Co słychać u zgód? COVID w Motorze!

Co słychać u zgód? COVID w Motorze!

fot.: Robert Romaniuk / motorlublin.com

Co słychać u naszych zgód, czyli w Lechii, Miedzi, Motorze i Slezsky? Piszą Karolina Jaskulska z Gdańska, Rafał Szyszka z Lublina, Marek Czachorowski z Opawy i Jakub Wach ze ŚLĄSKnetu.



 

LECHIA GDAŃSK (Karolina Jaskulska, Lechia.net)

W miniony weekend biało-zieloni zmierzyli się w Szczecinie z wiceliderem Ekstraklasy, Pogonią. Niestety spotkanie zakończyło się porażką Lechii 1:0 po jedynym trafieniu Michała Kucharczyka. Była to pierwsza przegrana gdańszczan od kilku tygodni. Ostatni raz piłkarze trenera Piotra Stokowca porażkę ponieśli na inaugurację rundy wiosennej z Jagiellonią Białystok, jeszcze w styczniu. Portowcy przerwali więc serię sześciu spotkań z rzędu ze zdobytymi punktami przez Lechię. Mimo utraty trzech oczek biało-zieloni nadal plasują się w czołówce, do trzeciego Rakowa Częstochowa tracą aktualnie cztery punkty.

Przed nami przerwa na mecze reprezentacji, a co za tym idzie czas wyjazdów zawodników ze swoich klubów na zgrupowania. W zeszłym tygodniu powołania do swoich narodowych reprezentacji otrzymali Kristers Tobers (Łotwa) oraz Dusan Kuciak (Słowacja). Obie ekipy rozegrają teraz trzy spotkania w ramach eliminacji do Mistrzostw Świata. Z kolei do młodzieżowej reprezentacji Polski powołany został Jan Biegański. Młodzieżowiec pojedzie na zgrupowanie kadry U-20, którą czekają też w najbliższych dniach dwa sparingi (z młodzieżówką Arabii Saudyjskiej oraz Austrii). Zawodnicy do klubu wrócą na początku kwietnia.

Najbliższe spotkanie w Ekstraklasie Lechia rozegra w Poniedziałek Wielkanocny – 5 kwietnia o 20:00. Rywalem biało-zielonych będzie ekipa Zagłębia Lubin.

Pogoń Szczecin - Lechia Gdańsk 1:0 (0:0)
Kucharczyk 69'

Lechia: Kuciak - Kopacz, Tobers, Maloca, Pietrzak (62. Saief Ż) - Conrado, Biegański, Kubicki  (81. Udovicić), Gajos , Zwoliński - Flavio Paixao.


MIEDŹ LEGNICA (Jakub Wach, ŚLĄSKnet)

W ostatnim ligowym meczu zielono-niebiesko-czerwoni polegli na własnym terenie z Arką Gdynia. Niestety jest to już druga przegrana w tym sezonie z gdyńskim klubem. W pierwszej części sezonu Miedź uległa na wyjeździe, aż 4:0. Tym razem wymiar kary był mniejszy. Początek meczu zapowiadał się na bardzo wyrównanie z minimalną przewagą na korzyść Arki. To właśnie ona jako pierwsza objęła prowadzenie. W 33 minucie Christian Aleman z niesamowitą precyzją dokręcił piłkę z rzutu wolnego i zdobył pięknego gola. Zadanie ułatwił mu Marcin Biernat, który popełnił błąd w ustawieniu we własnym polu karnym. Może gdyby ustawił się bliżej lewego słupka, uchroniłby swoją drużynę od utraty bramki. Trzy minuty przed końcem pierwszej połowy podanie Patryka Makucha na gola zamienił Krzysztof Drzazga. W drugiej części spotkania wszystko układało się dobrze i widać było, że Miedź ewidentnie gra na remis. Niestety plany pokrzyżował jej faulujący we własnym polu karnym Daniel Pinillos, który sprokurował rzut karny dla gości. Niespełna siedem minut przed końcem regulaminowego czasu gry Arka Gdynia prowadziła 2:1. Mateusz Żebrowski swoim uderzeniem pod poprzeczkę z jedenastego metra nie dał żadnych szans legnickiemu golkiperowi i tym sposobem ustalił ostateczny wynik spotkania.

Wiktor Pleśnierowicz został powołany do reprezentacji Polski U21 w ramach zastępstwa za kontuzjowanego Łukasza Bejgera ze Śląska Wrocław. Na zgrupowanie kadry uda się również Maciej Kuczyński, którego umiejętności zostały docenione przez Macieja Stolarczyka, który zaproponował mu współpracę w polskim sztabie medycznym.

Miedź Legnica 1:2 (1:1) Arka Gdynia
Drzazga (42’) - Aleman (33’), Żebrowski (83’-k.)


MOTOR LUBLIN (Rafał Szyszka, StatsMotor)

Po meczu w Stargardzie Motor miał zagrać u siebie niezwykle trudne spotkanie ze Skrą Częstochowa, ale... wszystko trzeba było odwołać. To efekt aż 10 zakażonych w zespole. Część trafiła na kwarantannę, część na izolację, ale efekt taki, że spotkanie ze Skrą oraz nadchodzący - pierwotnie 27 marca - mecz z Garbarnią Kraków trzeba było przełożyć.

Dlatego najbliższy mecz Motoru to domowe spotkanie z rezerwami Śląska Wrocław, które odbędzie się w Wielką Sobotę 3 kwietnia o godzinie 15:00. To będzie wstęp do bardzo trudnego miesiąca przed żółto-biało-niebieskimi.

PZPN ogłosił już terminy tych gier i kwiecień zapowiada się bardzo pracowicie dla ekipy Marka Saganowskiego. Jak to wygląda w praktyce?

  • 03.04 vs Śląsk II (d)
  • 07.04 vs Skra Częstochowa (d)
  • 10.04 vs KKS Kalisz (w)
  • 14.04 vs Wigry Suwałki (d)
  • 21.04 vs Garbarnia Kraków (w)
  • 24.04 vs Bytovia (w) 28.04 vs Chojniczanka (d)

Do tego wszystkiego można dodać wyjazd do Rzeszowa, który się odbędzie w weekend majowy i na tym maraton się skończy. Całe szczęście, że w weekend 17-18 kwietnia Motorowi wypada w terminarzu pauza, dzięki czemu będzie naturalna przerwa na chwilową regeneracje przed dwoma wyjazdami.


SLEZSKY OPAWA (Marek Czachorowski, Opawa)

Spotkanie na terenie obecnego mistrza Czech, dla graczy SFC rozpoczęło się naprawdę dobrze. Spełniali założenia taktyczne, przetrwali napór z początkowych minut, a od 22 minuty grali w przewadze jednego zawodnika. Niestety, po indywidualnych błędach zainkasowali 4 gole i do Opawy wrócili bez żadnego punktu.

Zarówno trener, jak też drużyna wierzyli, że remis jest w ich zasięgu, być może uda się zyskać coś więcej. Slavia była tuż po ostrym pucharowym meczu z Glasgow Rangers, w którym poważnej kontuzji doznał praski bramkarz. Kilku graczy dostało możliwość odpoczynku i właśnie w tym upatrywali swej szansy gracze SFC.

Team z Opawy od pierwszej minuty grał uważnie w defensywie, aby nie dopuścić nie tylko do sytuacji strzeleckich z akcji, ale także nie faulować w miejscach umożliwiających korzystne rozegranie stałego fragmentu. Udawało się to przez prawie całą pierwszą połowę. Pierwsza bramka dla prażan padła już w jej doliczonym czasie, ok 30 sekund przed końcowym gwizdkiem. Jeden z opawskich obrońców zamiast przetrzymać piłkę lub wybić ją na połowę przeciwnika, wyekspediował ją na aut w pobliżu własnej bramki. Szybkie rozegranie autu przez Slavię i bramkarz Opawy musiał skapitulować, gdy jeden ze slavistów dosłownie wtoczył swym ciałem piłkę do bramki. Tak zakończyła się dobra passa Digani, który od 257 minut nie wpuścił gola. Mimo, że w niedzielnym spotkaniu inkasował aż cztery bramki, trzeba przyznać, że za żadną z nich nie mógł odpowiadać.

Nadzieje na dobry wynik SFC prysły tuż na początku drugiej połowy. Po stracie piłki, ostatniemu w tym momencie Kulhánkovi, nie zostało nic innego niż gonić przeciwnika. Niestety, kontakt z nogą napastnika skutkował dla niego drugą żółtą kartką, a w konsekwencji czerwoną. Dla drużyny oznaczał zaś rzut karny i utratę drugiej bramki.

W wyrównanych składach,  po dziesięciu (w 22 minucie po szalonym skoku w interweniującego bramkarza żółtą kartką został ukarany napastnik prażan, Opička. Po odtworzeniu faulu na VAR, sędzia zdecydował się na zmianę decyzji i natychmiastowe wyrzucenie gracza z boiska), SFC straciło jeszcze dwa gole i wróciło do domu z wynikiem 4:0.

Slavia jest jednym z dwóch zespołów, których graczom z Opawy nie udało  się jeszcze pokonać w najwyższej klasie rozgrywkowej.

Slavia Praga 4:0 (0:0) SFC Opawa
45' Kuchta, 54' Stanciu, 64' Holeš, 78' Oscar

Krzysztof Banasik

Autor

Krzysztof Banasik

Ukończyłem dziennikarstwo sportowe i radiowo-telewizyjne. Ta część mojego życia stała się ogromną pasją, którą realizuje w Śląsknecie od 2007 roku. Od 2019 roku jestem redaktorem naczelnym i współwłaścicielem serwisu.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.