Co słychać u zgód? (WIDEO)
fot.: Mateusz Porzucek
Co słychać w Lechii, Miedzi i Motorze? Piszą Karolina Jaskulska z Gdańska, Rafał Szyszka z Lublina i Jakub Wach ze ŚLĄSKnetu.
LECHIA GDAŃSK (Karolina Jaskulska, Lechia.net)
Sezon 2020/21 przeszedł do historii. Lechia do końca walczyła o czwarte miejsce gwarantujące awans do europejskich pucharów. W niedzielę popołudniu biało-zieloni zmierzyli się w Białymstoku z Jagiellonią. Spotkanie zakończyło się wygraną Jagielloni 2:1, a Lechii zabrakło jednej bramki do awansu do europejskich pucharów.
Mecz był emocjonujący i do dzisiaj nie milkną echa sędziowskich decyzji. Już w 6. minucie Jagiellonia dostała rzut karny, jednak sędziowie nie dostrzegli, że chwilę przed faulem Bartosz Bida zagrywał piłkę ręką. Z kolei w dalszej części spotkania arbiter nie uznał dwóch bramek Flavio – przy pierwszej dopatrzył się zagrania ręką Portugalczyka, a przy drugiej spalonego. Lechia sama sobie też mogła pomóc i zdobyć bramkę, miała ku temu kilka świetnych okazji. Najlepszą z nich zmarnował Żarko Udovicić, który nie trafił do pustej bramki. Ostatecznie Lechia sezon ukończyła na siódmym miejscu, mimo, że przez moment była na pozycji dającej awans do Europy. Kolejny rok z rzędu, mimo potencjału, Lechia kończy z niczym.
Koniec sezonu to także pierwsze plany na najbliższą przyszłość. W ostatnich dniach Lechia poinformowała, że jednym z punktów przygotowań do sezonu będzie spotkanie kontrolne z Legią Warszawa. Mecz odbędzie się w środę 30 czerwca na obiektach Legii. Godzina rozpoczęcia zostanie ogłoszona w najbliższym czasie.
Wiadomo także, że szeregi Lechii opuści Żarko Udovicić. Kontrakt Serba, który wygasa wraz z końcem czerwca nie zostanie przedłużony. Póki co jest to jedyny ruch kadrowy Lechii przed nowym sezonem.
Jagiellonia Białystok - Lechia Gdańsk 2:1 (1:0)
Bramki: Puljić (9. - karny), Prikryl (79.) - Fila (61.)
MIEDŹ LEGNICA (Jakub Wach, ŚLĄSKnet)
Za nami bardzo ciekawe spotkanie między Miedzią Legnica a GKS-em Tychy. Pomimo, że rywale wygrali mecz to podopieczni trenera Skrobacza pokazali się z dobrej strony. Od samego początku obie drużyny ruszyły zdecydowanie do ataku, ale większą skutecznością wykazał się zespół gości. Kacper Piątek już w piątej minucie popisał się fantastycznym, mierzonym uderzeniem, które na niekorzyść legniczan wpadło do siatki.
Niedługo, bo po zaledwie ośmiu minutach Tyszanie zdobyli kolejną bramkę, którą można śmiało określić mianem bardzo efektownej. Do przerwy na tablicy wyników widniał rezultat 0:2. Po przerwie sztab trenerski gospodarzy zdecydował się na korekty w składzie i wprowadził na boisko Rubena Hoogenhouta, Marcina Garucha i Patryka Makucha, którzy zastąpili odpowiednio Marcina Biernata, Damiana Tronta i Mehdiego Lehaire. W 67 minucie Marcin Garuch idealnie dośrodkował z rzutu wolonego do Nemanji Mijuskovicia, który uderzył z pierwszej piłki i zdobył bramkę kontaktową. Po tym trafieniu Miedź nabrała wiatru w żagle i uwierzyła, że jeszcze może powalczyć o korzystny wynik.
Szczęście uśmiechnęło się do gospodarzy w końcówce spotkania. Po dośrodkowaniu Zielińskiego z prawej strony boiska do Michała Bednarskiego padł gol, który zaskoczył wszystkich, ale najbardziej Konrada Jałochę, ponieważ to po jego fatalnej interwencji piłka wpadła do bramki. Niedługo jednak trwała radość z remisu, gdyż ekipa GKS-u udowodniła, że zdobywanie pięknych bramek to jej specjalność. Po wykonaniu rzutu rożnego, piłka została wybita przed pole karne, gdzie w idealnym położeniu znajdował się Wiktor Żytek. Zawodnik fenomenalnie przymierzył z woleja, po czym piłka trafiła prosto w twarz legnickiego obrońcy, zmieniła tor lotu i wpadła do bramki Pawła Lenarcika. Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 2:3.
Miedź Legnica - GKS Tychy 2:3 (0:2)
Mijusković 66', Bednarski 85' oraz K. Piątek 5', J. Piątek 13', Żytek 86'
MOTOR LUBLIN (Rafał Szyszka, StatsMotor)
Po kapitalnym meczu z Sokołem Ostróda, przyszedł czas na zimny, a nawet lodowaty prysznic z Hutnikiem w Krakowie. Mecz mający spore znaczenie gatunkowe, wszak rozegrany niemal równo rok po ogłoszeniu decyzji o awansie Motoru do II ligi. Hutnicy jesienią polegli w Lublinie 0:3, ale z nawiązką odwdzięczyli się w sobotę. 5:0 to nie był wcale najwyższy wymiar kary. Motor był gorszy nie jedną, dwie, a nawet trzy klasy.
Totalna dominacja gospodarzy, którzy grali niczym Hutnik z września 2018, gdy pokonali Motor 5:3. Wtedy 5:0 było do przerwy, ale później Motorowcy odrobili część strat, redukując wstyd. Tym razem było źle pod każdym względem. Nawet Sebastian Madejski dorzucił swoje trzy grosze, przypominając akcje Artura Boruca z Belfastu...
Hutnik Kraków - Motor Lublin 5:0 (3:0)
Wojcinowicz 9, Kitliński 17, Hafez 26, Madejski 65 (bramka samobójcza) Sobala 69
Tak wysoka porażka nie napawała optymizmem przed środowym starciem Motoru z wiceliderem II ligi GKS-em Katwoice. Gracze Marka Saganowskiego pokazali się jednak obecnym już na trybunach kibicom z bardzo dobrej strony i sprawili im nie lada niespodziankę. Już pierwszej połowie gospodarze mogli prowadzić kilkoma bramkami, ale nie wykorzystali nawet rzutu karnego. Dopiero indywidualna akcja Piotra Ceglarza w 31. minucie dała lublinianom prowadzenie.
Po zmianie stron goście za sprawą Filipa Kozłowskiego błyskawicznie wyrównali. Losy spotkania rozstrzygnęły się w jego końcówce, kiedy wprowadzony w drugiej połowie Daniel Świderski ustalił rezultat na 2:1. Zdobyte trzy punkty pozwalają Motorowi realnie myśleć o włączeniu się do walki o grę w barażach o I ligę.
Motor Lublin – GKS Katowice 2:1 (1:0)
Ceglarz 31, Świderski 86 - Kozłowski 47
Gol Daniela Świderskiego z perspektywy trybun.
— Rafał Szyszka (@RafSzyszka) May 19, 2021
Nagranie nie moje, przechwycone od kolegi. pic.twitter.com/dJiXAMZPQb
