Co słychać u zgód?
fot.: Robert Romaniuk / motorlublin.com
Co słychać u naszych zgód, czyli w Lechii, Miedzi, Motorze i Slezsky? Piszą Karolina Jaskulska z Gdańska, Rafał Szyszka z Lublina, Marek Czachorowski z Opawy i Jakub Wach ze ŚLĄSKnetu.
LECHIA GDAŃSK (Karolina Jaskulska, Lechia.net)
Lechia Gdańsk ostatnich tygodni nie może zaliczyć do udanych. Biało-zieloni w zeszły weekend w Warszawie odnieśli trzecią porażkę z rzędu, a ponadto od trzech kolejek nie zdobyli też ani jednej bramki. Ostatni raz taką serię gdańszczanie mieli w marcu 2018 roku, kiedy trener Piotr Stokowiec obejmował klub.
Do stolicy Lechiści jechali z nadziejami na wygraną i przełamanie niekorzystnej serii. Trener Stokowiec wystawił dość ofensywny skład – w wyjściowej jedenastce znalazło się miejsce zarówno dla Łukasza Zwolińskiego, jak i Flavio Paixao. Niestety od początku meczu Mistrzowie Polski nie pozwalali Lechistom na zbyt wiele na boisku. Gospodarze stosowali wysoki pressing i zmuszali zawodników Lechii do niedokładnych zagrań czy wybić w aut. Pod koniec pierwszej połowy spotkanie nieco bardziej się wyrównało, a gdańszczanie oddali jeden celny strzał. Do przerwy był wynik 0:0, a samo spotkanie nie porywało. W drugiej połowie beznadziejnie zachował się Kristers Tobers, który odpuścił totalnie krycie Tomasa Pekharta, a ten z kolei wyprowadził Legię na prowadzenie. Po stracie bramki biało-zieloni totalnie się pogubili i do końca meczu nie oddali już żadnego celnego strzału. Ponadto w samej końcówce czerwoną kartką za dość brutalny faul ukarany został Tomasz Makowski, a w 96. minucie wynik meczu na 2:0 podwyższył Rafael Lopes. Lechiści do Gdańska wrócili bez punktów i obecnie w tabeli plasują się na dziewiątej pozycji.
Kolejne spotkanie biało-zieloni zagrają u siebie z Wisłą Płock 14 grudnia. Do meczu przystąpią osłabieni wskutek kartek otrzymanych przy Łazienkowskiej. Przeciwko Wiśle trener Stokowiec nie będzie mógł skorzystać z usług Tomasza Makowskiego, Michała Nalepy oraz Jarosława Kubickiego.
Legia Warszawa - Lechia Gdańsk 2:0 (0:0)
Pekhart (61.), Rafael Lopes (90.)
Legia: Boruc - Juranović, Lewczuk , Jędrzejczyk , Mladenović - Wszołek (78. Cholewiak), Andre Martins , Kapustka (90. Slisz), Karbownik, Luquinhas - Pekhart (78. Rafael Lopes).
Lechia: Kuciak - Kopacz (69. Fila), Tobers, Nalepa , Pietrzak - Saief (69. Mihalik), Makowski , Kubicki (86. Arak), Flavio Paixao (76. Gajos), Conrado (69. Haydary) - Zwoliński
MIEDŹ LEGNICA (Jakub Wach, ŚLĄSKnet)
Już od samego początku meczu legniczanie zdecydowanie ruszyli do ataku. Przez pierwsze trzydzieści minut gry nie brakowało składnych akcji, zarówno ze strony Miedzi jak i Stomilu, ale nie przekładało się to na zdobycze bramkowe. Obraz gry uległ zmianie pod koniec pierwszej połowy. W 38 minucie w wyniku bilarda w polu karnym, po przypadkowych odbiciach od obrońców, piłka trafiła do Krzysztofa Łuczaka, który bez chwili zastanowienia wpakował piłkę do bramki. Na odpowiedź gospodarzy nie trzeba było długo czekać, ponieważ już dwie minuty później na tablicy wyników widniał rezultat 1:1. Zadziało się to za sprawą fantastycznej akcji kwartetu-Roman-Drzazga-Purzycki-Matuszek, kiedy to najpierw piłkę opanował Roman, następnie posłał prostopadłe podanie do Drzazgi, ten miękko wrzucił w pole karne do Purzyckiego, który ekwilibrystycznym strzałem przewrotką zacentrował wprost na głowę Matuszka, a ten doskonale wykończył tę akcję, rodem z playstation. Nie był to jeszcze koniec emocji przed przerwą. Najpierw z jedenastki trafił Wiktor Biedrzycki dla Stomilu, a chwilę później w ten sam sposób wyrównał Kamil Zapolnik.
W drugiej połowie działo się już znacznie mniej i intensywność meczu powoli spadała. W 82 minucie podczas próby dośrodkowania Ingo van Weerta, zespół Jarosława Skrobacza uratowała poprzeczka. W doliczonym czasie gry, piłkę w kierunku bramki posłał Kamil Zapolnik, niestety strzał wylądował, tuż obok słupka. Mecz w Legnicy zakończył się podziałem punktów i obecnie zespół przygotowuje się do meczu z Zagłębiem Sosnowiec. Będzie to ich ostatnie spotkanie w tym roku kalendarzowym.
Ponadto trzech wyróżniających się zawodników Miedzi II Legnica zostało włączonych przez sztab do treningów w pierwszym zespole zielono-niebiesko-czerwonych.W zajęciach uczestniczą Bruno Garcia Marcate, Michał Pojasek oraz Ruben Hoogenhout.
Miedź Legnica – Stomil Olsztyn 2:2 (2:2)
Szymon Matuszek (40’), Kamil Zapolnik (45+1-k.) - Wojciech Łuczak (38’), Wiktor Biedrzycki (43-k.)
MOTOR LUBLIN (Rafał Szyszka, StatsMotor)
Kolejny niezły tydzień za Motorem Lublin. Znowu trzeba było grać co trzy dni, ale opłaciło się.
Najpierw żółto-biało-niebiescy ograli rezerwy Lecha. Uczciwie trzeba jednak powiedzieć, że to był jeden ze... słabszych meczów drużyny Mirosława Hajdy. Motor nie miał do końca pomysłu na grę, ale też nie pomogło kilka zmian w podstawowym składzie. Miał jednak będącego w formie Daniela Świderskiego, który zapewnił wygraną w końcówce. Ten sam zawodnik dał remis w Polkowicach, a w zasadzie jego gol. W obu przypadkach wykazał się przytomnością umysłu i szybką reakcją. Na Dolnym Śląsku to Górnik rozpoczął strzelanie w pierwszej połowie. Na szczęście skończyło się tylko na golu Ernesta Terpiłowskiego, choć kilka minut wcześniej Maciej Kowalski-Haberek nie wykorzystał rzutu karnego, który kapitalnie obronił Sebastian Madejski.
W drugiej połowie Motor grał nieco lepiej, ale gospodarze długo prowadzili i mieli też okazje na drugiego gola. Jako się rzekło to Motor wyprowadził cios i wrócił z tej wyprawy z punktem.
Motor - Lech II 1:0 (0:0)
Świderski 85' Górnik Polkowice - Motor 1:1 (1:0) Terpiłowski 25' - Świderski 71'
SLEZSKY OPAWA (Marek Czachorowski, Opawa)
W sobotnich derby Śląska nie brakowało nic oprócz kibiców na stadionie. Była walka, poprzeczki, strzelone i niestrzelone karne. Niestety po bramce w doliczonym czasie 3 pkt. wywieźli goście z Ostrawy.
Mecze między Slezskym i Banikiem od zawsze budzą emocje, zarówno na boisku, jak na trybunach, po stronie kibicowskiej będąc często najciekawszym wydarzeniem całego sezonu. Nie inaczej było tym razem. Dla opawan zaczęły się już w piątek, kiedy to grupa około 40 osób pojawiła się na treningu pierwszej drużyny, żeby śpiewem i racami wesprzeć graczy przed jakże ważnym spotkaniem. Również na samym spotkaniu, na głównej trybunie znalazła się odpowiednia oprawa z jasnym przesłaniem, kto rządzi w czeskiej części Śląska.
Niestety, ani wsparcie kibiców, ani olbrzymie chęci graczy nie przełożyły się na wynik na boisku. Tradycyjnie, gracze SFC rozpoczęli z werwą i animuszem, i już w pierwszej minucie oddali pierwszy strzał na bramkę przeciwnika, z którą sobie jednak bramkarz Baniku poradził. Kilka minut później, po pięknym dośrodkowaniu Holík głową posłał piłkę tuż nad bramkę gości. Opawa jednak nie ustawała w atakach, po kilku dalszych chwilach jeden z graczy Baniku kopnął kolanem w głowę napastnika SFC. Sytuacja miała miejsce w polu karnym osrawaków i mimo, że w pierwszym momencie sędzia nie zauważył incydentu, po konsultacji VAR podyktował rzut karny. Niestety, kapitan Opawy, Žídek, wykonał go w przewidywalny sposób i stojący w bramce Ostrawy Laštůvka mógł podreperować swoje indywidualne statystyki.
Kolejną wyborną szansę na zdobycie bramki miał w 21 minucie Dordič, który jednak przy opanowaniu piłki w polu karnym przeciwnika pomógl sobie ręką, co spowodowało reakcję aribtra i zakończenie dobrze rozwijającej się akcji.
Żaden z graczy obydwu zespołów nie szczędził sił i nie odstawiał nogi. Stąd spora liczba fauli oraz kartek (5 żółtych kartek dla Opawy – 2 żółte = 1 czerwona dla Ostrawy). W ostatnich minutach pierwszej połowy boisko za dwie żółte kartki opuścił Pokorný, tak więc całą drugą część spotkania Opawa grała z przewagą jednego zawodnika.
Niestety przewaga ilościowa nie przełożyła się na wynik, Banik skutecznie się bronił, a w 75 minucie, po decyzji z użyciem VAR, otrzymał rzut karny, który wykorzystał. Pięć minut przed końcem spotkania Žídek wykorzystał precyzyjne dośrodkowanie i strzałem głową, tuż przy słupku, wyrównał wynik. Niestety to nie wystarczyło nawet na remis, ponieważ w doliczonym czasie, przy rozegraniu stałego fragmentu gry, jeden z graczy Baniku trafił w poprzeczkę opawskiej bramki, a były gracz Opawy, Svozil, pięknym szczupakiem umieścił piłkę w siatkę, zapewniając swej drużynie zwycięstwo 1:2.
Co tu więcej dodać, mimo naprawdę zaciętej walki (która prawie przerodziła się w bijatykę graczy tuż po zakończeniu meczu), Opawa po tym spotkaniu dostała się na pierwsze miejsce w tabeli. Niestety od końca. Już w najbliższą sobotę może zwiększyć ilość punktów, podejmuje bowiem na swoim stadionie zespół Mlada Boleslav, który ma nad nią tyko 3 punkty przewagi.
Warto też nadmienić, że w czasie spotkania do Opawy dotarło ok. 150 fanów Banika, którzy przeszli z dworca pod stadion. Pokrzyczeli i odjechali. Obecna wraz z nimi ilość policji skutecznie uniemożliwiła jakąkolwiek możliwość kontaktu między kibicami obydwu „zaprzyjaźnionych“ drużyn.
Slezský FC Opava 1:2 (0:0) Baník Ostrava
86' Žídek - 77' (k) Azevedo, 90+1' Svozil
