Co słychać u...?
fot.: Wojciech Peciakowski
Dzisiaj przypomnimy sylwetkę zawodnika, który może nie przebywał we Wrocławiu zbyt długo, ale wciąż jest pamiętany i szanowany przez kibiców. Śmiało można powiedzieć, że był on najlepszym ofensywnym pomocnikiem ostatniej dekady w Śląsku, biorąc pod uwagę czyste umiejętności piłkarskie.
Ryota Morioka zapisał się w pamięci kibiców Śląska niezwykle ciepło i sympatycznie. Pracowity Japończyk od początku pobytu we Wrocławiu chciał udowodnić swoją przydatność, gdyż jasne było, że to tylko przystanek na jego drodze do europejskiej kariery. Do druzyny WKS-u trafił w styczniu 2016 roku na zasadzie wolnego transferu z japońskiego Vissel Kobe. Zawodnik znany przede wszystkim z nienagannej techniki oraz umiejętnego szukania wolnych przestrzeni nie miał łatwego początku. Tak jak niemal każdy nowy obcokrajowiec w ekstraklasie, Ryo nie radził sobie z jej fizycznością. Pierwszą bramkę zdobył dopiero po dwóch miesiącach, lecz jak już odpalił to ciężko było go zatrzymać. Do końca rundy zdobył łącznie 7 bramek oraz dołożył dwie asysty, co mocno przyczyniło się do ostatecznego pozostania Wojskowych na najwyższym szczeblu rozgrywek.
W kolejnym sezonie Morioka stał się kluczowym dla wrocławian zawodnikiem. Był główną siłą napędową ataków Śląska, choć nie zawsze koledzy nadążali za jego umiejętnościami. Jego dobra gra pomogła „tylko” w kolejnej walce o utrzymanie, ale za to przyciągnęła zainteresowanie zachodnich klubów. Ostatecznie Ryo trafił do belgijskiego Waasland-Beveren za niewielką kwotę 250 tys. euro. Do dzisiaj kibice Śląska mają za złe ówczesnemu prezesowi i dyrektorowi sportowemu wypuszczenie zawodnika za bezcen.
- Bardzo chcemy zatrzymać Moriokę, usiąść do rozmów o nowym kontrakcie, ale nie zrobimy tego na siłę, bo to nie nasza filozofia. Powiedzieliśmy mu jeszcze przed sezonem, że jeśli będzie chciał opuścić klub, a pojawi się oferta na określoną kwotę, to nie będziemy robić mu problemów. Wiemy, że jest zainteresowany grą w Belgii - kokietował prezes Śląska Michał Bobowiec.
Na zachodzie jego kariera nabrała rozpędu. Już w rundzie jesiennej Japończyk osiągnął bilans 7 bramek i 11 asyst. Jupiler Pro League okazała się o wiele bardziej sprzyjającą dla zawodników technicznych, co Morioka udowadniał niemal w każdej kolejce. Nie czekając do zakończenia sezonu po zawodnika zwrócił się mistrz kraju RSC Anderlecht. Waasland zdawało sobie sprawę, że nie ma zbyt wielu argumentów, żeby utrzymać Ryotę u siebie zważywszy na gorszy poziom sportowy i zaległości finansowe. Zespół ze stolicy zapłacił za pomocnika 2,5 mln euro, a Śląskowi przypadł procent od tego transferu. Morioka do końca sezonu zdobył jeszcze 6 bramek i 4 asysty, co pozwoliło mu świętować jego najlepszy sezon w karierze wicemistrzostwem kraju.
Sezon 18/19 miał być potwierdzeniem piłkarskiej klasy Ryo, jednak został on szybko odstawiony na boczny tor. W rundzie jesiennej zaledwie 6 razy pojawił się na boisku nie dając drużynie tyle ile od niego oczekiwano, co poskutkowało wypożyczeniem do RSC Charleroi. Mimo odbudowania formy (4 gole, 2 asysty) w Anderlechcie nie było już miejsca dla Morioki, więc Charleroi skorzystało z okazji i wykupiło piłkarza za 1,5 mln euro.
- Dużą różnicą była taktyka. Musiałem się do tego przystosować i zacząć robić różne rzeczy. Trzeba spojrzeć na statystyki. Kiedy byłem w Beveren, dawałem więcej asyst niż bramek. W Anderlechcie strzeliłem kilka goli więcej niż asystowałem. To dowód, że moja gra się zmieniła. Nie chcę zapomnieć o Anderlechcie, bo poprawiłem swoje umiejętności, nawet jeśli nie miałem dość czasu na grę. Gdybym przyjechał prosto z Beveren do Charleroi, mógłbym nie być w stanie zagrać jako numer 6. Nauczyłem się dużo pracy defensywnej w Anderlecht – mówił o swoim pobycie w Brukseli Morioka.
W obecnym sezonie radzi on sobie już zdecydowanie lepiej i po 29 meczach ligowych może pochwalić się 6 bramkami i 5 asystami na koncie.
Ciężko powiedzieć, jak dalej potoczy się kariera sympatycznego Japończyka. Pobyt w Anderlechcie poniekąd pokazał, że jeszcze trochę mu brakuje by stać się topowym zawodnikiem w Europie. Ma natomiast umiejętności i potencjał, by takim zawodnikiem się stać. Sam twierdzi, że największym problemem jest aklimatyzacja w Europie i początki były bardzo trudne. W przyszłym roku skończy 30 lat i będzie to idealny moment na osiągnięcie szczytu formy.