Co słychać u zgód?
fot.: Robert Romaniuk / motorlublin.com
Co słychać u naszych zgód, czyli w Lechii, Miedzi, Motorze i Slezsky? Piszą Karolina Jaskulska z Gdańska, Rafał Szyszka z Lublina, Marek Czachorowski z Opawy i Jakub Wach ze ŚLĄSKnetu.
LECHIA GDAŃSK (Karolina Jaskulska, Lechia.net)
Za Lechią bardzo intensywny weekend. Podopieczni trenera Piotra Stokowca w ciągu zaledwie trzech dni rozegrali dwa spotkania ligowe. Za biało-zielonymi więc pewnego rodzaju maraton, który zakończyli ostatecznie z trzema punktami ligowymi. Następne spotkanie Lechia zagra w przyszły poniedziałek.
W piątek 20 listopada gdańszczanie gościli u siebie Śląska Wrocław. Mimo że to właśnie goście początkowo prowadzili, ostatecznie biało-zieloni okazali się zwycięzcami w meczu przyjaźni. W Gdańsku padł wynik 3:2, a na listę strzelców wpisali się: błyszczący w tamtym meczu Conrado, Flavio Paixao oraz Łukasz Zwoliński. Z kolei dla Śląska trafili Robert Pich i Bartłomiej Pawłowski. Warto podkreślić, że szczególnie druga połowa była bardzo dobra w wykonaniu Lechii, a większość akcji skrzydłem napędzał Conrado. Jednak Śląskowi nie można odebrać zaangażowania i generalnie trzeba przyznać, że obie drużyny stworzyły ciekawe widowisko.
Lechia Gdańsk - Śląsk Wrocław 3:2 (0:1)
Bramki: Conrado (56.), Flavio Paixao (67.), Zwoliński (82.) - Pich (20.), Pawłowski (79.)
Z kolei w poniedziałek 23 listopada biało-zieloni udali się do Gliwic, gdzie mierzyli się z Piastem. Było to pięćdziesiąte starcie obu ekip w historii. Gdańszczanie bramkę stracili już w 2 minucie, kiedy to jedenastkę wykorzystał Jakub Świerczok. Gliwiczanie w pierwszej połowie za sprawą Jakuba Czerwińskiego dorzucili jeszcze jedną bramkę i ostatecznie pokonali Lechię 2:0. Nie było to najlepsze spotkanie w wykonaniu biało-zielonych, w wielu akcjach zabrakło szybszej decyzji czy też dokładnego podania. Kilkukrotnie bliski zdobycia bramki był chociażby Jakub Kałuziński czy też Kenny Saief, jednak ostatecznie bramkarz Piasta zachował czyste konto. Biało-zieloni do Gdańska wrócili na tarczy.
Piast Gliwice - Lechia Gdańsk 2:0 (2:0)
Bramki: Świerczok (3. - karny), Czerwiński (32.)
MIEDŹ LEGNICA (Jakub Wach, ŚLĄSKnet)
Miedź Legnica zdecydowanie odkupiła swoje winy za przegrany ponad tydzień temu pojedynek z Termalicą. W meczu wyjazdowym przyszło jej się mierzyć z GKS-em Tychy. Spotkanie od samego początku układało się lepiej dla zespołu przyjezdnych. W 8 minucie po rzucie rożnym uderzał Wiktor Pleśnierowicz, ale skończyło się to kolejnym stałym fragmentem gry. Po tej próbie bliski zdobycia gola był Paweł Zieliński, jednakże jego strzał trafił w słupek. W 22 minucie Adrian Purzycki próbował swoich sił po uderzeniu z dystansu, ale na próbie się skończyło. Niecały kwadrans później legniczanie objęli prowadzenie. Gol padł po bardzo dobrej akcji w wykonaniu duetu Zieliński-Zapolnik, pierwszy świetnie podał piłkę do napastnika, a ten strzałem głową pokonał Konrada Jałochę.
Niecałe dziesięć minut po wznowieniu drugiej części meczu, Dani Pinillos zacentrował w pole karne z rogu boiska, tam doskonale odnalazł się Szymon Matuszek i z kilku metrów podwyższył na 2:0. Parę minut później kapitan Miedzi miał szansę na swojego drugiego gola, ale po uderzeniu głową, nieznacznie chybił. Nie obyło się jednak bez interwencji Jędrzeja Grobelnego, który zmuszony był do wysiłku, po groźnym strzale Damiana Nowaka z rzutu wolnego. Miedzianka do końca kontrolowała przebieg spotkania i wywiozła z Tychów cenne trzy punkty.
Było to ich drugie wyjazdowe zwycięstwo w tym sezonie, a czwarte biorąc pod uwagę wszystkie dotychczasowe mecze. Ich obecny bilans to 4-5-4.
Huber Kwołek dostał szansę od Jarosława Skrobacza na pokazanie swoich umiejętności w pierwszym zespole. Piłkarz wyróżniał się w młodzieżowym zespole zielono-niebiesko-czerwonych.
W 14 juniorskich meczach trafił do siatki, aż 33 razy, czym zwrócił na siebie uwagę sztabu szkoleniowego pierwszej drużyny. Jeśli zdoła utrzymać formę i dostosuje się do warunków panujących w drużynie, w niedalekiej przyszłości możemy go ujrzeć na pierwszoligowych boiskach.
GKS Tychy – Miedź Legnica 0:2 (0:1)
Bramki: Kamil Zapolnik (34’), Szymon Matuszek (54’)
MOTOR LUBLIN (Rafał Szyszka, StatsMotor)
W końcu tydzień bez pożaru w Motorze Lublin. Dwa mecze domowe i dwa zwycięstwa ekipy Mirosława Hajdo. W środę na Arenę Lublin przyjechała Bytovia, by odrobić zaległości sprzed miesiąca, gdy kilku piłkarzy Motoru przechodziło koronawirusa. Tym razem nic nie przeszkodziło w rozegraniu meczu, który przez większość czasu był pod dyktando żółto-biało-niebieskich. Najpierw gola strzelił Daniel Świderski, a po chwili rzut karny. Znany z ekstraklasowych boisk Deleu faulował Filipa Wójcika, a jedenastkę wykorzystał Rafał Król. Po chwili goście złapali kontakt za sprawą Piotra Giela, ale to było wszystko, na co było ich stać. Motor zasłużenie wygrał i sięgnął po komplet punktów. To jednak była przystawka przed niedzielnym daniem głównym.
Mecz z Hutnikiem, nawet bez obecności kibiców, zapowiadał się bardzo gorąco. Majowa zawierucha związana z awansem - ostatecznie - obu ekip do II ligi trochę zmieniła postrzeganie krakowskiej drużyny w Lublinie i na odwrót. Dlatego było wiadomo, że będzie gorąco. Na boisku początkowo sporo walki, ale z każdą minutą przewaga Motoru rosła. Na początku drugiej połowy rajdem popisał się Tomasz Swędrowski otwierając wynik. Później show jednak skradł Daniel Świderski dwukrotnie umieszczając piłkę w bramce. Najpierw po asyście Rafała Króla, a później dobijając strzał Marcina Michoty. Ten niezwykle prestiżowy mecz padł łupem lublinian, którzy awansowali na 10. miejsce w tabeli. Sytuacja znacznie się poprawiła w ostatnich tygodniach, a do końca jesieni jeszcze cztery mecze. Najbliższy zapowiada się piekielnie trudno, bo w niedzielę Motor jedzie do Katowic na mecz z GKS-em. Wszyscy zainteresowani będą mogli śledzić to spotkanie na antenie TVP Sport od godziny 12:45.
Motor Lublin - Bytovia Bytów 2:1 (0:0)
Daniel Świderski 56', Rafał Król 71'(k) - Piotr Giel 74'
Motor Lublin - Hutnik Kraków 3:0 (0:0)
Tomasz Swędrowski 47', Daniel Świderski 80' i 85'
SLEZSKY OPAWA (Marek Czachorowski, Opawa)
Gracze SFC w tym sezonie nie należą do najskuteczniejszych. W pierwszych siedmiu kolejkach strzelili tylko 6 bramek. Mecz ósmej kolejki z liderującą Slavią przyniósł kolejnych 6 trafień, niestety trafiali wyłącznie goście. 5 goli strzelili w drugiej połowie.
Ze względu na kontuzje i choroby, Opawa przystąpiła do gry w zaskakującym ustawieniu. Dotychczasowy filar obrony Žídek zagrał na lewej pomocy, co w pierwszej połowie meczu wyglądało na dobrą decyzję. Opawski kapitan wygrywał główki, miał również szansę zdobyć bramkę.
Opawscy gracze zaczęli mecz odważnie. Grali aktywnie, kilka razy udało im się dość do sytuacji bramkowych, ale brakowało celnych strzałów kończących ciekawe akcje. Slavia na odwrót - największe zagrożenie sprawiała po standardowych sytuacjach. To właśnie po rzucie rożnych i przedłużonym dośrodkowaniu padła pierwsza bramka dla gości. Tuż przed przerwą wyrównać mógł wspomniany wcześniej Žídek, niestety w decydującej chwili nie zdołał poprawnie przyjąć piłki.
Losy spotkania rozstrzygnęły się w drugiej połowie. Slavia atakowała skrzydłami i z łatwością dostawała się do sytuacji podbramkowych. Widać było brak zgrania opawskich stoperów, których slawiści ogrywali z łatwością. Dobrze spisywał się bramkarz gospodarzy Fendrich, który kilka razy uchronił zespół przed utratą gola, ale przy tylu błędach obrońców nie miał szans zachować czystego konta. Mimo dobrej postawy, po przerwie aż pięciokrotnie wyjmował piłkę z siatki.
Slezský z 5 punktami i bilansem bramkowym 6:18 zajmuje obecnie przedostatnią, 17 pozycję w tabeli. Kolejny mecz odbędzie się 28.11 o godz. 16.00, a gospodarzem będzie drużyna Slovacka.
Slezský FC Opava 0:6 Slavia Praha
34‘ Kúdela; 53‘ 58‘ Kuchta; 71‘ Bořil; 80‘ Sima; 88‘ Musa
