Co słychać u...?
fot.: Dominik Szpik
W kolejnym cyklu wspominamy jednego z bardziej charakternych zawodników, jaki miał okazję grać w Śląsku. Podczas pobytu w Polsce występował w 5 klubach, lecz to grę we Wrocławiu wspomina jako najlepszy okres w jego karierze. Przypominamy dziś sylwetkę Vuka Sotirovicia.
Serb do Wrocławia trafił w lipcu 2008 roku po transferze z Jagiellonii. Przejście Vuka nie było oczywiste, gdyż klub z Białegostoku wiązał z nim spore plany na nadchodzący sezon. Górę wziął jednak temperament piłkarza, który nie potrafił się dogadać ani z poprzednim trenerem Arurem Płatkiem, ani z kolejnym Stefanem Białasem. Za kadencji tego drugiego migał się od treningów tłumacząc się bólem zębów. Szybko wykryto jednak kłamstwo zawodnika i wlepiono mu karę finansową. Mimo iż Sotirovic wsiadał już do autokaru zespołu Jagiellonii wyjeżdżającego na obóz przygotowawczy, to ostatecznie na niego nie pojechał, by odbyć testy medyczne w Śląsku. Wrocławianie zapłacili za ten transfer 600 tys. złotych.
W Śląsku Vuk rozegrał 49 spotkań zdobywając łącznie 17 bramek i dorzucając 4 asysty. Od pierwszego dnia było widać nie tylko duże umiejętności zawodnika, ale też jego nieokrzesany charakter, który dawał się we znaki. Potrafił grozić pobiciem dziennikarzom, jak gdy po jednym z meczów zadzwonił do komentatora Orange Sport Mateusza Święcickiego i wzywał go na „solówkę”, gdyż ten ponoć źle wypowiadał się o jego grze na antenie. Innym razem oberwało się sędziemu, Marcinowi Borskiemu, od którego otrzymał czerwoną kartkę w meczu z Koroną Kielce.
- On ma szczęście że nie mam 35 lat i nie kończę kariery. Gdyby tak było, to bym mu za tę kartkę zaj...ł – powiedział po tym zdarzeniu Sotirovic. Oczywiście posypały się na niego kary finansowe zarówno z klubu jak i od Komisji Ligi (łącznie 9 tys. złotych). Później sam zawodnik przyznawał, że sędzia miał rację i nie powinien się tak zachowywać. Ciężko było też jego kolegom z zespołu. W trakcie jednego treningu z premedytacją celował w twarz Rafała Gikiewicza, a podczas jednego obozu na Cyprze wdarł się w bójkę z Remigiuszem Jezierskim. Kiedy do tego wszystkiego doszedł brak porozumienia z Orestem Lenczykiem, dni Vuka w Śląsku były policzone.
Sotirovic trafił najpierw na półroczne wypożyczenie do Jagielloni. Pobyt w Białymstoku zakończył przedwcześnie z powodu kontuzji i rozegrał tylko 4 spotkania. Następnie po zawodnika zgłosiła się I ligowa Pogoń Szczecin. Z początku Vuk nie był zainteresowany graniem w niższej lidze, lecz działacze klubu skusili piłkarza warunkami kontraktu i perspektywą awansu do ekstraklasy. Wynik sportowy został osiągnięty, lecz Pogoń nie wiązała już przyszłości z napastnikiem mimo wcześniejszych ustaleń.
Trzeba też wspomnieć o propozycjach korupcyjnych, które Vuk otrzymał grając w Ekstraklasie. Pierwsza dotyczyła jeszcze jego gry w Zawiszy, druga natomiast miała miejsce już podczas gry w Śląsku. Sprawa była dość zaskakująca, gdyż były to czasy wzmożonych śledztw prokuratury w sprawach korupcji w polskiej piłce, po których lawinowo posypały się pozwy i wyroki.
- Nie ma takich pieniędzy, za które mógłbym ubrudzić swoje nazwisko. Powiadomiłem odpowiednie osoby w klubie, że ktoś usiłuje grać nieuczciwie. Mam satysfakcję, bo zapowiedziałem, że na pewno zagram w tym meczu na sto procent i zdobędę bramkę. I tak się stało – mówił w tamtych czasach Sotirovic.
Po 8 letniej przygodzie w Polsce Vuk postanowił wrócić do ojczyzny co rozpoczęło jego tułaczkę. W żadnym klubie nie zagościł dłużej niż rok. Zaliczył w między czasie trochę spotkań na Cyprze czy w Singapurze, ale jak sam przyznaje, coraz mniej miało to wspólnego z poważnym graniem. Łącznie w Serbii grał dla 9 klubów i zaliczył 49 występów w tamtejszej ekstraklasie. W całej karierze grał dla 15 klubów i to w Śląsku spędził najwięcej czasu. Karierę zakończył w lipcu 2019 roku po sezonie w IMT Belgrad.
Po karierze Vuk wciąż pracuje przy piłce. Jak sam przyznał w wywiadzie dla naszego portalu zajmował się skautingiem młodych zawodników do serbskiej ekstraklasy. Polecał nawet zawodnika do Górnika Zabrze, lecz polski klub ostatecznie nie skorzystał z oferty. Od stycznia 2020 roku został zatrudniony w drugoligowym FK Sindjelic Belgrad jako dyrektor sportowy. Nie myśli o pracy trenera. Jak sam mówi liga serbska jest bardzo specyficzna i klubom brakuje stabilności zarówno finansowej jak i sportowej.
Sotirovic cały czas podkreśla swoje przywiązanie do WKS-u. - Grałem w kilku klubach w Polsce, ale to Śląsk jako klub i Wrocław, jako miasto, są najbliższe mojemu sercu. Mieszkam w Serbii i to moja ojczyzna, jednak Wrocław uważam za drugi dom. Z tego miejsca także chciałbym pozdrowić fanów WKS-u. Chciałem podziękować im za te wszystkie mecze, za doping, za to, że wzajemnie się szanowaliśmy. Zawsze będę kibicem Śląska! – opowiadał w wywiadzie dla ŚląskNetu Serb.
źródło: własne/Przegląd Sportowy/igol.pl