Co słychać u...?
fot.: Bartłomiej Wójtowicz
W dzisiejszym cyklu przypominamy nietuzinkową postać wrocławskiej szatni w latach 2010 -2014, który do dzisiaj przy Oporowskiej jest wspominany jako jeden z najlepszych środkowych pomocników w historii Śląska. Jedenastokrotny reprezentant Polski z przeszłością w Derby County, czy FC Porto trafił do WKS-u poniekąd na piłkarską emeryturę, co nie przeszkodziło mu w rozegraniu 110 meczów dla zielono-biało-czerwonych oraz w wywalczeniu trzech medalów mistrzostw Polski. Przed wami Przemysław Kaźmierczak.
Popularny Kaz trafił do Śląska po jednym sezonie spędzonym w Vitorii Setubal. Był to koniec jego przygody z zagranicznymi klubami, a Wrocław wydawał się wtedy odpowiednim miejscem do ligowego grania dla zawodnika po przejściach. Wydawać by się mogło, że karierę zagraniczną Kaźmierczak wykorzystał niemal w stu procentach, jak na jego możliwości. Już po roku pobytu w Portugalii, a konkretnie w Boavista Porto zwrócił na siebie uwagę giganta, czyli FC Porto trenowanego przez Jesualdo Ferreirę. Tego samego, który prowadził go w Boaviscie - Mało brakowało, by transfer nie doszedł do skutku przez moje problemy z kolanem. Po badaniach było 50 na 50, ale w końcu FC Porto zdecydowało się mnie kupić – opowiada o tym transferze sam zainteresowany. Zawodnik nie odgrywał może kluczowej roli w zespole, ale 14 meczów i jedna asysta wystarczyły, by dopisał sobie w CV zdobycie mistrzostwa Portugalii.
Szybko jednak w Porto skreślili Kaza i już po pierwszym sezonie trafił na wypożyczenie do Derby County na zaplecze Premier League. Ówczesny spadkowicz z najwyższej klasy rozgrywkowej mocno osłabiony odejściem kluczowych zawodników szukał drogi do powrotu na szczyt. Kaźmierczak dobrze odnalazł się w realiach angielskiej piłki i zaliczył bardzo dobrą rundę jesienną z jedną bramką i dwoma asystami na koncie. Na wiosnę jednak coraz rzadziej z powodów zdrowotnych znajdował się w kadrze meczowej, co przesądziło o niewykupieniu go przez Derby i powrocie do Porto.
W końcu po zawodnika zgłosiła się Vitoria Setubal oferując 600tys. euro mistrzowi kraju. FC Porto przystało na tę propozycję i sezon 09/10 Kaźmierczak spędził znowu na portugalskich boiskach. Wychowanek ŁKS-u niewątpliwie był wtedy na fali wznoszącej, opuścił tylko 2 mecze w całym sezonie i nic nie zapowiadało jego powrotu do Polski. Podopieczni Manuela Fernandesa zajęli 14 miejsce i uchronili się przed spadkiem, a Kaz zdobył 4 bramki w całym sezonie.
Po zagranicznych wojażach przyszedł czas na powrót do ojczyzny. Jak przyznaje sam Kaźmierczak, szukał on stabilizacji nie tylko w życiu zawodowym, ale też prywatnym gdyż został ojcem. Po namowach działaczy i trenera Tarasiewicza w sierpniu 2010 roku zawodnik trafił do Śląska Wrocław.
W klubie ze stolicy Dolnego Śląska Kaz spędził 4 lata zdobywając brąz, srebro oraz złoto Mistrzostw Polski. Grał w eliminacjach do Ligi Europy i Ligi Mistrzów, wygrał Superpuchar Polski, a co najważniejsze stał się legenda wrocławskiego klubu.
- To był rzeczywiście trudny, ale piękny sezon. Ogromnie cieszyliśmy się z tytułu, bo po rundzie jesiennej mieliśmy pięć punktów przewagi, ale szybko ją straciliśmy. Mistrzostwo zaczęło się oddalać, atmosfera zrobiła się nie za ciekawa, bo kibice bardzo pragnęli tego tytułu i mieli pretensje, że wypuszczamy je z rąk. W końcówce zaczęliśmy jednak wygrywać i w przedostatniej kolejce wróciliśmy na fotel lidera – wspomina mistrzowski sezon Kaźmierczak.
W historii Śląska zapisał się między innymi pięknymi bramkami, jak choćby ta z sezonu 12/13 przeciwko Ruchowi Chorzów. Środkowy pomocnik jednym zwodem ograł dwóch rywali i niemal z 30 metrów pokonał bramkarza rywali. Niedawno wspominana na Twitterze również była bramka przeciwko Jagielloni w sezonie 11/12 na Stadionie Wrocław, po rzucie wolnym Sebastiana Mili. Wielu kibiców wspomina tą bramkę jako jedna z najważniejszych w drodze po mistrzowski tytuł.
Po piękniej przygodzie we Wrocławiu piłkarz trafił do Górnika Łęczna, czyli beniaminka ekstraklasy. Niestety coraz to poważniejsze problemy z kolanem dawały o sobie znać i finalnie Kaz rozegrał tylko 10 spotkań dla klubu z Lubelszczyzny. Miesiące rehabilitacji przerodziły się w lata i Kaźmierczak nigdy już nie powrócił do pełnej sprawności fizycznej, przez co zakończył karierę w wieku 32 lat.
Po karierze próbował jeszcze swoich sił w piłce plażowej. Zasilił on szeregi BSCC Łódź, lecz nie rozegrał żadnego spotkania dla tego klubu. Wciąż jednak pracuje przy piłce i razem z Pawłem Golańskim i Krzysztofem Nykielem prowadzi akademie piłkarską dla dzieci i młodzieży.
- Realizuje się w naszej Gol Academy Piłkarska Akademia Mistrzów. We trójkę dogadujemy się bardzo dobrze i staramy się nie zaniedbywać żadnych szczegółów. Wierzę, że przez naszą szkółkę przejdzie choć jeden przyszły reprezentant Polski. Lepszej motywacji nie ma - dumnie opowiada o swojej inicjatywie były zawodnik Śląska.
źródło: własne/łaczynaspilka.pl