Co daje nam przyjście Iskry?
fot.: slaskwroclaw.pl
Po zapowiedziach Dariusza Sztylki, jakoby Śląsk miał zakończyć swoje działania na rynku transferowym, a co za tym idzie - w klubie nie pojawi się żaden nowy zawodnik, do drużyny prowadzonej przez Jacka Magierę dołączył Jakub Iskra. Co daje nam sfinalizowanie tej transakcji?
Jakub Iskra jest młodym zawodnikiem, który nominalnie występuje na pozycji obrońcy lub wahadłowego. 19-latek pierwsze kroki profesjonalnej kariery stawiał w Pogoni Szczecin, skąd w wieku 16 lat trafił do włoskiego SPAL. Dosyć szybko zdołał zadebiutować w Serie A, lecz kolejne lata spędził grając w młodzieżowych drużynach swojego klubu. Grywał również w juniorskich kadrach reprezentacji Polski, gdzie uzbierał łącznie 20 spotkań, poznając w międzyczasie trenera Jacka Magierę.
Załatanie dziury
Po kontuzji Patryka Janasika na prawej flance w wrocławskim zespole powstała dziura. Z klubu odszedł Lubambo Musonda, który był jednym z kandydatów do gry na wahadle, a Śląsk pozostał tylko z Bartłomiejem Pawłowskim. Doświadczony skrzydłowy musiał nauczyć się gry na nowej dla siebie pozycji, a występy w tej roli wychodziły mu różnie. Alternatywą było również wystawienie na prawym wahadle Łukasza Bejgera, lecz po zaledwie jednym spotkaniu trener Magiera zrezygnował z tego pomysłu.
Przyjście Iskry pozwala więc Śląskowi załatać dziurę, jaka powstała wskutek absencji Janasika. Dla młodzieżowca ta pozycja jest naturalna, więc powinien stanowić wyraźne wzmocnienie składu. Wrocławianom udało się wynegocjować nawet opcję wykupu po zakończeniu wypożyczenia, dzięki czemu ogrywanie Iskry może mieć pozytywny wpływ na jego potencjalną karierę w Śląsku.
Zwiększenie rywalizacji
Oprócz oczywistego załatania dziury, przyjście Iskry znacznie wpływa na balans i rywalizację o miejsce w składzie WKS-u. Wobec kontuzji Janasika jedynymi zawodnikami rywalizującymi o grę na prawym wahadle byli Pawłowski oraz Bejger. Żaden z nich długoplanowo nie będzie występował tam występował, więc awaryjne zastąpienie Janasika pozwalało im jedynie na poszerzenie swoich horyzontów, lecz nie wspomagało rozwoju na naturalnych pozycjach.
Po przyjściu Iskry Bejger może wrócić do rywalizacji o grę na środku obrony, podczas gdy Pawłowski ma szansę zdefiniować siebie na nowo - w stosowanej obecnie taktyce nie ma miejsca na skrzydłowych, więc wraz ze sztabem szkoleniowym będzie mógł podjąć decyzję, czy próbuje swoich sił na wahadle, czy może wraca do ofensywy i postara się o miejsce w składzie jako jeden z podwieszonych pod napastnikiem zawodników. Dzięki temu drużyna staje się dużo bardziej zbalansowana, gdyż na każdej pozycji w naturalny sposób (nie wymagający zmiany nominalnej roli na boisku) może występować dwóch lub trzech piłkarzy.
Zgodna wizja
Ostatnim elementem, na który przyjście Iskry kładzie nowe światło, jest wizja prowadzenia klubu. Trener Magiera, biorąc udział w konferencjach prasowych, wiele razy powtarzał, że potrzebuje mieć w drużynie jeszcze jednego prawego wahadłowego. Szkoleniowiec mówił, że temat ten przewija się od kwietnia, więc można było odnieść wrażenie, iż skoro poruszył tę sprawę publicznie, to jego prośba nie była brana pod uwagę.
To wrażenie spotęgowało się jeszcze bardziej, gdy od dwóch wysoko postawionych w klubie osób otrzymywaliśmy całkowicie inny przekaz. Z jednej strony dyrektor sportowy Dariusz Sztylka dał wyraźny sygnał, że w trwającym okienku transferowym do Śląska nie przyjdzie już żaden zawodnik, a z drugiej trener Magiera mówił o konieczności sprowadzenia wahadłowego. Transfer Iskry jasno pokazuje nam, że wizja prowadzenia klubu jest spójna, a szkoleniowiec ma pełne wsparcie osób zarządzających Śląskiem. Jego przyjście rozwiązuje więcej problemów, niż na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać.