Co dzieje się ze Stiglecem?

Co dzieje się ze Stiglecem?

fot.:

W spotkaniu z Lechią jednym z zawodników, którzy wyszli na murawę od pierwszych minut, był Dino Stiglec. Niecały tydzień później Chorwata zabrakło w kadrze na Górnik Łęczna. Co dzieje się z wahadłowym Śląska?



 

Początek przygody Stigleca z wrocławskim klubem przypada na lato 2019 roku. Chorwat przyszedł do WKS-u z NK Olimpija Ljubljana. Zawodnik do Śląska przychodził jako lewy obrońca i już w pierwszych meczach w zielono-biało-czerwonych barwach imponował na tej pozycji. Nieźle łączył ze sobą obowiązki w defensywie z ofensywnymi zapędami. Kibicom dał się zapamiętać ze wspaniałego gola w debiucie z Wisłą Kraków

Z upływem czasu ekstraklasa zaczęła uwydatniać jego braki w obronie - Stiglec miewał problemy z bardziej zwinnymi przeciwnikami, ale także z górnymi piłkami, co przy jego wzroście było nieco zaskakujące. Wraz z przyjściem trenera Jacka Magiery, zmieniła się pozycja, na jakiej występować miał Chorwat. Przejście z lewej obrony na lewe wahadło wydawało się świetnym rozwiązaniem dla Stigleca - mniejsza odpowiedzialność w defensywie i większy użytek z ofensywnych zapędów na pierwszy rzut oka powinny wycisnąć z niego to, co najlepsze. 

CHORWACKI POCIĄG TOWAROWY

Chcąc zobrazować jakoś grę Stigleca, na myśl z marszu przychodzi porównanie do pociągu towarowego. Jest to zawodnik, który ma swoje ograniczenia, lecz te od początku były wszystkim we Wrocławiu znane. Pociągi mają to do siebie, że swoje zadania spełniają jednak bez zarzutu i tak przez pewien okres było też ze Stiglecem. Chorwat biegał po całej długości boiska w swojej bocznej strefie jak po torowisku. I robił to dobrze. 

Jego największym atutem zawsze była świetnie ułożona lewa noga. Dośrodkowania z piłki stojącej, wrzutki w pełnym biegu, czy nawet strzały z dystansu - tymi zagraniami mógł imponować. Problemy zaczynały się wtedy, gdy Stiglec łapał dołek formy. Pierwsze symptomy gorszej dyspozycji widzieliśmy jeszcze za trenera Vitezslava Lavicki, kiedy to Chorwat nie miał żadnego zmiennika i nadmierna eksploatacja sprawiła, że przestał dojeżdżać na końcówki spotkań. 

Rozwiązaniem problemu miało być sprowadzenie Victora Garcii - zawodnika do rywalizacji, który mógłby odciążyć Stigleca z nadmiaru spotkań, ale także dodatkowo go zmotywować. Niestety, kłopoty Chorwata trwały dalej, a jego występy nie dawały pożądanej jakości. Przeciwnicy nauczyli się nie tylko tego, jak go zatrzymać, ale także zaczęli uwypuklać jego defensywne braki. Szalę goryczy przelało ostatnie spotkanie z Lechią, w którym to Stiglec wyglądał na całkowicie zagubionego. Liczne straty, nieodpowiedzialne zagrania (chociażby mocna piłka na wysokości pasa do Szromnika), problemy w pojedynkach główkowych. Dołek formy Chorwata wciąż trwa i nie został niezauważony również przez sztab szkoleniowy.

ABSENCJA W ŁĘCZNEJ

Po starciu z Lechią na łamach naszej strony krytykowaliśmy Stigleca za słaby występ. W pewnym momencie nasza redakcja miała jednak chwilę zwątpienia - okazało się, że Chorwat wykręcił trzeci najwyższy InStat Index wśród zawodników Śląska w tym meczu. Statystyki trzeba jednak odczytywać w odpowiedni sposób - Stiglec notował odbiory po swoich stratach, a część jego niewygodnych i nieodpowiedzialnych podań były podaniami celnymi, więc zapisywano je na plus Chorwata. 

Na potwierdzenie zasłużonej krytyki przyszedł mecz z Górnikiem Łęczna, w którym to wahadłowego zabrakło nawet w kadrze meczowej. Po spotkaniu zapytaliśmy trenera Jacka Magierę o przyczyny absencji Stigleca.

"Stigleca z nami nie było ze względu na formę sportową"

mówił szkoleniowiec.

Tak otwarta deklaracja świadczy o problemach, z którymi Chorwat aktualnie się mierzy. Jeśli forma sportowa uniemożliwia mu znalezienie się w szerokiej meczowej kadrze, to rzeczywiście musi ona być niezadowalająca. 

CO DALEJ?

Aspektem, który warto poruszyć przy omawianiu problemu Stigleca, jest jego wygasający w czerwcu kontrakt. Jeśli zawodnik chce zawalczyć o nową umowę i pozostanie w Śląsku, to musi on jak najszybciej wyjść z dołka formy oraz pokazać swoją wartość. To nie jest przecież tak, że we Wrocławiu wszyscy nagle zapomnieli, jak wiele ma on do zaoferowania. Chorwat w dobrym okresie był czołowym piłkarzem na swojej pozycji. 

Co dalej stanie się ze Stiglecem? Na chwilę obecną trudno jednoznacznie to określić, lecz kolejne tygodnie powinny zbliżyć nas do odpowiedzi na to pytanie. Pamiętać należy również o tym, że Chorwat w tym roku skończy 32 lata, więc przedłużenie z nim umowy nie do końca wpisuje się w filozofię odmłodzenia drużyny WKS-u. A jak Wy patrzycie na sprawę Dino Stigleca? Dajcie nam znać w komentarzach!

 

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.