Co słychać u zgód?

Co słychać u zgód?

fot.: Robert Romaniuk / motorlublin.com

Co słychać u naszych zgód, czyli w Lechii, Miedzi, Motorze i Slezsky? Piszą Karolina Jaskulska z Gdańska, Rafał Szyszka z Lublina, Marek Czachorowski z Opawy i Jakub Wach ze ŚLĄSKnetu.



 

LECHIA GDAŃSK (Karolina Jaskulska, Lechia.net)

Za Lechią Gdańsk w końcu trochę odpoczynku. Po maratonie meczowym, który gdańszczanie rozegrali od 17 do 23 listopada, nadszedł czas na kilka dni rozłąki z Ekstraklasą. Po zeszłotygodniowej porażce z Piastem Gliwice podopieczni trenera Piotra Stokowca mieli kilka dni na spokojne treningi oraz odpoczynek.

Do gry biało-zieloni wrócili 30 listopada. Wówczas podejmowali u siebie drużynę Lecha Poznań, a więc jedynego polskiego przedstawiciela w fazie grupowej Ligi Europy. Mecz zapowiadał się arcyciekawie. Niestety obie drużyny rozczarowały i zagrały, co tu dużo mówić, słabe spotkanie. Przez większość czasu utrzymywał się bezbramkowy remis i gdyby ostatecznie skończyło się takim wynikiem, nikt chyba nie mógłby czuć się pokrzywdzony.

W pierwszej połowie nie działo się kompletnie nic, Lech starał się atakować, a Lechia głównie rozgrywała piłkę. Druga połowa była nieco bardziej emocjonująca, szczególnie po 75 minucie, kiedy to rozegrały się decydujące sceny na stadionie w Letnicy. Pech nie opuszczał gdańszczan w poniedziałkowy wieczór. Najpierw w 76. Minucie do bramki po rzucie rożnym trafił Łukasz Zwoliński i zmusił do interwencji Filipa Bednarka. Wszystkim wydawało się, że piłka przekroczyła linię bramkową i Lechia wyjdzie na prowadzenie. Sytuacja była sprawdzana jednak na wozie VAR, bo nie było pewności, czy piłka przekroczyła linię całym obwodem.

Ostatecznie arbiter bramki nie uznał i ciągle utrzymywał się remis 0:0. Dzisiaj ta sytuacja rozpatrywana jest jako kontrowersja, zdaniem wielu, gol powinien zostać uznany. Jakby tego było mało, kilka minut później we własnym polu karym dość pechowo interweniował Michał Nalepa, który zagrał piłkę ręką po strzale jednego z zawodników Kolejorza. Stoper ukarany został drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartką oraz podyktowany został rzut karny dla gości. Jedenastkę skutecznie wykorzystał Mikael Ishak i zapewnił Lechowi trzy punkty. Dla Kolejorza było to pierwsze zwycięstwo w Gdańsku od listopada 2015 roku. Lechia już drugą kolejkę z rzędu kończy bez zdobytego nawet punktu. Kolejne spotkanie zawodnicy trenera Piotra Stokowca zagrają 7 grudnia.

Lechia Gdańsk - Lech Poznań 0:1 (0:0)
Bramka: Ishak (84. - karny)

Lechia: Kuciak - Kopacz, Tobers, Nalepa Ż Ż CZ, Pietrzak (89. Żukowski) - Mihalik (70. Haydary), Kubicki, Kałuziński (58. Makowski), Saief (89. Gajos), Conrado (58. Zwoliński) - Flavio Paixao.

Lech: Bednarek - Czerwiński, Rogne, Satka, Kraweć - Kamiński (58. Skóraś), Tiba Ż, Moder (77. Muhar), Dani Ramirez (77. Marchwiński), Sykora (77. Puchacz) - Ishak (87. Kaczarawa).


MIEDŹ LEGNICA (Jakub Wach, ŚLĄSKnet)

Miedź Legnica podejmowała na własnym terenie Odrę Opole. Mecz od samego początku układał się znakomicie dla gospodarzy, bowiem już w 9 minucie objęli prowadzenie. Paweł Zieliński ,po otrzymaniu podania od Kamila Zapolnika, przyjął piłkę i niczym rasowy napastnik uderzył na bramkę gości, zdobywając przy tym pięknej urody gola.

W 28 minucie, po błędzie legnickiego obrońcy, Odra za sprawą Sebastiana Boneckiego doprowadziła do wyrównania. Miedź odpowiedziała niespełna siedem minut później. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, w polu karnym gości, odnalazł się Kamil Zapolnik, który z najbliższej odległości skierował piłkę do bramki. W 53 minucie boisko z konieczności, musiał opuścić Dani Pinillos za sprawą urazu, którego nabawił się po oddanym  wcześniej strzale. Kilka minut później, po kornerze z prawej strony Łukasz Winiarczyk wyrównał stan gry. W 65 minucie sędzia odgwizdał przewinienie obrońcy Odry, który dopuścił się faulu na Marcinie Biernacie. Strzał Romana z rzutu karnego został obroniony przez Kacpra Rosę, ale do piłki momentalnie doskoczył kapitan Miedzi i trafił do bramki. W doliczonym czasie gry David Panka po otrzymaniu podania z lewej strony boiska, wszedł w pole karne, zmylił obrońcę i strzelił gola.

Miedź Legnica – Odra Opole 4:2 (2:1)

Bramki: Paweł Zieliński (9’), Kamil Zapolnik (35’), Szymon Matuszek (66’), David Panka (90+3’) – Sebastian Bonecki (28’), Łukasz Winiarczyk (57’)

Do prawdziwej kanonady doszło we wtorek w Łodzi. Miedź wygrała z ŁKS-em 4:3 po dwóch golach Kamila Zapolnika i Joana Romana. Legniczanie prowadzili już 2:0, następnie dwukrotnie doprowadzali do remisu, by stracić decydującą bramkę w 87 minucie.

ŁKS – Miedź Legnica 3:4 (0:1)
Pirulo 62', Trąbka 65', Srnić 82' - Zapolnik 14', 57', Roman 75', 87'


MOTOR LUBLIN (Rafał Szyszka, StatsMotor)

Kolejny wyjazd i kolejny raz bez wygranej, a co gorsza bez punktów. Co prawda rywal bardzo trudny, ale w Lublinie niedosyt ogromny. Dlaczego? Bo gola na wagę porażki Motor stracił w doliczonym czasie gry. Ale po kolei. Do Katowic na mecz z Gieksą żółto-biało-niebiescy udali się po dwóch kolejnych wygranych. Jednak katowiczanie to drużyna, która w ostatnich tygodnia również głównie wygrywała i pokazywała jakość piłkarską.

W pierwszej połowie niedzielnego meczu przeważał GKS, ale najważniejszym wydarzeniem była kontuzja Rafała Grodzickiego w defensywie Motoru. W drugiej GKS objął prowadzenie po strzale Krystiana Sanockiego. Co ciekawe asystę zaliczył... Bartłomiej Mrozek, golkiper katowickiego zespołu. Motor wyrównał za sprawą główki Szymona Raka, ale ostatnie słowo należało do Gieksy. Tym razem Filip Kozłowski wykorzystał dogranie przed bramkę Sebastiana Madejskiego i GKS wygrał 2:1. Porażka zasłużona, choć bolesna, bo odniesiona w samej końcówce.

Okazja na rewanż już dzisiaj, gdyż do Lublina przyjeżdża Lech II Poznań, a kilka dni później Motor czeka wyjazd do lidera z Polkowic.

AKTUALIZACJA: Gol Daniela Świderskiego z końcówki meczu dał lublinianom zwycięstwo nad rezerwami Lecha! Motor awansował na 10. miejce.

GKS Katowice - Motor Lublin 2:1 (0:0)
Sanocki 66', Kozłowski 90+2' - Rak 81'


SLEZSKY OPAWA (Marek Czachorowski, Opawa)

Trzynaście czarnych minut, bowiem właśnie tyle potrzebowała drużyna Slovacka na zdobycie trzech goli, podcięło skrzydła zawodnikom z Opawy. Wprawdzie postarali się oni o honorową bramkę, ale nic więcej nie zdołali wykrzesać. Zabrakło czasu i umiejętności żeby dogonić mądrze broniących się gospodarzy.

Opawscy futboliści rozpoczęli jak zawsze, z werwą i animuszem, wysoki presing, aktywny odbiór piłki i już po dwóch minutach zagrozili bramce przeciwników. Mondek przechwycił zagranie, zacentrował w pole karne, gdzie do dośrodkowania skakał Dordič, który jednak do bramki nie trafił. Udało się jednak uzyskać rzut rożny, po którego rozegraniu kapitan Žídek trafił w bramkarza. No i to tyle dobrego, ponieważ krótko potem do głosu bezapelacyjnie doszli gospodarze. W 14 minucie, po dośrodkowaniu w pole karne SFC, piłka mierzyła w ręce Fendricha, któremu jednak możliwość obrony odebrał własny gracz, Žídek. Przerzucił piłkę nad próbującym interweniować golkiperem, która znalazła się po tym przy przeciwległym słupku i trafiła wprost pod nogi Hofmanna. Ten niewiele myśląc posłał ją do siatki. Cztery minuty później Slovacko miało kolejną szansę, gdy po ograniu najmłodszego na boisku Večerky, skrzydłowy gospodarzy zagrał do ustawionego w polu karnym kolegi. Ten się jednak nie wstrzelił w podanie i jego strzał minął bramkę opawan.

24 minuta to kolejna bramka – dośrodkowanie do dobrze ustawionego pod bramką Sadílka, który nieupilnowany przez Večerkę nie miał problemów z podwyższeniem wyniku. Po raz trzeci gospodarze trafili do siatki w 27 minucie po przejęciu niedokładnego zagrania Večerky. Błyskawiczna kontra, znowu Večerka, który nie zdążył wrócić za Petrželą i znowu gol. Trzynaście pechowych minut.

Gracze SFC byli już chyba pogodzeni z kolejną wysoką porażką, jednak niemal natychmiast po inkasowaniu trzeciego gola, nadzieję na powrót do gry dał im błąd bramkarza Slovacka, po którym zdobyli swą pierwszą i jak się potem okazało jedyną bramkę. Bajza pod pressingiem Holíka nie zdołał wybić łatwej wydawałoby się piłki i ta padła łupem gracza Opawy, który nie miał problemu z tym, aby podkręconym strzałem posłać ją do siatki.

Druga połowa przyniosła dużo mądrzejszą grę Slezského, a przede wszyskim brak poważnych błędów w obronie. Było to możliwe także dzięki temu, że Slovacko widocznie grało na utrzymanie dwubramkowej przewagi. Pierwsza interesująca sytuacja w drugiej połowie to dopiero 70 minuta, gdy po rozegraniu stałego fragmentu, Rataj strzelił tuż obok bramki Slovacka. 13 minut przed końcem spotkania Mondek stracił piłkę, a były gracz Opawy (obecnie w barwach Slovacka) Jurečka znalazł się sam na sam z bramkarzem. Zwycięsko z tego starcia wyszedł golkiper Opawy, Fendrich. Do końca spotkania wynik nie uległ już zmianie. Na stadionie w Uherském Hradišti Slovacko pokonało Slezský FC 3:1.

Slovácko – Slezský FC Opava 3:1 (3:1) 
14' Hofmann, 24' Sadílek, 27' Petržela  – 29' Lukáš Holík.

Piłkarzy SFC czekają teraz dwa domowe spotkania – w najbliższą sobotę (5.12) podejmują Banik Ostrava, tydzień później do Opawy zawita Mladá Boleslav. SFC z 5 punktami znajduje się obecnie na przedostatnim 17 miejscu. Najbliższy rywal, Banik, ma punktów 8 i zajmuje 13 pozycję. Taką samą zdobycz punktową jak Banik ma Mladá Boleslav na miejscu 14. Można więc powiedzieć, że to właśnie najbliższe dwa mecze z sąsiadami z tabeli pokażą na co stać Opawę.

Krzysztof Banasik

Autor

Krzysztof Banasik

Ukończyłem dziennikarstwo sportowe i radiowo-telewizyjne. Ta część mojego życia stała się ogromną pasją, którą realizuje w Śląsknecie od 2007 roku. Od 2019 roku jestem redaktorem naczelnym i współwłaścicielem serwisu.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.