na czym polega taka obserwacja przeciwników?
Chodzi o to, by wyłapać jak najwięcej informacji o zespole, zarówno o całej drużynie, jak i poszczególnych zawodnikach. Jak zespoły wykonują stałe fragmenty gry, jak rozgrywają piłkę. Kto się wyróżnia – na plus i minus. Jaki prezentuje styl, jaką grają taktyką, jak są ustawieni. Prowadzi się notatki i nagrywa fragmenty kamerą.
Wiem, że o szczegółach nie może Pan mówić, ale chyba Lokomotiw prezentuje taką typową bałkańską, techniczną piłkę?
Tak, to jest bardziej urozmaicony futbol, niż Szkocki. Oparty na technice i grze krótkimi podaniami. Mają dużo więcej możliwości rozegrania piłki, niż tylko bazowanie na dalekim podaniu. Porównując jednak z naszym ostatnim rywalem, to zespół Lokomotiwu bazuje na mniejszej sile i motoryce, niż Dundee.
Czy w zespole jest playmaker, taki odpowiednik Sebastiana Mili, który odpowiada za rozgrywanie piłki?
Jest zawodnik, który dobrze wykonuje stałe fragmenty gry i zdobył gola w meczu z Metalurgiem (Ljubomir Bożinow dop. red.), aczkolwiek nie ma graczy, którzy jakoś specjalnie się wyróżniają i są zdecydowanymi liderami.
Mecz ze Śląskiem zostanie rozegrany na Stadionie Narodowym. Czy na tym samym obiekcie Lokomotiw grał z Metalutgiem?
Tak, mecz był na tym stadionie. Obiekt jest zbudowany w stylu znanym w Polsce, gdy budowano wielkie stadiony z bieżniami lekkoatletycznymi. Można powiedzieć, że jest podobny do Stadionu Śląskiego, czy tego w Bydgoszczy.
Jak mecz wyglądał od strony organizacyjnej?
Byłem gościem klubu, także na stadionie pomogła mi sympatyczna Pani, która zajmowała się takimi osobami. Co ciekawe zostałem posadzony niedaleko przedstawiciela Dundee United. Rozmawialiśmy przed meczem i w przerwie, ale nie mieliśmy okazji do rozmowy po zakończeniu spotkania, bo on wyszedł ze stadionu przed końcowym gwizdkiem. Widać przeczuwał, że jednak jego drużyna nie awansuje (śmiech).
Dużo spekuluje się na temat pogody, która panować będzie w Sofii. Upał może przeszkadzać Śląskowi?
Tego dnia nie było specjalnie upalnie, ale kilka dni wcześniej było naprawdę gorąco. Myślę, że jeżeli mecz będzie wieczorem, to temperatura nie będzie wielkim problemem, aczkolwiek jest to czynnik, o którym musimy pamiętać. Graliśmy jednak latem sparingi, gdy słońce prażyło, więc dla zawodników nie będzie to nowość.
Śląsk znów rozegra rewanż na terenie przeciwnika. Będzie trudniej?
Mówi się, że granie drugiego meczu na własnym boisku to jest atut, jednak gdzieś spotkałem się z opracowaniem statystycznym, z którego wynikało, że tak naprawdę nie ma to żadnego znaczenia.
Według informacji prasowych włodarze klubu z Sofii nie byli zadowoleni z gry drużyny i w meczu ze Śląskiem mają zajść zmiany w składzie.
Na pewno można było odczuć siedząc wśród przedstawicieli Lokomotiwu, że styl gry nie był zadowalający. Jeśli rzeczywiście miałoby dojść do rewolucji w składzie, to tylko z korzyścią dla nas. Ale wiadomo jak to jest z mediami, tak naprawdę trzeba by być w środku drużyny, żeby wiedzieć co się w niej dzieje.
Czy klub dysponuje nagraniami meczów Lokomotiwu?
Tak, mamy nagrania z ich meczów wyjazdowych w lidze bułgarskiej. Na razie nie mamy materiałów z meczu w Skopje, ale staramy się uzyskać zapis tego spotkania.
Zapewne można się spodziewać, że na Oporowskiej Bułgarzy zagrają inaczej niż w meczu z Metalurgiem?
Nasi rywale jak większość zespołów taktykę dostosowuje do przeciwnika. W przypadku meczów z silniejszymi drużynami grają bardziej defensywnie i pewnie podobnie będzie w spotkaniu z nami. Zapewne będą chcieli zagrać dość asekuracyjnie, mając w zanadrzu rewanż u siebie.
